Czytasz dzięki

Zagranica dołuje warszawską giełdę

opublikowano: 12-03-2020, 22:00

Struktura inwestorów odbija się na notowaniach spółek z GPW. Zagraniczny kapitał wycofuje się na potęgę, a polskiego jest za mało, by powstrzymać spadki

Środa i czwartek zasłużyły na miano kolejnych „czarnych” dni na warszawskiej giełdzie. W czwartek 12 marca 2020 r. indeks WIG20 spadł o 13,28 proc., WIG — o 12,65 proc. Dla indeksu WIG20 była to najgorsza sesja w historii.

Z jednej strony wpisuje się to w fatalny obraz światowych giełd, z drugiej — parkiet przy ul. Książęcej zachowuje się wyjątkowo źle. Główne warszawskie indeksy tracą więcej niż ich odpowiedniki z wielu giełd. W środę warszawskie indeksy straciły ponad 5,5 proc., podczas gdy DAX i włoski FTSE MIB były nawet na symbolicznym plusie. A to przecież pojawienie się koronawirusa we Włoszech było katalizatorem giełdowego krachu.

— Jesteśmy uzależnieni od kapitału zagranicznego. To jest kapitał, który nie bierze jeńców. Niestety nie ma silnych inwestorów krajowych w postaci funduszy emerytalnych czy inwestycyjnych. Udział w obrotach inwestorów indywidualnych też jest marginalny — zaznacza Łukasz Jańczak, analityk Ipopemy Securities.

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) przeżyła dotychczas dwa krachy na światowych rynkach finansowych. Pierwszy po pęknięciu bańki internetowej, drugi po upadku banku Lehman Brothers. Nigdy jednak przecena nie była tak gwałtowna. Nigdy też udział inwestorów zagranicznych w obrotach na GPW nie był tak wysoki. Zazwyczaj wynosił ponad 40 proc. (w pierwszym półroczu 2009 spadł do 35 proc.). Zmiany w OFE przeprowadzone przez rząd PO-PSL spowodowały, że zaczął szybko rosnąć. W 2015 r. przekroczył 50 proc., a w 2018 r. — 60 proc. Zaledwie w czwartek 12 marca 2020 r. GPW przedstawiła najnowszą statystykę. W drugiej połowie 2019 r. inwestorzy zagraniczni odpowiadali już za 66 proc. obrotu (GPW podaje te dane co pół roku). Nie brak jednak głosów, że może być to więcej. GPW podaje bowiem te informacje, opierając się na ankietach prowadzonych wśród lokalnych domów maklerskich. Tymczasem z innych jej statystyk wynika, że rośnie udział zdalnych członków giełdy. A ci niewątpliwie obsługują inwestorów międzynarodowych.

Z zebranych przez nas informacji wynika, że przynajmniej niektórzy inwestorzy źle odebrali „Informację dla Członków Giełdy w związku z występującą na świecie epidemią koronawirusa (COVID-19)”. Komunikat upubliczniony we wtorek 10 marca 2020 r. po sesji wskazuje, że giełda jest skłonna rozważać zawieszenie notowań w związku z rozprzestrzenianiem się choroby.

— Ludzie to zinterpretowali w ten sposób, że tak jak zamknięto kina, tak zamknie się giełdę — informuje przedstawiciel branży maklerskiej.

— W przypadku pewnej klasy inwestorów — funduszy hedgingowych i animatorów — trudno być obecnym na rynku, który zostanie zamknięty. Wtedy nie da się zarządzać pozycją. Zresztą zamknięcie giełd nigdzie się dotąd nie zdarzyło. Nikt nie mówi o zamknięciu giełdy w Mediolanie, mimo że znajduje się w europejskim centrum epidemii — zwraca uwagę jeden z analityków.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

By wypłacić trzeba wpłacić

Spadki na giełdzie przeceniają jednostki uczestnictwa polskich funduszy inwestycyjnych. To może cześć klientów skłonić do wypłacania pieniędzy. Nasi rozmówcy uważają to za naturalne zjawisko. Byłoby ono jednak kolejnym impulsem do przeceny na GPW. By obsłużyć umorzenia, fundusze musiałyby bowiem sprzedawać akcje. Można założyć, że na pierwszy ogień poszłyby najpłynniejsze spółki. A w czwartek np. CCC potaniało ponad 24 proc., Alior, Pekao, PGE straciły ponad 19 proc.

— W trakcie załamania po upadku Lehman Brothers polskie fundusze dość długo borykały się z odpływem klientów. Ale działo się to po kilku latach dużej popularności funduszy. Tymczasem w ostatnich latach nie było dużych napływów do funduszy akcji polskich TFI — przypomina Michał Sobolewski, analityk DM Banku Ochrony Środowiska.

— Jakąś podaż ze strony polskich funduszy inwestycyjnych widać. Ale to nie jest skala, która tak zdołowałaby rynek — podkreśla członek zarządu domu maklerskiego, pragnący zachować anonimowość.

— Na innych rynkach lokalne fundusze inwestycyjne także sprzedają akcje. W takiej sytuacji wszyscy sprzedają. Dlaczego jednak w ostatnich dniach jesteśmy najgorszym rynkiem? Gdzie indziej istnieją czynniki amortyzujące podaż. Jest np. więcej funduszy hedgingowych, które kupują i sprzedają, bo taka jest ich strategia. Takie działanie dostarcza jednak płynności. A jak płynność jest większa, to spadki są mniejsze. Tymczasemskala przeceny na dużych spółkach z GPW wskazuje, że rynek jest po prostu mało płynny — mówi Maciej Marcinowski, zastępca szefa działu analiz Trigonu DM.

Wszystko w zawieszeniu

Pracownicze plany kapitałowe dopiero startują, więc po stronie popytowej się jeszcze nie liczą. Zresztą nie brak głosów, że jeszcze długo nie będą wielkim kupującym.

— PPK to będzie 1-1,5 mld zł napływów rocznie przy skali obrotów na GPW rzędu 200 mld zł — przypomina Łukasz Jańczak.

Zwraca też uwagę na to, że wciąż nie wiadomo, co dalej z OFE. Akurat 12 marca 2020 r. ustawa przekształcająca OFE w SFIO ewidencjonowane na nowych IKE trafiał pod obrady Senatu. Nawet gdyby była podpisana przez prezydenta, to nie wiadomo, jakie decyzje podejmie kilkanaście milionów uczestników OFE.

— OFE nie podejmują żadnych ruchów w obawie, że ustawa gdzieś utknie. Gdyby była podpisana przez prezydenta, musiałyby kupować dużo akcji, a to byłby dobry bufor bezpieczeństwa dla GPW. Każdy 1 proc. spadku głównych indeksów generowałby 100 mln zł popytu — twierdzi przedstawiciel branży maklerskiej z dużym doświadczeniem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu