Pod koniec kwietnia Alfred Adamiec, główny ekonomista Noble Banku, mówił, że zagranica nie jest jeszcze zainteresowana pchaniem naszych indeksów w górę. „To się stanie, ale dopiero wtedy, kiedy jakiś jeden duży gracz da do tego sygnał. Wówczas na zakupy będzie już za późno. Zacznie się szalony pościg za akcjami i gwałtowny skok krajowych indeksów” — twierdził specjalista Noble Banku. Niewykluczone, że kwartał po tej wypowiedzi scenariusz nakreślony przez znanego doradcę inwestycyjnego powoli się ziszcza.
Lipiec zaskoczył krajowych inwestorów wzrostami. Zwłaszcza skalą.
Indeks WIG20 wzrósł, odbijając się od dna 14 proc. Niektóre duże spółki
dały zarobić dwa razy więcej. Wzrostom towarzyszą wysokie obroty. Sygnał do
większych zakupów, podobnie jak rok temu do sprzedaży, przyszedł z centrum
światowej finansjery — nowojorskiego Wall Street. Kto wydaje miliardy na akcje
polskich blue chipów? Wszystko wskazuje na inwestorów zagranicznych. Tylko oni
tak szybko kupują lub sprzedają garściami akcje nad Wisłą, nie zważając na
gwałtowne zmiany kursów. W końcu mają pełne portfele zysków z inwestycji
surowcowych. Aktywność zagranicznych inwestorów potwierdzają też obsługujący ich
maklerzy, którzy ostatnio „narzekają” na pełne ręce roboty, czy chociażby
statystyki obrotów na GPW w I półroczu (zagranica miała największy udział w
obrotach akcjami — patrz obok). Wiele znanych banków inwestycyjnych — Citigroup,
Merrill Lynch, Morgan Stanley — już w kwietniu zachwalało polskie akcje.
Za zakupami zagranicy przemawia jeszcze jedno — ogólny pesymizm krajowych
instytucji finansowych. Jeszcze pół roku temu ich przedstawiciele na ogół
dziwili się gwałtownym spadkom na GPW, wobec dobrej na tle świata koniunktury
gospodarczej w Polsce. Teraz zdecydowana większość zmieniła zdanie. Trąbi o
jeszcze jednej, gwałtownej fali spadkowej, która zakończyłaby roczną bessę (ma
nastąpić mniej więcej we wrześniu-październiku tego roku). Argumenty pesymistów
to m.in. zwalniające tempo wzrostu gospodarczego nad Wisłą oraz ogólnie — brak
powodów, dla których akcje polskich firm miałby drożeć.
Wydaje się, że inwestorzy zagraniczni, którzy właśnie zajmują pozycję na
krajowym rynku akcji, mają przynajmniej dwuletni horyzont inwestycyjny. Jeśli
tak, to rośnie prawdopodobieństwo, że znów wykiwają oni rzeszę Polaków
oszczędzających w funduszach inwestycyjnych, emerytalnych i firmach
ubezpieczeniowych. Dziś Zachód kupuje mocno przecenione akcje, licząc zapewne,
że najpóźniej za rok-dwa światowa gospodarka, w tym amerykańska, wykaraska się z
kłopotów kredytowych, a niższe ceny surowców zmniejszą presję na światową
inflację. Dodatkowo nad Wisłą do tego czasu zacznie się cykl obniżek stóp
procentowych, co pośrednio i bezpośrednio zwiększy atrakcyjność inwestycji w
akcje.
Tymczasem dzisiaj Polacy trzymają się z daleka od akcji. I nic dziwnego.
Roczna bessa zrobiła prawdziwe spustoszenie w ich portfelach akcyjnych,
trzymanych w funduszach inwestycyjnych. Do zakupów nie palą się też fundusze
emerytalne. Na koniec lipca OFE trzymały w akcjach 28 proc. aktywów. To
najniższy poziom od lat. Być może czekają na zapowiedziane po wakacjach
atrakcyjne prywatyzacje. „Narodowy kac po bessie i masowy powrót na giełdowy
parkiet nastąpi najwcześniej za rok-dwa” — przewidują przedstawiciele krajowych
TFI. Niestety, stanie się tak ku uciesze chłodno kalkulujących dzisiaj
inwestorów zagranicznych, którym akcje polskich firm będą się wysypywały z
kieszeni.
Podobny scenariusz przerabialiśmy w ostatnich latach. Dokładnie pięć lat
temu, w lipcu 2003 r., krajowe indeksy mocno wystrzeliły. W krajowej gospodarce
trwał jeszcze marazm po ostrym hamowaniu z początku wieku i pęknięciu bańki
internetowej. Polska dopiero szykowała się do wejścia do Unii Europejskiej.
Tymczasem na parkiecie właśnie wtedy zaczęła się najdłuższa i największa hossa
na GPW. Wakacyjne zlecenia kupna płynęły z zagranicy. Krajowi inwestorzy
potrzebowali około roku, by przekonać się do trendu wzrostowego. Do 2006 r.
indeks WIG20 wzrósł około 180 proc. W krajowych TFI trwała gorączka zakupów
jednostek akcyjnych funduszy. Wykorzystała to zagranica, która bez problemów
zaczęła realizować wysokie zyski. Potwierdzają to komunikaty emitentów i liczne
analizy zachodnich specjalistów, mówiące o przewartościowaniu polskich akcji.
Czy historia się powtórzy? Nic nie wskazuje na to, by w ewentualnym nowym cyklu
giełdowym kolejność wejścia i wyjścia z parkietu miałaby się zmienić.
Więcej w piątkowym „Pulsie Biznesu”.