Zakończył się sądowy bójo to, czy DHL było piratem

opublikowano: 01-08-2012, 00:00

Wymiar sprawiedliwości uniknął odpowiedzi na pytanie ważne dla branży IT

Wciąż nie wiadomo, czy oprogramowanie zrobione na zlecenie konkretnego klienta z założenia jest objęte wyłączną umową licencyjną.

Gdyby odpowiedź brzmiała „tak”, to każda firma, która nie ma pisemnej umowy licencyjnej, a używa programu przygotowanego specjalnie dla niej, byłaby piratem. Jeśli „nie” — oznaczałoby to, że twórca programu, który nie podpisał zabraniającej tego umowy, może go w niezmienionej formie sprzedać konkurentowi firmy, na której zlecenie aplikację stworzył.

Ustalenie tych zależności było sednem procesu karnego, jaki Krzysztof Kalarus, właściciel i jedyny pracownik firmy informatycznej SMB Design, wytoczył bez udziału prokuratury Aleksandrowi Morozowskiemu, dyrektorowi zarządzającemu DHL na Europę Środkową, oraz Piotrowi Orłowskiemu, dyrektorowi IT DHL na Europę Środkową.

W lutym 2012 r. Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa umorzył sprawę, którą zajmował się trzeci raz. Stwierdził, że Krzysztof Kalarus nie był uprawniony do wystąpienia z aktem oskarżenia. Jednak sędzia Katarzyna Zaczek-Czech po odczytaniu postanowienia wraz z uzasadnieniem dała do zrozumienia, że spodziewa się zaskarżenia decyzji przez adwokata Krzysztofa Kalarusa i ze względu na specyfikę terminologii z zakresu praw autorskich nie jest pewna postanowienia.

— Sama jestem ciekawa, jak sąd okręgowy odniesie się do tego zagadnienia. To chyba pierwsza tego typu sprawa. Niewątpliwie jest to ciekawe zagadnienie prawne — mówiła Katarzyna Zaczek-Czech.

Do trzech razy sztuka

Źródeł konfliktu należy upatrywać w końcu lat 90. Krzysztof Kalarus zaczął wtedy wykonywać różne zlecenia informatyczne, w tym stworzył kilka programów komputerowych dla Servisco (później przyjęło nazwę DHL). W latach 1997-2003 zainkasował około 600 tys. zł, mimo że przez cały okres współpracy SMB Design i Servisco/DHL nie połączyła pisemna umowa. Krzysztof Kalarus twierdzi, że płacono mu za różne usługi, ale nie za prawa licencyjne do oprogramowania.

c3b39424-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Prezentuje przy tym stanowisko, że program zrobiony na zlecenie konkretnego klienta jest z założenia objęty wyłączną umową licencyjną. Umowa taka wymaga formy pisemnej pod rygorem nieważności, ale ogranicza prawa twórcy do dysponowania programem. Menedżerowie DHL twierdzą, że płacili również za licencje, choć przed sądem przyznali, że faktury opiewały na co innego, a to, czego rzeczywiście dotyczyły, zapisywali na odwrocie.

Sąd rejonowy dwa razy uniewinnił menedżerów DHL — w lutym 2007 r. i marcu 2011 r. Sąd okręgowy zakwestionował te rozstrzygnięcia. W ten sposób sprawa po raz trzeci trafiła do sądu rejonowego, który ją umorzył.

Formalna przepychanka

Reprezentujący Krzysztofa Kalarusa mecenas Piotr Barczak poprosił o pisemne uzasadnienie decyzji. Gdy je dostał, w ciągu siedmiu dni złożył zażalenie. Sąd rejonowy odmówił przekazania go do sądu okręgowego, twierdząc, że wpłynęło po terminie. Niedawno zażalenie na odmowę przyjęcia zażalenia do rozpoznania zostało oddalone przez sąd okręgowy. Piotr Barczak dowodzi, że niesłusznie.

— Mam wrażenie, że sąd za wszelką cenę szukał sposobu, by nie musieć rozstrzygać tej sprawy — komentuje Piotr Barczak.

— Od czasu postępowania w prokuraturze miałem wrażenie, że mam sprawę nie tyle z DHL, ile z państwem polskim i jego niechęcią. I tak sprawa się skończyła — dodaje Krzysztof Kalarus.

Broniący menedżerów DHL adwokat Grzegorz Długi z kancelarii Popiołek Adwokaci i Doradcy zwraca uwagę, że już dawno twierdził, iż subsydiarny akt oskarżenia został złożony za późno, ale sąd stwierdził, że nie da się tego wykazać, bo brakuje koperty, więc nie wiadomo, kiedy został złożony.

— Od samego początku była to sprawa, której naprawdę nie było. Tylko niesamowity upór pana Kalarusa powodował, że sądy się nią zajmowały — podkreśla Grzegorz Długi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy