Kurs ropy zamiast iść dół, wzmacnia swoje mocno wyśrubowane notowania. Ceny tego surowca nie chcą spadać, bo coraz więcej czynników przemawia za kontynuacją wzrostów. Jednym z ostatnich okazały się informacje o spadających zapasach. Wbrew przypuszczeniom analityków w minionym tygodniu zapasy ropy w Stanach Zjednoczonych spadły o 1,6 mln baryłek, a benzyny o 1,2 mln baryłek. Uszczuplenie zasobów to głównie efekt gigantycznej awarii elektrycznej, jaka kilka dni temu dotknęła USA.
Jednak nie wszystkie doniesienia z ostatnich dni sprzyjają wzrostowi cen ropy. Dobrym pretekstem do przeceny jest zawieszenie broni przez walczące ze sobą od kilku dniu grupy etniczne w Nigerii, która jest przecież czołowym eksporterem ropy. Cóż z tego, skoro problemy nieustannie trapią innego potentata naftowego — Irak. Kraj ten już od kilku miesięcy produkuje dużo mniej ropy, niż oczekują tego importerzy. Ostatnie zamachy i akty sabotażu w irackich rafineriach mogą sugerować, że szybkie odzyskanie równowagi jest raczej niemożliwe.