W niespełna 13 lat Mat-Bet zbudował blisko 1700 mieszkań. Jest największym deweloperem na środkowym Pomorzu i zdobywa kolejne miasta.
Mat-Bet powstał w 1992 r. jako spółka joint venture.
— Miałem wspólnika spoza Polski, co pozwalało zmniejszyć podatki. Ale od kilku lat działamy jako spółka z o.o. Dwóch udziałowców pochodzi ze Słupska, jeden spoza miasta — opowiada Jerzy Gierzyński, główny udziałowiec i prezes Mat-Betu.
Początki nie były łatwe. W mieście brakowało gruntów pod budownictwo, a prawo nie regulowało działalności deweloperskiej.
— Radziliśmy sobie tak, że każdy wspólnik realizował własne przedsięwzięcie i na poszczególnych etapach wymienialiśmy się usługami. Przy okazji sporo oszczędzaliśmy — wspomina Jerzy Gierzyński.
Sytuacja zmieniła się w połowie lat dziewięćdziesiątych, gdy weszły w życie przepisy o odrębnej własności gruntów pod budowę budynków wielorodzinnych. Ustawa o własności lokali z 1994 r. uporządkowała podstawy prawne działalności deweloperskiej. Wtedy firma kupiła tereny po gazowni i zaczęła stawiać osiedle.
— Natknęliśmy się jednak na problem finansowania inwestycji. Nasi klienci, młodzi ludzie, mieli pracę, ale niewiele pieniędzy. Szukaliśmy więc banku, który zostałby naszym stałym partnerem — relacjonuje Gierzyński.
Ostatecznie na współpracę zdecydował się słupski oddział Powszechnego Banku Kredytowego, obecnie BPH.
— Wypracowaliśmy metodę kredytowania przez bank prawie 100 proc. kosztów budowy, co wówczas było niezłym wyczynem — chwali się Jerzy Gierzyński.
Wcześniej w Słupsku budowano rocznie 50-60 mieszkań własnościowych. Po wejściu na rynek Mat-Betu powstawało ich nawet 300.
— Postawiliśmy na tanie mieszkania dla przeciętnie zarabiających. Zaczynaliśmy od 1400 zł za metr kwadratowy — mówi Gierzyński.
W Ustce do wynajęcia
Po czterech latach okazało się, że w Słupsku nie ma już chętnych na mieszkania. Wtedy właściciele Mat-Betu postanowili wyjść poza miasto — do pobliskiej Ustki.
— Wprawdzie z naszej analizy wynikało, że w Ustce na budowę mieszkania decyduje się rocznie najwyżej kilkanaście osób, ale spodziewaliśmy się, że znajdziemy klientów z Polski, którzy kupią je na wynajem turystom — mówi prezes Gierzyński.
Założenie było trafne. Większość lokali w dziewięciu blokach udało się sprzedać na pniu. Mechanizm zaczął się psuć, gdy w końcu 2000 r. państwo wycofało się z ulgi podatkowej dla budujących mieszkania na wynajem. Wtedy firma zaczęła szukać klientów w Słupsku i w regionie.
— Znaleźliśmy sporo takich osób. Teraz nie żałują, bo latem zarabiają na podnajmie turystom — dodaje Gierzyński.
W sumie Mat-Bet wybudował w Ustce 450 mieszkań. Jednocześnie firma zaczęła także inwestować w Szczecinku (w 2004 r. oddała tam 60 mieszkań, a teraz kończy 110 kolejnych) i w Chojnicach (34 lokale). Z kolei we Włynkówku, Mat-Bet kończy pierwszy etap budowy osiedla 52 domków w zabudowie szeregowej.
Zlecają na zewnątrz
Roczny obrót Mat-Betu przekracza od kilku lat 20 mln zł. Spółka zatrudnia 10 osób. Realizacja tak dużych planów inwestycyjnych była długo możliwa tylko dzięki powiązaniu z Mat-Betem kilku innych spółek, których właścicielami są udziałowcy firmy. Realizowały one wszystkie etapy budowy, od projektowania, przez wykonawstwo, do sprzedaży gotowych mieszkań.
Jednak przed kilku laty właściciele Mat-Betu przyjęli zasadę, że gdy na rynku rodzi się konkurencja i spadają ceny usług, to zaczynają zlecać je firmom zewnętrznym. W ten sposób zaprzestali już projektowania mieszkań. Pozbyli się też własnej wytwórni betonu. Prace instalacyjne w mieszkaniach wykonuje firma zewnętrzna, jedynie stan surowy budynków to dzieło 30-osobowej spółki Probet, powiązanej z Mat-Betem.
— Mamy też własne zaplecze maszynowo-transportowe. Będziemy je utrzymywać, bo rozwój tych usług w regionie jest słaby. Gdy spadną ceny, to się zastanowimy — zapowiada Jerzy Gierzyński.
