Żelazny urok Orientu

Jacek Konikowski
17-07-2007, 00:00

Orient Express znów zawitał do Warszawy. Tradycja i luksus na kołach. Za 6 tys. euro od osoby.

Wjechał tuż po „elektryku” do Nasielska. Z małym opóźnieniem. O 15.07. Powoli, szacownie, dumnie. 15 ociekających luksusem granatowo-biało-złotych wagonów Venice Simplon-Orient-Express po cichu stanęło przy peronie numer 1 Dworca Gdańskiego. Dwaj stewardzi w błękitnych mundurach natychmiast wyskoczyli na peron, aby po chwili rozwinąć na nim elegancki karminowo-niebieski dywan z wyszywanym złotą nicią herbem linii.

Na dworcu tłumy ciekawskich warszawiaków jak za czasów świetności dworca będącego w czasach PRL-u „oknem na świat”. Stąd, nie z Centralnego, odjeżdżały pociągi „za kurtynę”. 120 elegancko ubranych pasażerów z pomocą usłużnych stewardów szybko wysiadło z wagonów, zerkając a to na wesoły tłum, a to na zniszczone perony dworca i równie szybko przemknęli przez szpaler policjantów do klimatyzowanych autokarów.

Burżuazja na szynach

Starannie odrestaurowany skład 15 wagonów, w tym trzy restauracyjne, jeden piano bar, reszta to pasażerskie i sypialne. Każdy wagon ma swoją historię. Choćby sypialny 3309. W 1929 r. jechał w pechowym składzie Orient Expressu, który z kompletem pasażerów na 10 dni utknął w zaspach 100 km od Istambułu. Pasażerowie przeżyli tylko dzięki pomocy okolicznej ludności. Za to sypialny 3425 był częścią Orient Expressu, w którym podróżował król Rumunii Karol.

Pasażerowie Venice Simplon-Orient-Express zapłacili 6 tys. euro za bilet one-way. Mają do wyboru dwa rodzaje przedziałów: single i double. Pierwszy szybko i łatwo można zmienić z sypialni w luksusowy salonik dzienny. Rzecz jasna, z własną łazienką. W saloniku dziennym króluje wygodna kanapa z podnóżkiem. I lampką z fioletowym abażurem na stoliku przy oknie. Sypialnia to dwa piętrowe łóżka z lnianą pościelą. W drugim z sypialni wychodzi się do saloniku. Oba wykończone wykwintnie. Ściany wyłożone boazerią z polerowanego drewna. Na jednej detal — dzwoneczek z polerowanego mosiądzu, służący do przywoływania stewarda. Swojego własnego, bo pieczę nad każdym przedziałem sprawuje osobny steward, który także podaje śniadanie i popołudniową herbatę wprost do przedziału.

Podczas pierwszej podróży Orient Expressem paryski korespondent londyńskiego „Timesa” pisał: „to luksusowe domy na kółkach, zbudowane z drewna i szkła, z pięknymi oknami, wyposażone równie dobrze i tak wygodnie jak luksusowe mieszkania w Paryżu”.

Wagony restauracyjne (trzy, każdy w innym stylu) tylko kształtem kojarzą się z pociągiem. Ich wnętrze przypomina luksusowe paryskie restauracje. Czerń kontrastuje ze wstawkami z polerowanego drewna. Na każdym stoliku z abażurowej lampki sączy się dyskretne światło. Jest przytulnie. Stoły nakryte na dwie lub cztery osoby, francuskie srebra, grube kryształy, w karafkach rubinowe wino, francuska kuchnia, włoscy kelnerzy.

W wagonie barowym, towarzyskim sercu pociągu, pamiętającym m.in. Gregory Pecka, Alana Whickera czy Cher, wygodne kanapy z podnóżkami, eleganckie toalety tudzież smokingi, dźwięk fortepianu, woń cygar i wizja kryształowego kieliszka z przednim koniakiem. I wyśmienite koktajle.

Jest też boutik. A w nim na przykład kryształowe kieliszki do szampana (80 funtów za parę), podróżny budzik wykonany specjalnie dla Venice Simplon-Orient-Express (jedyne 45 funtów).

Magiczny pociąg

Orient Express otacza aura magii. Można się jej doszukiwać w literaturze albo w romantyzmie podróżowania koleją. Bo w czasach Agaty Christie podróż koleją była niezwykła. Zwłaszcza Orient Expressem, pierwszą koleją transeuropejską łączącą Paryż z Konstantynopolem. Cokolwiek by mówić, jej zainaugurowanie w 1883 r. otwierało nowy rozdział w historii transportu i przewozu pasażerów. I pewnie zostałby jedynie pierwszym, gdyby nie rozsławiła go Agata Christie, która w jego wagonach umieściła akcję powieści o detektywie Herkulesie Poirot, „Morderstwo w Orient Expressie”.

Pociąg zapracował na swoją renomę. W czasach gdy wyruszał w pierwszą trasę, luksusem i wygodą dorównywał najlepszym paryskim hotelom. Pasażerem też nie był byle kto, lecz śmietanka towarzyska, specjalnie zapraszani goście, ważne persony. Kipiało luksusem, pachniało, dyskretnie, burżuazją.

Nasz pociąg wyruszył w ubiegły poniedziałek z Wenecji, kolejną stacją był Wiedeń, a potem Bańska Bystrzyca na Słowacji. Po postoju w Krakowie i Warszawie Orient Express odjechał do Malborka, a stamtąd do Pragi. Podróż przez Europę Środkową trwa siedem dni i rzecz jasna nijak się nie ma do oryginalnej trasy. Przez ponad 60 lat z przerwami na kolejne wojny światowe, aż do 1962 r., kursował niezmiennie między Paryżem a Konstantynopolem (choć przez pierwszych kilka miesięcy dojeżdżał tylko do Bukaresztu, skąd dalszą drogę do Konstantynopola pasażerowie pokonywali w mało komfortowy sposób, wpierw promem, potem lokalnym pociągiem, w końcu statkiem). Ale przez Wenecję nie przejeżdżał. Za to jego młodszy o 21 lat brat Simplon-Orient-Express już tak. Jego trasa od 1919 r. wiodła również z Paryża, tyle że przez Wenecję, Belgrad i Sofię, do Konstantynopola. Od 1982 r. kursuje jego kopia o nazwie Venice Simplon-Orient-Express. Zawitała z niecodzienną wizytą do Warszawy. Niecodzienną, bo od 1982 r. ten odrestaurowany Express jeździ między Calais a Wenecją, którą to trasę pokonuje w dwa dni. Ale, co ciekawe, nie jest to wcale jego pierwsza wizyta nad Wisłą.

— Pamiętam go, jak w 1998 r. jechał po naszych szynach w drodze z Paryża do Moskwy. Przejeżdżał wtedy przez Warszawę, ale się nie zatrzymał. W grafiku był oznaczony jako pociąg specjalny — wspomina Wiesław Cholewski, emerytowany pracownik warszawskiej DOKP.

Co ciekawe, pociąg nie nazywa się Orient Express, tylko Venice Simplon-Orient-Express, bo francuska kolej, mająca prawa do historycznej nazwy, nie zgodziła się na jej użyczenie nowemu właścicielowi.

Nieważne, ten czy inny. Ważne, że piękny na zewnątrz, luksusowy w środku. Inny, pamiętający czasy, gdy pociągiem niekoniecznie jeździło się od stacji do stacji, lecz dla magii stukotu kół, uroku podróży, przemijających krajobrazów za oknem z firaneczką. Dla magii sentymentalnej podróży. Magiczny pociąg. Tylko lokomotywa z PKP Cargo. n

Twórca legendy

Twórcą Orient Expressu był Belg Georges Nagelmackers. W USA poznał George’a M. Pullmana, producenta luksusowych wagonów kolejowych z siedzeniami, które można było rozkładać do snu w trakcie nocnych podróży. W tym czasie kończono budowę transkontynentalnej linii kolejowej przez Stany Zjednoczone. Amerykanin zainspirował Nagelmackersa, który po powrocie do Europy postanowił stworzyć podobny pociąg z luksusowymi wagonami, który by przemierzał całą Europę. Założył firmę Compagnie Internationale des Wagons-Lits, zaprojektował własne wagony znacznie wygodniejsze od pulmanowskich. Ukoronowaniem jego starań było wyruszenie 4 października 1883 r. z Paryża pierwszego Orient Expressu do Konstantynopola.

Cudo inżynierii

Simplon to nazwa przełęczy w Alpach Lepontyńskich, przez którą biegnie szlak kolejowy Orient Expressu. Po pewnym czasie pociąg wjeżdża w prawie dwudziestokilometrowy tunel Simplon łączący Szwajcarię i Włochy, uważany za cud inżynierii lądowej XIX w., mimo że oddano go do użytku w 1906 r. Przez blisko 50 lat był najdłuższym tunelem świata.

Sentymentalne liczby

2880

km Tyle wynosiła trasa pierwszego Orient Expressu z Paryża do Konstantynopola.

40

Tyle zaproszonych gości i ważnych osobistości 4 października 1883 r. wyruszyło w pierwszą podróż Orient Expressu.

80

km/godz. Taka była maksymalna prędkość słynnego ekspresu.

Ostrze sztyletu

Agatha Christie jest najbardziej znaną na świecie pisarką kryminałów, najlepiej sprzedającą się autorką wszech czasów. Stworzyła dwie słynne postaci detektywów: Belga Herkulesa Poirota oraz starszej pani, detektyw amator panny Marple. Wydano ponad miliard egzemplarzy jej książek w języku angielskim oraz drugi miliard przetłumaczone na 45 języków obcych. We Francji cieszyła się większą popularnością niż Emil Zola. Napisała również ponad 80 powieści i sztuk teatralnych oraz, pod pseudonimem Mary Westmacott, także kilka romansów. W „Morderstwie w Orient Expressie” detektyw Poirot rozwikłuje zagadkę tajemniczej śmierci zasztyletowanego amerykańskiego milionera Samuela Edwarda Ratchetta.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Żelazny urok Orientu