Zielone serce Danii

Karolina Guzińska
30-09-2005, 00:00

Wyspa magiczna. Równie idylliczna jak przed dwustu laty, w czasach Hansa Christiana Andersena — wybitnego syna tej ziemi.

Dzięki ciepłym prądom opływającym Fionię zima tu nie zagląda. W krajobrazie wyspy — nazywanej ogrodem lub zielonym sercem Danii — dominują faliste równiny: pola, sady, ogrody. Niewielkie, zalesione wzgórza i kręte drogi ocienione koronami rosochatych wierzb. Sielankowe, tonące w kwiatach miasteczka jak Bogense czy Aeroskobing. I tradycyjne wiejskie zagrody. Z ich białymi ścianami pięknie kontrastuje błękit okiennic i czerwień malw. Strzechy na domostwach z pruskiego muru wskazują, że mieszkają tu bardzo bogaci — koszt słomianego dachu to równowartość dobrego samochodu...

Herbaciana flota

Pejzażu dopełniają malownicze porty i krążące nad wyspą rozkrzyczane mewy. Urokliwe zatoczki z kołyszącymi się jachtami przywodzą na myśl scenki z holenderskich sztychów. Czuć woń świeżego, morskiego powietrza... Turystów wabi także 1130 km plaż — piaszczystych, z dobrymi warunkami do uprawiania sportów. Najlepsze, zdaniem tubylców, znajdują się na jednej z wysepek otaczającego Fionię archipelagu: długiej i bardzo wąskiej Langeland (4,5 km szerokości). Choć Duńczycy uwielbiają słońce — może nawet do przesady — na plażach zostawili drewniane domki kąpielowe z XIX w., służące niegdysiejszym letnikom jako schronienie przed palącym promieniami.

— Aero — Wyspę Wiatrów — uznano za skarb narodowy. Zachowało się tu mnóstwo wiatraków i pochylone ze starości domy w rybackich osadach. Kto szuka miejsc, które oparły się zalewowi komercji, powinien tu zawitać — radzi Agnieszka Blandzi, dyrektor Duńskiej Izby Turystyki.

Niezamieszkane wysepki opanowały zwierzęta. Gniazdują tu liczne gatunki dzikich ptaków, a w przybrzeżnych wodach baraszkują foki. Można je spotkać żeglując — jachting to najpopularniejszy sport na Fionii.

— Wyspiarze uwielbiają ścigać się szkunerami i jachtami. Wciąż organizują jakieś zawody — a to wyścig o puchar Waldemara, a to lipcowe regaty starych szkunerów dookoła Fionii... Nieważne pod jakim pretekstem — liczy się, żeby płynąć! — wspomina Agnieszka Blandzi.

Turysta też posmakuje żeglugi — na stateczku Svanen (Łabędź) wypływającym z Odense. Pasażerowie opływają Fionię, łowią ryby na otwartym morzu i zwiedzają ciekawe miejsca, do których Svanen zawija.

— A na poszukiwaczy przygód czeka rejs herbacianym kliperem. Chętni okrętują się w Faborg na statek wzorowany na jednostkach przewożących niegdyś herbatę z Chin. I wiodą ciężki żywot marynarzy sprzed wieków: śpią na drewnianych kojach, szorują pokład brzozowymi witkami, jedzą solone mięso z beczki... — opowiada Agnieszka Blandzi.

Piętno przeszłości

Wyspa słynie z rowerowych tras wiodących przez lasy, z dala od szos. Tylko w okolicach Odense wytyczono 250 km ścieżek. Jeden ze sposobów zwiedzania wyspy to niespieszne pedałowanie od zamku do zamku.

— Cenię tradycyjne zakątki, naznaczone piętnem przeszłości. A taka jest Fionia. Jedna z najbardziej urokliwych części Europy Północnej. Zachowała się tu nie tylko nieskażona przyroda, ale też 120 zamków, pałaców i starych dworów. Pozostają w prywatnych rękach, a w wielu można się zatrzymać. Przenocować lub tylko wypić herbatę w angielskim ogrodzie... — dodaje Agnieszka Blandzi.

Egeskov w pobliżu Kvaerndrup to najlepiej zachowany w Europie renesansowy pałac obronny na wyspie. Nietypowe połączenie zwodzonych mostów i luksusowej rezydencji, której okazałe wnętrza kryją zabytkowe meble, portrety oraz kolekcję trofeów myśliwskich przywiezionych przez dawnych właścicieli z Afryki i Indii. Pałac otacza park z labiryntem z żywopłotu oraz cztery ogrody pełne aromatycznych roślin. W pobliżu mieści się muzeum starych samochodów i samolotów, a także miniaturowe zoo.

— Największy prywatny pałac w Danii — Pałac Waldemara, dziś muzeum jachtingu — wznosi się na wysepce Tasigne. Warto też zwiedzić zamek w Nyborg, jednej ze średniowiecznych stolic Danii. Królewska rezydencja wśród ogrodów zachwyca bogactwem oryginalnego wyposażenia. Cóż, nie dotknęła jej wojna... — dodaje Agnieszka Blandzi.

Król fantazji

Odense, stolica Fionii, to trzecie co do wielkości miasto Danii (170 tys. mieszkańców), ale bardzo przyjazne rowerzystom i pieszym — w części staromiejskiej wprowadzono zakaz ruchu samochodowego. Pierwsze, co rzuca się w oczy zwiedzającym, to sala koncertowa i hotel Radisson SAS zbudowane w starym stylu, z czerwonej cegły klinkierowej. Bo przed hotelem siedzi na ławeczce sam Hans Christian Andersen. Ludzie przysiadają się do pomnika i robią sobie z nim zdjęcia.

— Na ulicach miasta spotyka się rzeźby postaci z jego bajek, a nawet... samego pisarza! Bo pan Andersen wciąż tu mieszka i jest zatrudniony w Odense. Bardzo podobny do oryginału, prowadzi korowód baśniowych postaci. Miasto wydaje się przez to niepoważne, ale w tym tkwi jego urok — uważa Agnieszka Blandzi.

Dom przy jednej z wąziutkich uliczek w centrum miasta (H.Ch. Andersen Hus przy Hans Jenses Straede), w którym Andersen prawdopodobnie się urodził oraz dom jego dzieciństwa (H.Ch. Andersen Barndomshjem przy Munkemollestraede) to najważniejsze miejsca związane z bajkopisarzem. W 1908 r. miejsce jego narodzin zmieniono w muzeum, gromadzące niebywałą liczbę pamiątek — rękopisy, pierwodruki, listy, rysunki, świadectwa, fotografie... Są też osobiste drobiazgi — kawałek sznura, z którym pisarz nie rozstawał się podczas podróży, by w razie pożaru móc wydostać się z każdej kwatery przez okno, jego kapelusze i różne części garderoby, pukiel włosów, wachlarze, na których umieszczał swoje wpisy, a także książka z obrazkami dla znajomej dziewczynki Astrid Stampe i dwa wielkie kolaże, które ukończył na kilka lat przed śmiercią w 1875 r. Jest również pierwsze łóżko, jakie Andersen kupił — przez większość życia wynajmował umeblowane pokoje lub mieszkał w hotelach.

— Niektóre pamiątki są dość makabryczne, np. sztuczna szczęka Andersena, który przez całe życie miał kłopoty z zębami. A jego ogromny but uzmysławia nam, jak wysoki był to mężczyzna — zaznacza Agnieszka Blandzi.

Po zwiedzeniu muzeum warto odpocząć w specjalnej sali, w której ustawiono półki z baśniami. Można je czytać dzieciom — o ile nie są już zajęte rysowaniem, ponieważ przygotowano dla nich także papier i kredki.

Kaczątko i reszta

Nieopodal muzeum, w domu kultury Krzesiwo, baśnie Andersena ożywają na nowo. Dzieci w wieku od 3 lat bawią się w teatr — ucharakteryzowane i przebrane w kostiumy podróżują od bajki do bajki. Potem przekazują swe wrażenia, malując i muzykując.

— Dzieci mają pyszną — i darmową — zabawę, grzebiąc w kufrach i wybierając sobie stroje. Wszystko jest doskonale przygotowane — np. w norce pani Myszy, gdzie maluchy mogą zamieszkać i gościć Calineczkę, olbrzymi ser zajmuje pół stołu. Dzięki temu czują się jak prawdziwe myszki — zapewnia Agnieszka Blandzi.

W 1807 r. dwuletni Andersen przeprowadził się na Munkemollestraede. W żółtym domu z pruskiego muru młody Hans Christian wzrastał, bawiąc się najchętniej lalkami. Tutejsze muzeum mieści małą wystawę z pamiątkami z dzieciństwa pisarza, pieszczotliwie zwanego przez Duńczyków Hosi. Latem warto też zajrzeć do skansenu folkloru Fionii, Den Fynske Landsby, gdzie grupa dzieci przedstawia baśnie Andersena. Jego młodzi wielbiciele pochodzą z wielu krajów, grają więc po angielsku, niemiecku, francusku.

— To żyjący skansen — z kuźniami, młynami, karczmą. Na polach pracują chłopi, w zagrodach kręcą się kozy i kury, a gospodynie rozpalają kuchenne piece. W sklepiku można kupić świeże pieczywo, w aptece lekarstwa. Podczas Bożego Narodzenia skansen kusi tradycyjnymi wypiekami i ręcznie robionymi zabawkami — opowiada Agnieszka Blandzi.

Najsławniejszy duński pisarz przyszedł na świat w rodzinie ubogiego szewca 2 kwietnia 1805 r. Od kilku lat Duńczycy szykowali się do obchodów 200. rocznicy jego urodzin — imprezy trwają niemal cały rok 2005. Ceremonię zamknięcia jubileuszu, przewidzianą na 6 grudnia, telewizja ma transmitować z Odense na cały świat.

Żyjąca sztuka

Miasto — założone w 988 r. przez cesarza Ottona III — proponuje turystom więcej atrakcji. W historycznym centrum Odense, na placu Flakhavn, wznosi się XIX-wieczny ratusz — ogromna budowla zwieńczona cynową kopułą. Z siedzibą rajców sąsiaduje gotycka katedra św. Kanuta. Jej wnętrze zachwyca złoconym ołtarzem z 300 rzeźbionymi postaciami. Dzieło dłuta Clausa Berga powstało w 1521 r. W krypcie świątyni złożono dwa tabernakula ze szczątkami króla Kanuta IV Świętego i jego brata Benedykta. Obu zamordowano w Odense w 1086 roku... Do ciekawszych zabytków należy też, znajdujący się obok stacji kolejowej, klasycystyczny Pałac Odense w ogrodach Kogens Have. Życie kulturalne miasta koncentruje się jednak w byłej fabryce ubrań: Centrum Kultury i Sztuki Współczesnej Brands Kleadefabrik. W czterech ogromnych halach, w których do 1977 r. pracowały przędzarki i maszyny tkackie, zorganizowano salon malarstwa, rzeźby, architektury, wzornictwa i rzemiosła artystycznego. Na drugim piętrze rezyduje jedyne w Danii Muzeum Fotografii. A na poddaszu zilustrowano życie codzienne Fionii w latach 1900-80.

— Na stojącym w kącie łóżku leży wzorzysta kapa, a przed nim stoi para sabotów. W innym pomieszczeniu widać regał ze skrzynek po winie, z opartą o niego gitarą. Na ścianie wisi plakat z Che Guevarą — oto wystrój końca lat 70. Jak żyło się w Odense w XVII i XVIII w. pokazują natomiast trzy wnętrza Muzeum Miejskiego: kuchnia, sypialnia i barokowy pokój z ciemnego drzewa — wylicza Agnieszka Blandzi.

W Polsce mało kto słyszał o drugim wielkim synu stolicy Fionii, kompozytorze Carlu Nielsenie.

— Taki duński Moniuszko — wyjaśnia Agnieszka Blandzi.

Z życiem i twórczością kompozytora i jego żony, rzeźbiarki Anne Marie Carl-Nielsen, można się zapoznać w Muzeum Carla Nielsena w centrum Odense. Imię artysty nosi także sala koncertowa — najlepsza w całej Danii.

— Kogo zmęczy zwiedzanie, odpocznie, płynąc statkiem po rzece Odense Aa, wijącej się wśród zieleni przez całe miasto. W lecie pasażerom towarzyszy jazzowa orkiestra grająca dixieland. Łódź dopływa do eleganckiej, rozświetlonej lampionami restauracji — wspomina Agnieszka Blandzi.

Bo w Odense życie towarzyskie kwitnie — mieszkańcy uwielbiają przesiadywać bez końca w kawiarnianych ogródkach. Gdy robi się zimno, pod parasolami pojawiają się piecyki ogrzewające nocne powietrze.

— Tu ostała się jedna z najstarszych karczm w Danii — Den Gamle Kro z 1683 r. Podają w niej m.in. duńskie befsztyki, śledzie, pleśniowe sery i piwo — dodaje Agnieszka Blandzi.

Baza wypadowa

Fionię, drugą co do wielkości duńską wyspę (2985 km kw.), oddziela od stałego lądu wąska, kręta cieśnina Mały Bełt. A od Zelandii — Wielki Bełt, przez który przerzucono najdłuższy w Europie 18-kilometrowy most. Dlatego łatwo się tu dostać — podróż samochodem z Kopenhagi zabiera tylko 2 godziny. Co 45 minut odchodzą też z kopenhaskiego lotniska pociągi do Odense.

— Warto się zatrzymać na Fionii i stąd robić wypady po całej Danii. Wyspa leży w centrum kraju, w połowie drogi między stolicą i Legolandem, gdzie noclegi są droższe niż na Fionii — zachęca Agnieszka Blandzi.

Zapewnia, że po tygodniowym wypoczynku na wyspie człowiek czuje się jak nowo narodzony.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Guzińska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Zielone serce Danii