Zjednoczone Stany Europy

STEEN JAKOBSEN
opublikowano: 03-02-2012, 00:00

CO MYŚLI RYNEK

Wkontekście rozmów o 2012 r. i prób odgadnięcia, co mogłoby się zdarzyć z euro i Unią Europejską, jedną z wiarygodnych metod oceny sytuacji może się okazać analiza historii Unii. Stany Zjednoczone Europy narodziły się po przemówieniu, które sir Winston Churchill wygłosił w 1946 r. w Zurychu — zaczął wówczas od słów: „Chciałbym powiedzieć Wam dziś o tragedii Europy”. Najbardziej pasująca do obecnego kontekstu część tego przemówienia dotyczy Ligi Narodów (poprzedniczki ONZ): „Liga Narodów nie poniosła porażki z powodu swoich zasad lub koncepcji. Poniosła porażkę, ponieważ zasady te zostały porzucone przez państwa, które ją powołały”. Chylimy czoła przed bystrością umysłu sir Winstona!

Prawdziwym problemem EU oraz strefy euro jest to, że zasady leżących u ich podstaw traktatów, a wręcz wszelkie fundamenty, na których zbudowano te struktury, zostały porzucone. Europejski Bank Centralny codziennie interweniuje na rynku obligacji, by pomóc państwom peryferyjnym w obsłudze zadłużenia. Drukuje pieniądze, które wykorzystywane są niezgodnie z jego statutem. Zaproponowano ponadto pakt fiskalny, którego konstrukcja ma na celu ochronę interesów narodowych krajów generujących nadwyżki, by nie musiały one pomagać nękanym deficytami partnerom.

Mamy de facto unię fiskalną dla słabszych krajów europejskich. Nikt nie może powiedzieć, że Hiszpania, Portugalia, Irlandia, Grecja, Włochy, a wkrótce również Francja prowadzą niezależne polityki fiskalne. Są raczej w unii fiskalnej, w której członkowie Trójki (Komisja UE, EBC oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy) dyktują własne warunki. Przypomnijmy, że Trójka nie jest wybierana w demokratycznych wyborach.

Demokracja w Europie znajduje się pod ostrzałem. We Włoszech rządzi niewybrany rząd, ponieważ były premier nie cieszył się zaufaniem i był nielubiany... przez UE. Grecja też ma niewybrany rząd, który przejął władzę, gdy premier zaczął wspominać o referendum w sprawie programów oszczędnościowych, co nie podobało się... Unii. Polityka fiskalna większości krajów Europy dyktowana jest przez instytucje ponadnarodowe, jak MFW.

Ojcowie — założyciele Europy muszą przewracać się w grobach. Stary Kontynent ma dziś tak dużo długu, że rządzą nim wierzyciele, a nie politycy. Zasady solidarności, wspólnego interesu i wartości nigdy nie wydawały się bardziej puste niż obecnie. Jestem wielkim fanem Europy, jednak UE i strefa euro przestają mieć sens, gdy ochrona wierzycieli zaczęła mieć priorytet wyższy od demokracji.

Europejscy wyborcy nie chcą już finansować naprawy Europy. Jeszcze mniej zależy im na powiększaniu Unii. Politycy i decydenci desperacko starają się przepchnąć pakt fiskalny, który będzie oznaczać jeszcze więcej tego samego: trudności, deflacji i braku perspektyw rozwoju.

Historia mówi nam, że politycy wiedzą tylko jedno: jak wydawać pieniądze. Rzadko kwestionują założenia i dlatego to wszystko prawdopodobnie zakończy się katastrofą. Ponieważ jednak mimo wszystko nie znajdziemy się w piekle, nie powinniśmy tracić wszelkiej nadziei. Niekiedy trzeba coś zepsuć, by docenić prawdziwą wartość — z tym właśnie wiążą się największe szanse dla UE i euro.

STEEN JAKOBSEN

główny analityk Saxo Banku

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: STEEN JAKOBSEN

Polecane