Złomrex krąży nad Stocznią Gdynią

Katarzyna Kapczyńska
opublikowano: 10-09-2007, 00:00

Firma Przemysława Sztuczkowskiego pobrała memorandum informacyjne — wynika z informacji „PB”.

Firma Przemysława Sztuczkowskiego pobrała memorandum informacyjne — wynika z informacji „PB”.

W piątek mijał termin składania ofert dotyczących prywatyzacji Stoczni Gdynia.

— Jeden z podmiotów, które pobrały memorandum, poprosił jednak o więcej czasu na przygotowanie oferty, więc termin został przesunięty — mówi Dariusz Adamski, szef Solidarności w Stoczni Gdynia i członek jej rady nadzorczej.

Zamiast Szczecina

Arkadiusz Aszyk, wiceprezes spółki, informuje, że oferty powinny wpłynąć do 1 października. Kim jest firma, która potrzebuje więcej czasu na decyzję o tym, czy i ile pieniędzy może przeznaczyć na Stocznię Gdynia? Tego nikt w stoczni nie chce ujawnić. Według informacji „PB”, jest to Złomrex, największy w Polsce dystrybutor stali.

— Nie potwierdzam i nie zaprzeczam — ucina Przemysław Sztuczkowski, szef spółki z Poraja.

Złomrex do tej pory był wymieniany jako potencjalny partner dla Stoczni Szczecińskiej Nowej. O szybkiej prywatyzacji tej spółki na razie jednak nie ma co marzyć, ponieważ niedawno miała problemy z audytorem, który nie chciał zaakceptować jej bilansu. Trudno się więc dziwić, że w tej sytuacji Złomrex woli się zastanowić się nad wejściem do firmy gdyńskiej. Tym bardziej że Stocznia Gdynia już nie raz zamawiała stal ze Złomreksu i może być dla niego ważnym odbiorcą.

Bez wyjścia

Dariusz Adamski twierdzi, że po decyzji sprzed kilkunastu tygodni dotyczącej dokapitalizowania przez skarb państwa stoczni 515 mln zł zainteresowanie inwestorów znacznie wzrosło. Pojawiają się informacje, że memoranda pobrało 7-8 podmiotów. Do tej pory jako zainteresowanych stocznią wymieniano tylko Ramiego Ungara, armatora kupującego w stoczni samochodowce, oraz Donbas. Po deklaracji Ukraińców, że ruszają po Stocznię Gdańsk, ich udział w prywatyzacji Gdyni jest jednak mało prawdopodobny.

Nowy inwestor dla gdyńskiej spółki musi mieć zasobną kasę. Stocznia liczy bowiem na to, że oprócz półmiliardowego dokapitalizowania od państwa dostanie drugie tyle od inwestora. Przyszły partner ma też odkupić akcje już posiadane przez skarb. W kolejnym etapie będzie też musiał odkupić walory, które skarb obejmie z obiecanego podwyższenia kapitału. Pytanie tylko, za ile. Najczęściej pada odpowiedź — za złotówkę. Czy politycy się na to odważą. Mogą nie mieć wyjścia, bo stoczni grozi bankructwo.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu