Żegnaj, dottore

aktualizacja: 25-07-2018, 16:54

Kochał F1, Ferrari i swetry. Uratował Fiata i stał się biznesową „gwiazdą rocka”. Odszedł Sergio Marchionne, jeden z najbardziej charyzmatycznych szefów w światowej motoryzacji

W sobotę 21 lipca 2018 r. na specjalnym posiedzeniu zarządu FCA podjęto decyzję o pozbawieniu Sergia Marchionne’a stanowiska dyrektora generalnego FCA oraz funkcji prezydenta Ferrari. Ta trudna decyzja była konsekwencją nagłego pogorszenia się stanu zdrowia menedżera. 25 lipca, w wieku 66 lat, Sergio Marchionne zmarł.

Sergio Marchionne
Zobacz więcej

Sergio Marchionne

Bloomberg

Był znany z błyskotliwych komentarzy, szybkiej jazdy swoim Ferrari, podejmowania ryzykownych decyzji, ale także z charakterystycznych czarnych swetrów, awersji do garniturów i poczucia humoru. Nie dlatego jednak Włosi traktowali go jak gwiazdę rocka (na co chętnie się godził) i nazywali „dottore”, czyli lekarzem. Kochali go za styl, w jakim uratował Fiata, i konsekwencję, z jaką starał się wywindować światową pozycję marki bliskiej sercu każdego mieszkańca Italii. I choć karierę zaczynał jako adwokat, biegły rewident i dyrektor finansowy, świat zapamięta go jako motoryzacyjnego cudotwórcę, a Włosi - jako wybawcę Fiata.

Kiedy w 2004 r. obejmował fotel szefa, koncern, przyduszony szalejącym kryzysem, z trudem łapał kolejne hausty powietrza. Szanse na przeżycie miał mniej więcej takie jak wigilijny karp w wannie.  

Włoska marka po wdrożeniu licznych planów ratunkowych, wśród których był „toksyczny” mariaż z General Motors, była bliska bankructwa. Sergio Marchionne szybko doprowadził do rozwodu tylko po to, by  kilkanaście miesięcy później znowu postawić Fiata na ślubnym kobiercu - tym razem z Chryslerem. Wbrew sceptykom, twierdzącym, że włoskie i amerykańskie  marki nigdy nie stworzą udanego związku, doprowadził do przejęcia. Majstersztyk polegał na tym, że za transakcję zapłacił Chrysler (2 mld USD), przy okazji również się ratując. Nowy szef Fiata na tym nie poprzestał - ciął koszty, obniżał pensje. Dzięki temu dziś FCA nie tylko prężnie działa, ale też jest firmą bez długów. 

Sergio Marchionne bardzo dużo wymagał od siebie i tyle samo od pracowników. Podobno telefony w środku nocy nie były niczym wyjątkowym. Krąży też plotka o mailach wysyłanych o dowolnej porze. Szef Fiata podobno nie czekał na odpowiedź dłużej niż kilka minut. Pozostawiona bez odzewu wiadomość znikała, a jej śladem podążał adresat.

Pracownicy szczerze go nienawidzili, w branży uchodził za pewnego siebie przywódcę o niesamowitej etyce pracy i „najlepsze, co mogło przydarzyć się Fiatowi”. Dzięki niemu wartość producenta z Turynu wzrosła ponad 10-krotnie, a w 2017 r. koncern sprzedał na świecie 4,7 mln aut.

Oczkiem w głowie Sergia Marchionne’a było też Ferrari i Formuła 1. W ostatnich latach pełnił funkcję prezydenta stajni z Maranello. Objął ją w sezonie 2014, kiedy zespół przeżywał spore problemy i nie odnosił zwycięstw w F1. Doprowadził do zatrudnienia Sebastiana Vettela i zakończenia współpracy z Fernandem Alonsem. Ostatnio sprawił, że w F1 ponownie możemy oglądać Alfę Romeo - jako sponsora Saubera. Tym samym Szwajcarzy stali się zespołem juniorskim Ferrari. Miał też nadzieję na wprowadzenie do świata F1 Maserati.

Prywatnie? Uwielbiał szybką jazdę, płacił mandaty i latał własnym odrzutowcem. A pytany o rodzinę w jednym z wywiadów powiedział: „Jestem złym ojcem, wiem o tym i mam fatalny charakter, ale kiedyś odejdę na emeryturę i spróbuję się za to zabrać”

Schedę i bardzo wysoko zawieszoną poprzeczkę przejmie po nim Brytyjczyk Mike Manley, dotychczasowy szef Jeepa, spółki należącej do koncernu FCA.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Żegnaj, dottore