Złe wieści z Biotonu, które rozczarowały rynek pod koniec ubiegłego tygodnia, nie zniechęciły do spółki dużych inwestorów. Przypomnijmy, że w czwartek wieczorem firma kontrolowana przez Ryszarda Krauzego poinformowała akcjonariuszy o odmowie rejestracji Biferonexu przez londyńską agencję ds. leków EMEA. Starała się o nią szwajcarska spółka z grupy, Biopartners. Decyzja EMEA oznacza konieczność wszczęcia procedury odwoławczej i w najlepszym razie opóźnia wprowadzenie preparatu na rynek o kolejnych pięć miesięcy.
Zdaniem Przemysława Sawali-Uryasza, analityka Unicredit CAIB, to zła wiadomość, bo w przypadku pozytywnej decyzji EMEA Bioton miałby szansę na spory zastrzyk gotówki jeszcze w tym roku. A pieniądze są firmie potrzebne na rozwój i spłatę długów.
Janusz Guy, prezes Biotonu, nie uważa jednak decyzji EMEA za katastrofę. W piątkowej rozmowie z "Pulsem Biznesu" stwierdził, że większych wpływów z tytułu postępów w procedurze rejestracyjnej i tak spodziewał się dopiero w przyszłym roku. Czwartkowych wiadomości nie demonizuje też Zygmunt Solorz-Żak, drugi po Ryszardzie Krauze największy akcjonariusz Biotonu.
— Prace nad lekami innowacyjnymi to w przypadku Biotonu kwiatek do kożucha. Ten biznes nie jest zbudowany na nowych produktach. Fundamentem firmy jest duży udział w stabilnym krajowym rynku insuliny — podkreśla Zygmunt Solorz-Żak.
Dlatego, mimo złych wieści z Londynu, inwestor nie wyklucza dokapitalizowania spółki biotechnologicznej.
— Jestem skłonny to zrobić, ale stawiam jeden warunek: Bioton musi przeprowadzić restrukturyzację i pozbyć się krótkoterminowego zadłużenia.
Jak Solorz widzi przyszłość spółki i czy chce przejąć nad nią kontrolę?