106 kawiarni przez cały rok

  • Patrycja Pustkowiak
opublikowano: 21-01-2022, 13:30

Grzegorz Kurzyp, dyrektor rozwoju produktów w PWN, działa nie tylko na rynku wydawniczym – jest specjalistą w zakresie zarządzania przedsiębiorstwami, wykładowcą akademickim, mentorem w procesach akceleracyjnych, a także… profesjonalnym kawoszem. Trudno inaczej nazwać pasję, która przypomina regularną pracę. Zresztą ostatnio zaowocowała inwestycją w biznes kawowy.

Działa na tylu polach, że trudno wszystko spamiętać. Liczba wyzwań, które podejmuje, dorównuje tylko liczbie zwiedzonych kawiarni. Bo kawa jest jego wielką pasją. Żeby wypić tę o nieznanym jeszcze smaku, w dobrym otoczeniu, potrafi się pokusić o wycieczkę do innego miasta. Robi to regularnie i z przyjemnością.

Ale po kolei.

Ekspert, mentor, wykładowca

W poszukiwaniu niebanalnych miejsc:
W poszukiwaniu niebanalnych miejsc:
W Wydawnictwie Naukowym PWN Grzegorz Kurzyp odpowiada za formaty produktowe: od książek przez czasopisma i portale internetowe po różne usługi. Mimo wymagającej pracy nie zaniedbuje swojej największej pasji – kawy i wszystkiego, co się z nią wiąże. Gdziekolwiek jedzie, odwiedza miejscowe kawiarnie.
Tomasz Pikula

Grzegorz Kurzyp pochodzi z Tarnobrzega, studiował w Poznaniu, gdzie mieszkał przez 10 lat, potem przez osiem w Katowicach. W 2019 r. przeprowadził się do Warszawy.

– Chyba ten pierwszy wyjazd – z miasta rodzinnego na studia – był najtrudniejszy. Potem przyzwyczaiłem się do zmian, przeprowadzek. Uważam, że są odświeżające – mówi menedżer.

Skończył politologię ze specjalnością dziennikarską. Zaczynał w 2004 r. od stażu w Wydawnictwie Forum Media Polska i przez 18 lat pracował w różnych domach wydawniczych w różnych miastach. W międzyczasie dołożył do swoich obowiązków wykładanie na uczelni. Na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach prowadzi zajęcia z zarządzania organizacją, na Politechnice Warszawskiej uczy o nowych technologiach, jest też mentorem i opiekunem spółek mających się przekształcić w biznes, którego udziałowcem jest PW. Prowadzi także zajęcia mentoringowe na Uniwersytecie Warszawskim.

Mówi, że stara się przekazywać studentom sprawdzone modele funkcjonowania w biznesie i… nakłonić ich, by nie zerkali wciąż w telefony.

– To plaga naszych czasów. Próbuję jej zaradzić, maksymalnie angażując uwagę grupy na tym, co robimy. Skupiam się na praktyce. Jeśli ktoś przychodzi do mnie z jakimś pomysłem, mówię: przetestujmy to. Moje zajęcia są interaktywne, np. robimy wraz ze studentami różne prezentacje, dużo rozmawiamy. Jeśli ktoś nie chce się angażować, to w porządku, ale… Trudniej będzie mu zdać! Pandemia jest wyzwaniem. Trudno trzymać się starych formuł, kiedy zmuszeni jesteśmy pracować online. Jestem tradycjonalistą, lubię zajęcia stacjonarne, cenię osobisty kontakt z ludźmi. Zresztą próbuję uczyć studentów, że to właśnie relacje z innymi budują biznes – przyznaje wykładowca.

W Wydawnictwie Naukowym PWN odpowiada za formaty produktowe: od książek przez czasopisma i portale internetowe po różne usługi.

– Niedawno ruszyła edukacja online. Przeszliśmy płynnie do internetu. Wprowadzamy PWN w nową erę. Wydajemy ponad 300 książek rocznie, do tego czasopisma, różne publikacje, teraz przygotowujemy platformę subskrypcyjną dla klientów w obszarze medycznym. Dużo się dzieje, ale do takiego trybu przywykłem i pewnie już w nim zostanę – mówi Grzegorz Kurzyp.

Mała czarna to jest to

Tam to się zaczęło:
Tam to się zaczęło:
W 2015 r. kolega zabrał mnie do Ministerstwa Kawy w Warszawie. Pierwszy raz piłem taką pyszną kawę. Wtedy mieszkałem w Katowicach, więc po wizycie w warszawskiej kawiarni zacząłem szukać w tym mieście podobnych miejsc – niebanalnych, gdzie parzono świetną kawę – wspomina Grzegorz Kurzyp, dyrektor rozwoju produktów w PWN.
Tomasz Pikula

Mimo wymagającej pracy nie zaniedbuje swojej największej pasji – kawy i wszystkiego, co się z nią wiąże. Zaczęło się to w 2015 r.

– Kolega zabrał mnie do Ministerstwa Kawy w Warszawie. Pierwszy raz piłem taką pyszną kawę. Zresztą ja w ogóle późno zacząłem ją pić i doceniać, dopiero po studiach. Wtedy mieszkałem w Katowicach, więc po wizycie w warszawskiej kawiarni zacząłem szukać w tym mieście podobnych miejsc – niebanalnych, gdzie parzono świetną kawę. Weszło mi to w nawyk. Może aż za bardzo, bo gdziekolwiek jechałem, szukałem nowych kawiarni. Wyliczyłem, że w zeszłym roku zwiedziłem ich 106. Brzmi jak maraton – mówi dyrektor rozwoju produktów w PWN.

Gdzie? W całej Polsce. Grzegorz Kurzyp łączy pobyt w kawiarniach z podróżami po kraju, bo w dobie pandemii za granicą można utknąć lub trafić na obostrzenia. Często wykorzystuje przedłużone weekendy i święta, pakuje się i rusza w drogę ze swoją partnerką i psem Puzonem, szorstkowłosym jamnikiem po przejściach, którego adoptował ze schroniska. Dodaje, że choć z partnerką wiele ich łączy, to gust do kawy akurat dzieli.

– Najbardziej smakuje mi kawa z Afryki – Etiopii i Kenii, a Magdzie bardziej ta z Ameryki Południowej – Brazylii, Gwatemali. Zamawiamy odmienne kawy, na przykład espresso i flat white bez laktozy. A Puzon preferuje wodę. W niektórych miejscach już go znają i serwują mu ją bez pytania – śmieje się menedżer.

Wycieczki szlakiem kawowym

Wierny kumpel:
Wierny kumpel:
Puzon, adoptowany ze schroniska szorstkowłosy jamnik po przejściach, towarzyszy Grzegorzowi Kurzypowi i jego partnerce na kawiarnianym szlaku. W niektórych miejscach już go znają i częstują wodą.
Tomasz Pikula

W 2021 r. odwiedzili m.in. Kraków, Katowice, Gliwice, Wrocław, Poznań, Łódź, Bydgoszcz, Toruń, Lublin, Trójmiasto, wszędzie szukając kawiarni lub wracając do tych, które wcześniej ich zachwyciły. Grzegorz Kurzyp przyznaje, że namierzając je, zwraca uwagę na kilka rzeczy.

– Podoba mi się to, że ograniczenia budżetowe wyzwalają dużą kreatywność. Widać ją w wyposażeniu wnętrz, dizajnie, sposobie funkcjonowania. Lubię, kiedy za barem stoją właściciele. Nie mam awersji do sieciówek, ale wolę miejsca z sercem, gdzie pensja idzie do ludzi, którzy je założyli. Mam wtedy poczucie, że może dzięki temu, że kupuję tam kawę, przetrwają… Cenię też, kiedy za kawą idzie jeszcze coś fajnego: chleb kraftowy, ciasto wegańskie… Coś, co sprawia, że miejsce i jego oferta nie są przemysłowe, nijakie. Ważny jest dla mnie klimat kawiarni, obserwowanie lokalnej społeczności, gazety, które mogę poczytać, luźna atmosfera… – przyznaje koneser kawy.

Wśród ulubionych kawiarni wymienia Tłok w Gdyni, Ministerstwo Kawy w Warszawie, Kafo w Gliwicach i Karmę na krakowskim Kazimierzu. Trafił do nich przypadkiem, ale bywało, że korzystał z przewodnika Coffee Spots. Szukał też na własną rękę, korzystając z poleceń czy internetu, słuchał podcastu o kawie.

Dodaje, że nie zamyka się na inne doświadczenia.

– Lubimy też odkrywać nowe restauracje, jeść, pić wino. Ostatnio pozytywnym zaskoczeniem była Żonglerka w Krakowie na Salwatorze czy Łąki Bar w Gdańsku. Zwolnienie tempa i lokalne smakowanie życia to dla nas najlepszy odpoczynek – podkreśla wykładowca.

Od pasji do inwestycji

Oczywiście wędrówki po kawiarniach mają też ciemniejsze strony.

– Czasem kawa jest fatalna albo dochodzi do różnych kiksów, na przykład espresso ma rozmiar regularnej filiżanki kawy. Zdarza się to zresztą w miejscach, które są wspaniale zaaranżowane i dobrze się tam czujemy, ale kawa jest taka, że trudno ją dopić. Tak było kiedyś w pięknym miejscu na uroczych poznańskich Jeżycach. Miejsce super, a kawa niedobra. Ale zrobił ją nam człowiek z sercem na dłoni, pogoda była piękna. Takie rzeczy łatwo się wybacza. Często zdarzają się też zaskoczenia w drugą stronę. Na wakacjach w Sopocie w jednym z miejsc podano nam espresso z daktylem. Bardzo fajny pomysł. Goryczkę przełamano czymś słodkim – wspomina Grzegorz Kurzyp.

Kawa stała mu się tak bliska, że postanowił połączyć z nią także zawodowe losy. Zaczął wspierać biznesy kawowe.

– Dwa lata temu zainteresowałem się crowdfundingiem, byłem świadkiem dynamicznego rozwoju Coffeedesk, czyli jak sami o sobie piszą: „sklepu z kawą i herbatą, ale także miejsca, w którym dzielimy się z wami pasją do przyrządzania i picia najlepszej kawy pod słońcem”. Zamówiłem u nich sprzęt do zaparzania kawy, czyli drip i aeropress plus filiżanki, które przyszły stłuczone. Kiedy zrobiłem zdjęcie i im je wysłałem, od razu wymienili te stłuczone na nowe. Uwierzyłem, że ich obsługa klienta stoi na najwyższym poziomie. Sprzedaż kawy w modelu subskrypcyjnym wydała mi się ciekawym pomysłem, więc zainwestowałem w niego. Kawę kupuję średnio co miesiąc, więc to taki Netflix dla kawy. Regularnie dostaję wybrany zestaw i mogę odkrywać nowe smaki. Chyba się opłaciło. Od czasu zakupu akcji ich wartość wzrosła dwukrotnie. Śledzę na bieżąco raporty kwartalne i roczne – wygląda to bardzo obiecująco: dynamicznie rozwijający się biznes na poziomie przychodów (30–40 proc. rokrocznie) z utrzymaniem kilkuprocentowego EBITDA. A przede wszystkim założyciele mają klarowny pomysł na rozwój tego przedsięwzięcia – uważa biznesmen.

Grzegorz Kurzyp przyznaje, że często kupuje do domu kawę z polskich palarni. Dużo jej parzy, kiedy pracuje w trybie home office. Nie ma jednak ekspresu ciśnieniowego.

– Nie kupiłem go, bo się bałem, że przestanę chodzić do kawiarni. Zresztą i tak mam poczucie, że nigdy nie zrobię tak dobrej kawy, jaką tam można dostać – kwituje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane