Akcja terminalizacja

opublikowano: 24-01-2017, 22:00

Banki, firmy kartowe i agenci chcą wydać 100 mln zł rocznie na nowe terminale i na dwa lata zrezygnować z interchange’u

Na 50-lecie karty płatniczej w Polsce banki, firmy kartowe i agenci rozliczeniowi przygotowują prezent dla małych sklepów, warzywniaków, hydraulików, szewców. Generalnie — dla drobnego handlu i usług, który dotychczas nie zdecydował się na instalację terminalu płatniczego.

Rozmowy o powołaniu funduszu nie są łatwe, 
ponieważ trzeba pogodzić interesy czterech interesariuszy: banków, Visy,
 Mastercarda i agentów. Mieczysław Groszek, wiceprezes Związku Banków 
Polskich, mówi, że szczegółowe rozwiązana dysponowania pieniędzmi 
wypracuje rada fundatorów.
Wyświetl galerię [1/3]

RADA FUNDATORÓW:

Rozmowy o powołaniu funduszu nie są łatwe, ponieważ trzeba pogodzić interesy czterech interesariuszy: banków, Visy, Mastercarda i agentów. Mieczysław Groszek, wiceprezes Związku Banków Polskich, mówi, że szczegółowe rozwiązana dysponowania pieniędzmi wypracuje rada fundatorów. Grzegorz Kawecki

Pierwsza nad Wisłą transakcja bezgotówkowa została rozliczona w 1967 r. Prowizja od płatności wyniosła co najmniej kilka procent wartości. Niewiele brakuje, że pół wieku później wydawca nie dostanie ani grosza. To jedna z propozycji sektora finansowego związanego z płatnościami kartowymi, która ma doprowadzić do podwojenia liczby terminali w Polsce.

Dwuletnia promocja

Banki, firmy kartowe i agenci rozliczeniowi pracują nad powołaniem funduszu, z którego zostanie sfinansowana instalacja nowych terminali POS (point of sale) i który weźmie na siebie również koszt interchange’u.

Obecnie prowizja, jaką sprzedawca płaci od każdej płatności bezgotówkowej, wynosi 0,2 proc. wartości transakcji. W ramach porozumienia, nad którym pracuje środowisko kartowe, opłata czasowo zostałaby zniesiona dla nowo zainstalowanych POS-ów. Okres karencji wynosiłby dwa lata. Nie jest jeszcze jasne, co będzie z kosztami sprzętu, czyli opłatami za dzierżawę terminalu.

Prawdopodobnie najmniejsi akceptanci, jak w nomenklaturze kartowej nazywane są punkty przyjmujące transakcjekartowe, będą mogli liczyć na duże upusty, a być może wydatki na instalację i obsługę POS-ów pokryje fundusz.

— Na forum rady fundatorów będą zapadały szczegółowe ustalenia, w jaki sposób dzielić pieniądze z funduszu. Chodzi o znalezienie miejsc na rynku, gdzie lewar może być największy, gdzie wydane kwoty przełożą się na największy wzrost obrotu bezgotówkowego.

Nie możemy wesprzeć wszystkich — wyjaśnia Mieczysław Groszek, wiceprezes Związku Banków Polskich. Być może niektórzy nie otrzymają subwencji, np. duże sieci handlowe, inni uzyskają dofinansowanie na część wydatków związanych z wymianą starych terminali na POS-y zintegrowane z kasą fiskalną (co jest jednym z celów Ministerstwa Rozwoju), a jeszcze inni dostaną całkowity zwrot.

Budżet funduszu na rozwój rynku terminalowego jest niemały, bo jak wynika z naszych informacji — jego wartość ma wynieść 100 mln zł. Według założeń, na fundusz złożą się w równych proporcjach banki, Visa, Mastercard i agenci rozliczeniowi. Jak już pisaliśmy w ubiegłym tygodniu, składka ma być liczona jako 1 gr od każdej transakcji.

Jeśli w ubiegłym roku, jak wynika z szacunków, kartą debetową zapłacono w Polsce w zaokrągleniu 2,5 mld razy, to zgodnie z parytetem na każdą z czterech grup interesariuszy wypada po 25 mln zł. Opłata ma być wnoszona raz do roku. Łącznie branża chce uzbierać i wydać na terminale 200-300 mln zł w zależności od tego, ile czasu będzie istniał fundusz.

Droga na skróty

Bezprecedensowa inicjatywa środowiska finansowego jest odpowiedzią na zakusy resortu rozwoju, który pod koniec ubiegłego roku pogroził bankom, że odbierze im ich część z interchange’u (80 proc. opłaty wnoszonej przez akceptanta), to samo zrobi z agentami (inkasują pozostałe 20 proc.), a firmom kartowym zakaże pobierania opłat z tytułu rozliczania transakcji kartowych. Ponadto pogroził skasowaniem opłat za rachunki osobiste i karty płatnicze.

Choć groźba raczej wygląda na straszak, bo przecież nigdzie w Europie regulator nie wprowadził takich restrykcji na rynku płatniczym i bankowym, to środowisko kartowe woli nie mówić „sprawdzam” i przygotowuje kontrpropozycję, która pogodzi interesy resortu i każdej z branż. Cel jest bowiem wspólny: likwidacja gotówki.

Dla banków żywy pieniądz jest kłopotliwy w obsłudze i kosztowny: transport, liczenie i przechowywanie kosztują. Dla firm kartowych i agentów rozliczeniowych obrót bezgotówkowy to całe ich życie i biznes.

Resort rozwoju natomiast chce wprowadzić terminal pod strzechy, żeby wyeliminować szarą strefę, dla której wymykająca się rejestracji i trudna do śledzenia gotówka stanowi doskonałą pożywkę. Problem w tym, że strona rządowa i prywatna inaczej wytycza drogę prowadzącą do celu. Ministerstwo Rozwoju chce pójść na skróty, czyli przeprowadzić szybką i masową „terminalizację” kraju, by wszędzie, gdzie do zapłacenia jest podatek, płatność była realizowana kartą.

Dzisiaj w Polsce jest 513 tys. POS-ów. Szacuje się, że na rynku jest miejsce jeszcze na co najmniej pół miliona urządzeń. Instalacja tylu terminali w krótkim czasie wymagałaby dużych nakładów finansowych, daleko większych niż 100 mln zł rocznie w funduszu promocji obrotu bezgotówkowego.

Nasi rozmówcy uważają, że koszt „terminalizacji” według oczekiwań resortu musiałby pochłonąć 0,5 mld zł rocznie, i to bez gwarancji pełnego sukcesu. Oczywiście całą pulę musiałaby wyłożyć strona prywatna, bo rząd nie tylko nie dołoży ani grosza, ale nie chce nawet dać upustu na VAT od nowo instalowanych terminali.

Koalicja kartowa proponuje stopniowe zagęszczanie sieci POS-ów i tonuje oczekiwania resortu, że wolumen pieniądza bezgotówkowego z dnia na dzień wystrzeli i zacznie spychać na margines szarą strefę. Oczekuje też jasnej deklaracji od resortu, że po okresie „promocji”, czyli czasowego zawieszenia pobierania interchange’u od nowych akceptantów, i po wygaśnięciu funduszy rynek wróci do stanu obecnego, czyli możliwości naliczania prowizji kartowych.

Gotówka a szara strefa

Gwarancje od strony rządowej wydają się jak najbardziej zasadne. Bo co będzie, jeśli akcja „terminalizacja” nie przyniesie oczekiwanych efektów i szara strefa nie zostanie zredukowana? Czy rząd głębiej sięgnie do kieszeni sektora kartowego? Badania przeprowadzone przez DB Research, dział analiz Deutsche Banku AG, wskazują, że relacja między poziomem gotówki w obrocie a szarą strefą wcale nie jest tak jednoznaczna. W Szwecji, która jest europejskim liderem obrotu bezgotówkowego, gdzie niemal 90 proc. płatności przypada na karty, blisko 15 proc. gospodarki jest poza zasięgiem fiskusa. Austriacy, którzy ponad 80 proc. transakcji rozliczają w gotówce, w szarej strefie ukrywają około 8 proc. dochodów.

We Włoszech, gdzie obowiązują rządowe limity transakcji gotówkowych dla firm, na karty przypada tylko 10 proc. płatności, szara strefa opanowała natomiast ponad 20 proc. gospodarki. I wreszcie Szwajcaria z 6-procentową szarą strefą, gdzie gotówka i karty mają równy, 50-procentowy, udział w obrocie. „Przykłady te pokazują, że gotówka nie jest powodem istnienia szarej strefy. Raczej jest to kwestia wysokości podatków, jakości instytucji publicznych, moralności podatkowej i poziomu dochodów” — czytamy w raporcie DB Research z listopada 2016 r. Podobnego zdania jest Robert Łaniewski, prezes Fundacji Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego, reprezentującej interesy drobnego handlu, który uważa, że szara strefa to w dużej mierze kwestia przyzwolenia społecznego.

— Obecny poziom kosztów akceptacji kart i dzierżawy terminalu nie są barierą w rozwoju płatności bezgotówkowych. Jeśli ktoś zada pytanie dla przedsiębiorcy, czy koszty powinny być mniejsze, odpowiedź będzie oczywiście „tak”. Dzisiejszy poziom opłat 0,5-0,6 proc. — jest rozsądny i akceptowalny dla handlowców z sektora MŚP, w szczególności w relacji do kosztów obsługi gotówki. Liczba akceptantów rośnie z określoną dynamiką, na którą nie mają aż takiego wpływu koszty akceptacji. Bariera ma raczej charakter mentalnościowy. W mniejszych miejscowościach handlowcy nie instalują terminali, bo klienci nie płacą kartami — mówi Robert Łaniewski.

JUŻ PISALIŚMY: „PB” z 18.01.2017 r.

W środowisku kartowym nie ma zgody, czy zapowiedź resortu rozwoju, że zlikwiduje prowizje interchange i opłaty za rachunki osobiste oraz karty, to blef i forma nacisku, czy też realna groźba. Niemniej przygotowuje fundusz o wartości 100 mln zł rocznie, który ma sfinansować instalację 0,5 mln terminali płatniczych.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy