Alma jedzie do sanatorium

opublikowano: 18-09-2016, 22:00

Delikatesowa sieć chroni się przed rajdami windykacyjnymi. Przed upadłością chce się ratować… zamykając sklepy i sprzedając aktywa

Z miesiąca na miesiąc było gorzej, teraz trzeba ratować się przed upadłością. W czwartek Alma złożyła wniosek o otwarcie postępowania sanacyjnego. Jeśli sąd się do niego przychyli, kontrolowana przez Jerzego Mazgaja spółka, której główną działalnością jest prowadzenie sieci delikatesów, będzie chroniona przed składanymi przez wierzycieli wnioskami o upadłość i dostanie czas na dogadanie się z nimi w sprawie restrukturyzacji długów.

Jerzy Mazgaj, prezes i główny akcjonariusz Almy Market
Zobacz więcej

Jerzy Mazgaj, prezes i główny akcjonariusz Almy Market Marek Wiśniewski

„Aby móc nadal działać, prowadzić biznes i zapewnić naszym pracownikom miejsca pracy, musimy odwołać się do prawa, które w takich sytuacjach chroni interesy spółki, jej akcjonariuszy i pracowników, a także kontrahentów. W trakcie trwania postępowania sanacyjnego firma działać będzie normalnie, odbywać się będzie handel i nadal będziemy świadczyć swoje usługi. Będziemy się starali poprawiać naszą działalność” — głosi oświadczenie zarządu Almy.

Prognozy w dół

Alma zaktualizowała też prognozy opublikowane w marcu. Wtedy oczekiwała, że 2016 r. zamknie z przychodami przekraczającymi 900 mln zł i zyskiem netto na poziomie 7 mln zł. Teraz przychody mają wynieść „powyżej 660 mln zł”, z prognozowania zysku spółka zrezygnowała.

W piątek w południe giełdowy kurs akcji spółki spadał nawet o 12 proc. Jeszcze w sierpniu Alma ogłosiła rozpoczęcie „przeglądu opcji strategicznych”, w ramach którego miała zastanowić się nad pozyskaniem inwestora branżowego lub finansowego.

Wtedy w ciągu jednej sesji kurs spadł o ponad 25 proc. Przypomnijmy, że w pierwszym półroczu przychody Almy były o 9,1 proc. niższe niż rok wcześniej, ich skala nie pozwoliła też na realizację marcowej prognozy. Trochę lepiej było pod kątem rentowności,bo na poziomie jednostkowym zanotowano zysk operacyjny wobec straty przed rokiem. Od początku września Alma sprzedawała najbardziej płynne składniki majątku, czyli pakiety akcji w innych notowanych na GPW spółkach.

Na pierwszy ogień poszedł pakiet akcji w Vistuli, za który zainkasowano 17,2 mln zł. Po tej transakcji bezpośredni udział Almy w odzieżowej spółce spadł z 7 do 3,81 proc. Prawie 7 proc. mają jeszcze podmioty powiązane, czyli Krakchemia i Jerzy Mazgaj. Potem sprzedano także pakiet Krakchemii — prawie 15 proc. jej akcji było wartych 4,3 mln zł. Na początku roku spółka sprzedała też kilka nieruchomości.

Dyskonty wygrywają

Oprócz Jerzego Mazgaja duże pakiety akcji Almy mają dwa fundusze — Ipopema TFI (19,06 proc. kapitału) i OFE PZU Złota Jesień (16,87 proc.). — Alma jako delikatesy wyróżniała się na rynku asortymentem i estetyką 5-10 lat temu. Potem jednak rozpoczęła się rewolucja jakościowa, w ramach której supermarkety i dyskonty zaczęły wprowadzać na półki porównywalne produkty — może nie były tak ładnie opakowane i wyeksponowane jak w delikatesach, ale były.

Almie zabrakło odpowiedniej skali, by w tych warunkach skutecznie konkurować — nie była w stanie uzyskać tak dobrych warunków zakupowych, a w konsekwencji zaoferować klientom takich cen, żeby skutecznie walczyć z innymi sieciami — ocenia Maria Andrzej Faliński, dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Delikatesy nie mają wzięcia

Giełdowi inwestorzy mogą mieć przy okazji kłopotów Almy déją vu. Tuż przed wybuchem kryzysu finansowego na warszawskiej giełdzie debiutowała inna sieć delikatesów — Bomi. Plany miała oczywiście ambitne i dalekosiężne, ale sytuacja szybko zaczęła się psuć. W 2011 r. w spółce, w której akcjonariacie mocną pozycję miało kilka OFE, zrobiło się już bardzo źle — długi narastały, a sklepy były nierentowne. Zarząd próbował ratować się zmianą formatu z delikatesowego na supermarketowy i zamknięciem części placówek, do tego chciał sprzedawać aktywa i emitować akcje, poszukiwał też inwestora W końcu w połowie 2012 r. banki zakręciły kurki z kredytami i spółka musiała złożyć wniosek o upadłość układową. „Upadłość dla spółki handlowej jest szczególnie trudna, bo bez dostępu do kredytów nie ma jak zapełnić półek w sklepach” — mówili wtedy analitycy, nie wróżąc Bomi powodzenia. I rzeczywiście — w 2013 r. formę upadłości zmieniono na likwidację. Jedyną dużą siecią delikatesową na rynku pozostała Alma.

Giełdowe sanatorium

Postępowanie sanacyjne pojawiło się w polskim porządku prawnym na początku tego roku. Jego istotą jest umożliwienie przedsiębiorstwu restrukturyzacji i przygotowania gruntu pod zawarcie układu z wierzycielami przy udziale powołanego przez sąd zarządcy. W czasie trwania postępowania spółka jest chroniona przed jakąkolwiek egzekucją. Bardzo szybko wśród spółek giełdowych pojawili się chętni do wypróbowania nowej formuły. Postępowanie sanacyjne uruchomiono w światłowodowym Hawe, gdzie po kilku miesiącach zarządca sądowy stwierdził, że nie ma szans na ułożenie się z wierzycielami, i złożył wniosek o uchylenie postępowania. Proces taki ruszył także w Kerdosie, operatorze drogerii Dayli, oraz spółce Action, zajmującej się dystrybucją IT. W ostatnich miesiącach o złożeniu wniosku o otwarcie postępowania sanacyjnego informowały też m.in. Sco-Pak, LZMO, Fiten i Regnon.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy