Amerykańska moda na alkohol w pracy

Darmowe jedzenie w stołówce to za mało. Za oceanem pojawiają się firmy wstawiające do biur dystrybutory z piwem

Buteleczka whisky i dwie szklaneczki w biurku? To nierzadki widok w wielu biurach. Część pracowników trzyma coś w swoim gabinecie albo boksie na tzw. czarną godzinę rozpaczy po zawalonym projekcie. Dziennik „The Wall Street Journal” wziął ostatnio pod lupę firmy, które zamiast pilnować pracowników, by nie pili w biurze, stawiają im… lodówki z wyskokowymi napojami. Na czym polega ta strategia? Chodzi o coraz cieńszą linię rozgraniczającą pracę i życie osobiste. Alkohol po pracy, ale spożywany w pracy, skutecznie rozmywa tę granicę. Pomysł sprawdza się szczególnie w branżach, w których często trzeba zostawać po godzinach. „The Wall Street Journal” podaje przykłady firm, które nie boją się alkoholu. W bostońskiej agencji reklamowej Arnold Worldwide pracownicy, zamiast po całym dniu udawać się do lokalnego baru, zasiadają wokół automatu z piwem pieszczotliwie nazywanym „Arnie”. Nowojorska Thrillist Media Group przeprowadza nawet degustacje alkoholi. Ben Lerer, założyciel firmy, mówi, że nie ma nic przeciwko temu, żeby pracownicy popijali piwo, pracując.

Zobacz więcej

MODA Z SERIALU: Sporo pije się w pracy m.in. w serialach. Twórcy hitu „Mad Men”, który opowiada o pracownikach agencji reklamowej z przełomu lat 50. i 60., zadbali o to, by kieliszki rzadko były suche. [FOT. FRANK OCKENFELS/ AMC]

— Są dorośli. Jeśli ktoś się upije, usłyszy: „go home” — tłumaczy Bem Lerer.

Dziennik z Wall Street podaje, że są firmy, które wręcz reklamują się tym, że nie zabraniają pracownikom pić alkoholu w pracy. Przykładem jest popularny ostatnio start-up Dropbox, który udostępnia użytkownikom przestrzeń na serwerach, a przyszłych pracowników kusi elastycznością czasu pracy, pakietami opieki zdrowotnej, smakołykami i tzw. whiskey fridays.

Gdzie jest szkopuł w tej historii pełnej swobody i zabawy? Amerykańscy naukowcy badający zwyczaje obowiązujące w biurach zauważyli, że picie w pracy zdarza się najczęściej w firmach pełnych młodych mężczyzn stanu wolnego. Naukowcy twierdzą, że kultura pracy sprzyjająca piciu w biurze może spychać na margines ludzi, którym taki styl nie odpowiada, bo np. są rodzicami, wiąże ich religia lub leczą się z alkoholizmu.

— Takie praktyki wprowadza się w dobrej wierze. Mogą one jednak sprawić, że ludzie będą czuli się niekomfortowo — mówi profesor Nancy Rothbard z Wharton. Przywołuje wyniki badań, które pokazują, że podczas „happy hours” dobrze czują się młodzi biali mężczyźni, ale spora grupa osób — w tym także o innym kolorze skóry — często traktuje uczestniczenie w takich spotkaniach jako obowiązek. Niezbyt dobre zdanie o piciu w pracy ma też wielu prawników, którzy tworzą listy potencjalnych poalkoholowych przestępstw: jazda po pijanemu, napaści czy molestowanie seksualne. Nawet najbardziej otwarci pracodawcy wolą się zabezpieczać. Moda przemija, a upojona alkoholem firma nie wykręci świetnych wyników. Wspomniany „Arnie” wydaje 3-5 napojów miesięcznie na jednego pracownika. Szefowie wolą podobno przeznaczyć pieniądze na nagrody dla pracowników niż kolejne butelki.

Co sądzisz o piciu w pracy?
Zagłosuj w sondzie na stronach kariera.pb.pl

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu