Australia zdecyduje o przyszłości JSW

Brak konkurencji w Europie nie pomaga. Import węgla koksowego jest tak duży, że JSW musi się dostosować do cen światowych. A o tych decyduje piąty kontynent

Jastrzębska Spółka Węglowa (JSW) to sztandarowa porażka tzw. Akcjonariatu Obywatelskiego. W ofercie publicznej z 2011 r. wzięło udział prawie 162 tys. drobnych ciułaczy. Płacili 136 zł za akcję i tylko przez miesiąc udało im się nie być na minusie. Przez kolejne nieco ponad 2 lata kurs utrzymywał się około 30 proc. poniżej ceny emisyjnej. Potem było jeszcze gorzej. W styczniu 2016 r. spadł poniżej 9 zł, co oznaczało 93-procentową stratę. Dla znacznej części uczestników IPO nie była to strata teoretyczna. Na koniec maja 2016 r. akcje JSW miało ponad 115 tys. osób. Nawet biorąc pod uwagę 62 tys. beneficjentów tzw. akcji pracowniczych, to i tak zostawało ponad 50 tys. klasycznych, drobnych inwestorów giełdowych. Jeżeli kupili akcje po debiucie, to po prostu stracili mniej niż 93 proc. W drugiej połowie 2016 r. kopalnie przestały przyprawiać o zimne dreszcze. Kurs szybko podskoczył do około 80 zł. Do początku tegorocznych wakacji utrzymywał się z grubsza na tym poziomie. Ostatnio ponownie pnie się do góry. Do osiągnięcia poziomu z oferty publicznej brakuje 40 proc. W wydanych w wakacje 2017 r. raportach analitycy wyceniają jedną akcję skrajnie odmiennie. Najniżej (na 55,5 zł) ceni papiery JSW Tomasz Duda z Erste Securities Polska, najwyżej (na 120 zł) — Łukasz Prokopiuk z DM Banku Ochrony Środowiska.

Dolarowe tony

Kurs JSW to pochodna cen węgla koksowego. Ustalana raz na kwartał cena benchmarkowa węgla najlepszej jakości (tzw. hard FOB Australia) wynosiła przez większą część 2016 r. 81-93 USD za tonę. W końcówce roku skoczyła do 200 USD, a w pierwszym kwartale 2017 r. do 285 USD. Podobnie było z koksem, choć w tym przypadku dynamika wzrostu nie była 300, ale 200-procentowa. Dla JSW koks nie jest bez znaczenia, bo choć z nazwy jest spółką górniczą, to w ramach roszad poprzedzających prywatyzację hut, związane z nimi koksownie trafiły do JSW. — Historycznie tak się ułożyło, że produkcja koksu to duża część biznesu JSW. Wartość dodana jest jednak w wydobyciu węgla — zastrzega Łukasz Prokopiuk. W 2016 r. węgiel koksowy odpowiadał za 88 proc. EBITDA spółki, a koks jedynie za 4 proc.

Co ciekawe, analitycy z najniższą i najwyższą wyceną JSW mają dość zbliżoną projekcję samych cen węgla koksowego w dłuższym terminie. Na pewno widzą ją niżej niż obecne około 200 USD za tonę. Tomasz Duda szacuje cenę na 120-130 USD za tonę. Łukasz Prokopiuk — na 140 USD. Podobnie na sprawę zapatruje się Artur Iwański z PKO Banku Polskiego, który w czerwcu 2017 r. wycenił jedną akcję JSW na 75 zł. Według niego węgiel koksowy będzie kosztował 125-130 USD. Te na pozór niewielkie różnice w estymacjach cen węgla mają ogromny wpływ na wycenę górniczego holdingu. — Analiza wrażliwości wskazuje, że zmiana cen australijskiego węgla koksującego o 10 USD na tonie oznacza zmianę wyceny spółki o 37 zł za akcję — wyjaśnia Marcin Stebakow, analityk Vestor DM, który w sierpniu wycenił jeden walor na 102 zł. Swoje dorzuca też kurs amerykańskiego dolara. Umocnienie złotego o każde 20 groszy to według Artura Iwańskiego spadek EBITDA śląskiej spółki o 300-350 mln zł.

Jak ocenić kataklizm

Gros sprzedaży JSW realizuje w Polsce, ale zaopatruje też klientów z Czech, Austrii, Włoch, Niemiec, a nawet Indii. Coraz bardziej przy tym zbliża się do pozycji monopolisty w wydobyciu na europejskim rynku. Wypadła z niego Ukraina, bo jej kopalnie znajdują się w ogarniętym wojną Donbasie. Czeskie OKD ma zaś wygaszać działalność. Wczoraj jednak szef spółki poinformował o tym, że w pierwszym półroczu 2017 r. miała 2,28 mld CZK zysku (około 374 mln zł), a na dziś planowane jest spotkanie z obligatariuszami w sprawie dalszego przebiegu restrukturyzacji. Ale nawet wtedy, gdy kopalni było więcej, Europa importowała węgiel koksowy — i to w niemałych ilościach.

— Z punktu widzenia klientów JSW spółka jest pewnym dostawcą. Import węgla koksowego do Europy to nie tyle zagrożenie odebraniem klientów JSW, co wpływ na cenę, po jakiej JSW może sprzedawać węgiel. Skala importu węgla koksowego do Europy jest na tyle duża, że JSW jest po prostu biorcą cen globalnych — tłumaczy Tomasz Duda. Zważywszy więc na to, że Australię można przyrównać do naftowego OPEC, ceny surowca z tamtejszych kopalni będą wpływać na sytuację JSW. Właśnie blokada dostaw z Australii do Japonii na początku 2017 r., wywołana cyklonem Debbie, spowodowała ostatni wzrost cen węgla koksowego. I prawdopodobnie w ocenie skutków huraganu kryją się różnice w estymacjach przyszłych cen węgla przez analityków.

— Cyklon w Australii pokazał, że rynek jest bardzo napięty. Zniknięcie 3-4 proc. światowej produkcji spowodowało w ciągu kilku dni gigantyczny wzrost cen. A to oznacza, że popyt jest na tyle duży, a podaż na tyle mała, że perspektywy kopalni są bardzo dobre — uważa Łukasz Prokopiuk. — Rynek dostaw morskich, który decyduje o cenach węgla, to około 300 mln ton. W Australii produkuje się około 180 mln ton. Wyłączenie takiego producenta to ogromny szok podażowy — oponuje Tomasz Duda.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Australia zdecyduje o przyszłości JSW