Będą kolejne uproszczenia dla firm

Materiał Partnera
02-11-2016, 09:00

Zależy nam, aby fundusze unijne szybciej trafiały do gospodarki, a sposób ich przyznawania był przyjazny dla przedsiębiorców. Przygotowujemy specjalny pakiet rozwiązań pod tym kątem — mówi Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju, w rozmowie z „PB”

Zobacz więcej

W SUKURS BENEFICJENTOM: Chcemy wprowadzić instytucję rzecznika beneficjenta. Będzie ona działać na poziomie instytucji zarządzających wszystkich programów operacyjnych. Zakładamy, że instytucje wdrażające fundusze również mogłyby powoływać takich rzeczników — mówi Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju. Marek Wiśniewski

Puls Biznesu: Panie ministrze, na początku perspektywy finansowej 2007-2013 szybciej wydawaliśmy pieniądze unijne z regionalnych, a nie krajowych programów operacyjnych. Teraz jest odwrotnie. Dlaczego? Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju:

Rzeczywiście, fundusze unijne w regionach są wydawane średnio dwa razy wolniej niż na poziomie krajowym. Na początku poprzedniej unijnej perspektywy samorządy lepiej sobie z tym radziły. Obecne tempo wykorzystania funduszy europejskich jest różne w poszczególnych województwach. Na tle innych wyróżniają się województwa wielkopolskie, pomorskie czy opolskie. W tych regionach wygląda to nawet lepiej niż w programach krajowych. Na drugim końcu stawki znajdują się: lubelskie, kujawsko-pomorskie, podlaskie oraz warmińsko-mazurskie. Biorąc pod uwagę średnią, w porównaniu z poprzednią perspektywą finansową, Regionalne Programy Operacyjne (RPO) są nadal opóźnione mniej więcej o pół roku. Zwracam jednak uwagę, że prawie 46 proc. budżetu na lata 2014-2020, czyli niemal połowa dofinansowania, jest przedmiotem ogłoszonych już konkursów. Podpisaliśmy już umowy na 15 proc. funduszy, czyli 80 mld zł, z czego ponad 50 mld zł pochodzi z Unii Europejskiej. To jest już znaczący impuls dla gospodarki. Tyle pieniędzy trafiało do niej w latach, kiedy wydawanie pieniędzy z poprzedniej perspektywy było już mocno zaawansowane. Beneficjenci rozliczyli już blisko 10 mld zł, czyli niespełna 3 proc. całej alokacji. Choć i tu tendencja jest wzrostowa.

A co z wydatkami, które pozostały jeszcze z poprzedniej unijnej siedmiolatki? Istnieje zagrożenie, że Komisja Europejska nie zrefunduje nam ich w całości?

Jestem pewien, że do tego nie dojdzie. Budżet na lata 2007-2013 wykorzystaliśmy w 100 proc. Instytucje krajowe rozliczyły dostępne fundusze, teraz weryfikuje je instytucja audytowa w Ministerstwie Finansów. Kiedy ten proces się zakończy, przekażemy ostateczne rozliczenie Komisji Europejskiej (KE). To powinno nastąpić do końca marca 2017 roku. Następnie przedstawiciele KE sprawdzą wykorzystanie funduszy w naszym kraju, zarówno pod względem dokumentacji, jak i realizacji projektów. KE zrefundowała już 95 proc. naszych wydatków, natomiast pozostałe 5 proc. otrzymamy po rozliczeniu całej perspektywy finansowej.

Uruchomione dotacje miały zachęcić biznes do współpracy z nauką. Czy widać już poprawę w tym obszarze?

Mieliśmy obawy, czy będzie zainteresowanie funduszami przeznaczanymi na projekty badawczo-rozwojowe. Na szczęście szybko zostały one rozwiane — popyt jest wielokrotnie większy, niż przewidywaliśmy. Warto zwrócić uwagę, że już w tej chwili wartość złożonych projektów odpowiadaalokacji całego programu. Mowa tu oczywiście o programie „Inteligentny Rozwój”. Niestety skuteczność pozyskiwania finansowania przez wnioskodawców osiągnęła w nim poziom tylko kilkunastu procent. Przyglądamy się temu i zastanawiamy, czy przyznawanie tych grantów nie wymaga bardziej szczegółowej weryfikacji. A może sposób oceny projektów jest zbyt wymagający? Tylko co ósme przedsięwzięcie otrzymuje wsparcie. To jest naprawdę ostra selekcja. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) oraz eksperci zwracają przy tym uwagę, że niektóre wnioski nie są dobrze przygotowane.

Co jeszcze można ulepszyć w programach wspierających współpracę światów nauki i biznesu?

Zastanawiamy się nad tym. Chcemy, aby w tych najbardziej popularnych działaniach — np. w tzw. szybkiej ścieżce — projekty mogły być składane nie tylko przez firmy, ale także przez konsorcja z instytucjami badawczo-rozwojowymi, w tym z instytutami oraz uczelniami wyższymi. W tej chwili nie ma takiej możliwości, a to hamuje współpracę nauki i biznesu. Pracujemy obecnie nad usprawnieniem warunków do tworzenia tego typu partnerstw.

Centra Transferu Technologii mogłyby być dobrym łącznikiem tych dwóch środowisk. Dlaczego działają tak nieefektywnie?

Wszystko zależy od ludzi, którzy tam pracują. To oni najlepiej powinni rozumieć potrzeby jednego i drugiego sektora. Centra, które działają na uczelniach, w ośrodkach badawczo-rozwojowych, próbują przenosić to, co w nich powstaje, do biznesu. Docelowo powinny przecież utrzymywać się z dochodów transferu technologii z nauki do gospodarki i działać w interesie uczelni.

A jak ta współpraca wygląda w regionach?

Dopiero prowadzone są tam konkursy dotyczące sektora B+R. Jesteśmy ciekawi, jakie to przyniesie efekty. W poprzedniej perspektywie finansowej, poza działaniami pilotażowymi, takich konkursów w ramach RPO w ogóle nie było. Dlatego bardzo nam zależy, aby polityka wspierania innowacyjności była prowadzona nie tylko na poziomie krajowym, czyli przez rząd, ministerstwa rozwoju i nauki oraz NCBR, ale również na poziomie regionalnym, bo to tam są znaczące fundusze na wsparcie prac badawczo-rozwojowych. Samorządy mają też pieniądze na finansowanie rynkowego wdrażania ich efektów.

Czy tzw. szybka ścieżka będzie kontynuowana w przyszłorocznych konkursach?

Absolutnie tak. Ten szybki proces weryfikacji projektów sprawdza się. Dlatego chcemy nadal iść w tym kierunku.

Jakie jeszcze nowości czekają beneficjentów w najbliższych latach?

Pracujemy w tej chwili nie tyle nad nowymi działaniami, ile nad usprawnieniem i uproszczeniem procedur, jeśli chodzi o ubieganie się o fundusze i realizację projektów w aktualnie realizowanych instrumentach. Zależy nam, aby fundusze unijne szybciej trafiały do gospodarki, a sposób ich przyznawania był przyjazny dla przedsiębiorców. Przygotowujemy specjalny pakiet rozwiązań pod tym kątem i zamierzamy je zaprezentować już w najbliższych tygodniach.

Na co najczęściej narzekają przedsiębiorcy ubiegający się o unijne wsparcie?

Na pewno na biurokrację. Na to, że proces ubiegania się o fundusze jest bardzo żmudny. Dlatego musimy znaleźć pewną równowagę dotyczącą wymogów unijnych. Przedsiębiorcy nie mogą zbyt dużo czasu poświęcać na kwestie administracyjne zamiast na realizację projektów. W tym kierunku będą zmierzały uproszczenia. Firmy często skarżą się też na zbyt przewlekły proces oceny wniosków. Choć obecny system jest znacznie sprawniejszy niż w latach 2007-2013, nie oznacza to jednak, że nie może być jeszcze lepszy.

Jak zamierzacie go usprawnić?

Chcemy wprowadzić instytucję rzecznika beneficjenta. Będzie ona działać na poziomie instytucji zarządzających wszystkich programów operacyjnych. Chodzi o to, aby przedsiębiorca ubiegający się o pieniądze np. w woj. podlaskim nie musiał korzystać z pomocy w Warszawie. Zakładamy, że instytucje wdrażające fundusze również mogłyby powoływać takich rzeczników. Z pewnością nie wszystkie się na to zdecydują. Jest ich przecież około stu i nie wszędzie jest to konieczne.

Kiedy powołacie, zapowiadane już wcześniej, forum ds. uproszczeń i systemu wykorzystania funduszy UE?

Właśnie to uczyniliśmy. To forum będzie zgłaszało nam propozycje modyfikacji dotyczące usprawnienia wydawania pieniędzy unijnych. W jego skład wchodzą eksperci doświadczeni w realizacji projektów unijnych, są to najczęściej osoby z organizacji pozarządowych. Teraz będą reprezentować interesy beneficjentów. Uproszczenia, które przygotowujemy, będą również wymagały zmian w ustawie o zasadach prowadzenia polityki rozwoju oraz tzw. ustawie wdrożeniowej, która opisuje system realizacji funduszy europejskich. Wiele problemów sprawia nam na przykład kwestia ponownej weryfikacji projektów pod względem wymogów środowiskowych. Decyzję środowiskową wydaje teraz właściwy organ, a niezależnie od niego swoje analizy wykonują również instytucje, które są odpowiedzialne za poszczególne programy. Chcemy to zlikwidować i oprzeć się wyłącznie na decyzji środowiskowej wydanej przez właściwy urząd.

Dotujecie firmy, które wpisują się w inteligentne specjalizacje. A co z tymi, które nie spełniają tych wymogów?

W tej perspektywie finansowej zależy nam przede wszystkim na wspieraniu innowacji. Dlatego chcemy skoncentrować nasze działania na wybranych inteligentnych specjalizacjach, czyli branżach lub pewnych obszarach działalności gospodarczej, które są na styku wielu sektorów — np. telemedycynie, która łączy w sobie dziedziny teleinformatyki i zdrowia. Inteligentne specjalizacje zostały określone zarówno na poziomie krajowym, jak i regionalnym. Nie są one jednak zdefiniowane i wybrane raz na zawsze. Mogą pojawić się nowe, które będą dawały perspektywy rozwoju naszego kraju. Wraz z sektorem prywatnym na bieżąco identyfikujemy branże, które mają największe szanse rozwojowe. Także Komisja Europejska zaleca stosowanie tzw. procesu przedsiębiorczego odkrywania.

Mają wam w tym pomóc klastry.

Obecność takich struktur i możliwość współpracy z nimi jest bardzo ważna. Trudno jest nam kooperować z pojedynczymi firmami, dużo łatwiej pracować z grupami przedsiębiorstw — i w tym kierunku chcemy iść. To dotyczy m.in. sektora lotniczego czy stoczniowego. Bardzo ważnymi branżami są dla nas również przemysł zbrojeniowy i motoryzacyjny. W poprzedniej unijnej perspektywie było wyraźnie widać, że działania realizowane przez sektor publiczny miały stosunkowo skromne osiągnięcia, jeśli chodzi o komercjalizację wyników prac badawczo- -rozwojowych. Choć w sektorze prywatnym ten efekt był lepszy, to i tak mniejszy od oczekiwanego — bo niestety fundusze nie zawsze kierowano tam, gdzie trzeba. Teraz świadomie wspieramy infrastrukturę badawczo-rozwojową w sektorze prywatnym — lub na styku tego świata z sektorem publicznym.

Krajowe inteligentne specjalizacje (KIS) znacznie różnią się od tych na poziomie regionalnym (RIS). Czy nie mogłyby się pokrywać?

Regiony definiują swoje branże, które mają szansę na przyszłość. Ale będziemy starali się zapewnić synergię między działaniami na poziomie krajowym i regionalnym. Wiadomo, że nie wszystkie przedsięwzięcia będą mogły być sfinansowane z RPO, bo RIS często obejmuje więcej niż jeden region. Ponadto, jeżeli regiony specjalizują się w jakimś obszarze, to nie zawsze jest sens tworzenia trzech potężnych ośrodków badawczych — bo w niektórych przypadkach jeden może spełniać potrzeby całego kraju. Z drugiej strony chcemy tworzyć warunki dla rozwoju firm. Dlatego bardzo zależy nam na powstawaniu dla nich właściwych instytucji i instrumentów finansowych. Chcemy w szerszym niż dotychczas stopniu wprowadzić instrumenty zwrotne w regionach. Mowa tu o pożyczkach, poręczeniach i instrumentach kapitałowych. Do tej pory zarządy dwóch województw podpisały takie umowy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego (BGK) — pomorskie i wielkopolskie. Zresztą one były też liderami we wdrażaniu finansowania zwrotnego z funduszy na lata 2007-2013. Kolejne regiony też współpracują z BGK. Nie ukrywamy, że chcielibyśmy, aby takie umowy jeszcze w tym roku podpisały wszystkie województwa. Z formy finansowania zwrotnego będą mogły korzystać przedsiębiorstwa z różnych branż, nie tylko z tych, które wpisują się w tzw. inteligentne specjalizacje. Dzięki temu mały i średni biznes będzie miał łatwiejszy dostęp do kapitału. Wsparciem zwrotnym jesteśmy w stanie objąć znacznie większą liczbę firm. Warto zwrócić uwagę, że te pieniądze będą ciągle w obrocie. Co równie ważne, instrumenty zwrotne i zajmujące się nimi instytucje będą mogły funkcjonować także po zakończeniu obecnej perspektywy finansowej.

Wielkopolska i Pomorze nie tylko podpisały umowy na finansowanie zwrotne z BGK, ale również utworzyły regionalne fundusze rozwoju.

Łączenie pod parasolem jednej instytucji różnych instrumentów finansowych to świetny sposób na budowę kapitału w regionie. Wielkopolska już w latach 2007-2013 zgromadziła 900 mln zł kapitału zwrotnego. Prawie drugie tyle może dołożyć z obecnej perspektywy finansowej. Dlatego warto zastanowić się nad tym, aby fundusze zamieniały się w banki regionalne, czyli instytucje finansowe o wyższej randze.

Pula funduszy na instrumenty zwrotne to ok. 4 mld EUR. Czy uda się ją znacząco zwiększyć?

Oczywiście, będziemy dążyć do tego, ale nie będzie to proste. Umówiliśmy się z KE, że nie będziemy wstrzymywać realizacji programów, bo oznaczałoby to opóźnienia w wydawaniu pieniędzy unijnych. Działań, które zostały już uruchomione w systemie grantowym, nie będziemy mogli już zmienić. Natomiast można wprowadzić system zwrotny w stosunku do funduszy, które jeszcze nie ruszyły. Jest jeszcze druga bariera. Jeżeli chcemy wprowadzić w jakimś obszarze system zwrotny, to wcześniej musimy przeprowadzić ewaluację, czyli ocenę pokazującą, że istnieje w nim pewna luka, którą mogłyby wypełnić instrumenty finansowe. Taką ocenę musimy zamawiać na rynku, co oznacza paromiesięczną zwłokę. Co więcej, jeśli w danym obszarze chcielibyśmy zwiększyć wykorzystanie danego instrumentu finansowego, np. pożyczek, a wcześniej określona luka została wypełniona przez inne tego typu wsparcie, to nie możemy swobodnie wprowadzić nowego instrumentu na wyższą kwotę.

Tylko tuzin branż może liczyć na dotacje dotyczące promocji eksportu. Co z firmami z pozostałych sektorów?

Wybrane branże nie są — jak się mówi — raz na zawsze wyryte w kamieniu. W poprzedniej perspektywie było ich 15. Możemy jeszcze dołączyć nowe sektory, a te, które nie będą rokować, zostaną wycofane. Jesteśmy bardzo elastyczni. Liczy się przede wszystkim efektywność poszczególnych branż.

Czy Ministerstwo Rozwoju planuje korektę programów unijnych w związku z brexitem?

Nie rozmawiamy z Komisją Europejską o żadnych zmianach — ani dotyczących Umowy Partnerstwa, ani programów. Na razie jest za wcześnie, aby mówić o tym, jak brexit wpłynie na politykę spójności. Rozmowy na ten temat zaczną się wtedy, kiedy Wielka Brytania formalnie złoży Komisji Europejskiej notyfikację o wystąpieniu z Unii Europejskiej. Jak to się potoczy i kiedy zakończy? Trudno powiedzieć. Konkluzja jest na pewno jedna — lepiej szybciej inwestować fundusze unijne niż później. Rozwiązań, w tym niekorzystnych dla nas, może być wiele, np. ograniczenie budżetu unijnego. Niebawem będziemy też wprowadzać korektę programów unijnych, związaną jednak wyłącznie z przygotowaną przez rząd Strategią na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Ale z tego tytułu zmiany kwot przeznaczonych na te programy nie przewidujemy.

Jaka będzie rola PARP w ramach Polskiego Funduszu Rozwoju?

Nie umniejszamy roli agencji. Wręcz przeciwnie, bardzo silnie stawiamy na rozwój małych i średnich przedsiębiorstw, szczególnie tych na początkowym etapie rozwoju. PARP ma więc do odegrania bardzo ważną rolę.

Kiedy powstanie, zapowiadana przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego, polska agencja ratingowa dla MSP?

Wielu prywatnym firmom oraz samorządom ciężko jest sięgnąć po kapitał, bo nie mają określonej wiarygodności finansowej. To daje ocena ratingowa. Jednak istniejące na rynku trzy duże agencje międzynarodowe (Fitch, Standard & Poor’s i Moody’s) są po prostu za drogie dla takich podmiotów. Dlatego jesteśmy zdeterminowani, aby powołać polską. Na razie przygotowujemy koncepcję i rozwiązania prawne dla tej instytucji. Powinny one powstać jeszcze w tym roku, abyśmy mogli powołać agencję w połowie przyszłego roku.

Na rozwój start-upów w Polsce ministerstwo chce wydać z unijnej kasy aż 3 mld zł. Badania wskazują, że zdecydowana większość start-upów nie przetrwa długo na rynku. Czy wobec tego nie jest to zbyt ryzykowna strategia?

Pokładamy duże nadzieje w programie „Start in Poland”. Finansowanie takich bardzo ryzykownych przedsięwzięć jest jednak najbardziej skuteczne przy dodatkowym wsparciu z funduszy venture capital oraz funduszy zalążkowych. Bardzo nam na nich zależy. Ich operatorem będzie Polski Fundusz Rozwoju i NCBR. Chcemy przyspieszyć uruchomienie tych instrumentów, ale zakładamy, że zdecydowana większość umów na nie zostanie podpisana jeszcze w tym roku.

Z czego wynika tak małe zainteresowanie Funduszem Gwarancyjnym dla Rozwoju Innowacyjności Firm? Czy zrezygnujecie z tego typu instrumentów?

Nie. Nadal zamierzamy proponować takie wsparcie dłużne. W ostatnich tygodniach wprowadziliśmy zmiany w działaniu tego funduszu. Kluczem jest dotarcie do przedsiębiorstw z informacją, że taki instrument finansowy działa i jest bardziej przyjazny niż na przykład gwarancje de minimis. Ten instrument, przeznaczony na wsparcie innowacyjnych i jednocześnie ryzykownych przedsięwzięć, powinien spotkać się z jeszcze większym zainteresowaniem niż gwarancje. Dlatego powinniśmy być bardziej skuteczni w naszej akcji informacyjnej i dotrzeć z nią do przedsiębiorców. Mam jednak nadzieję, że wszystkie pieniądze w ramach funduszu zostaną wykorzystane do końca tego roku.

Dziękuję za rozmowę Rozmawiała Dorota Zawiślińska

 

 

Proces ubiegania się o fundusze jest bardzo żmudny. Dlatego musimy znaleźć pewną równowagę dotyczącą wymogów unijnych. Przedsiębiorcy nie mogą zbyt dużo czasu poświęcać na kwestie administracyjne zamiast na realizację projektów. W tym kierunku będą zmierzały uproszczenia.

Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju

Bezpłatne informacje o Funduszach Europejskich znajdziesz na portalu FunduszeEuropejskie.gov.pl i w Punktach Informacyjnych FE

Projekt współfinansowany ze środków Funduszu Spójności Unii Europejskiej

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał Partnera

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

/ Będą kolejne uproszczenia dla firm