Benefit Systems wyciska pracodawców jak cytrynę

Mateusz Cezary Wojtala
opublikowano: 04-04-2019, 22:00

Spółka chwali się dobrymi wynikami i rosnąca sprzedażą. Coraz bardziej nasycony rynek nie stanowi dla niej przeszkody.

Po gorszych rezultatach osiągniętych w trzecim kwartale 2018 r. Benefit Systems powrócił na właściwe tory. W opublikowanym w czwartek 4 kwietnia raporcie spółka chwali się przychodami w wysokości 1,2 mld zł, czyli o ponad jedną czwartą większymi niż w 2017 r. W podobnym tempie urósł zysk netto, osiągając wartość 116 mln zł. Wskaźniki rentowności były jednak niższe rok do roku, głównie z powodu negatywnego wpływu segmentu klubów fitness. Zdaniem analityków można się tego było spodziewać, bo ciążyły one wynikom już w poprzednich kwartałach.

— Wyniki po oczyszczeniu ze zdarzeń jednorazowych były mniej więcej zgodne z oczekiwaniami rynku. Bardzo pozytywnie zaskoczył segment kart sportowych, który z nawiązką zrekompensował gorsze marże wypracowane przez kluby fitness. Spółka zaznacza jednak, że obydwa te segmenty powinny być traktowane jako komplementarne. Nie można się z tym nie zgodzić i tak też Benefit będzie to prezentować w sprawozdaniach finansowych od tego roku — mówi Konrad Grygo, analityk w Erste Group.

Istotna poprawa, jaką zanotowała odnoga kart sportowych w Polsce, wynikała m.in. ze spadku udziału tzw. heavy userów (czyli osób często korzystających z kart) oraz zmiana miksu sprzedażowego. Benefit Systems zaczął sprzedawać więcej kart z ograniczoną liczba wejść, które zdaniem spółki dają wyższe marże niż tradycyjne karnety open.

Soczysty kąsek

Oprócz wyników finansowych spółka podała również dane dotyczące liczby aktywnych kart sportowych, która na koniec marca wyniosła blisko 1,3 mln. W samym pierwszym kwartale 2019 r. przybyło ich 100 tys., z czego 61 tys. przypadło na rynek polski. W trakcie ostatnich dwunastu miesięcy liczba aktywnych użytkowników na krajowych podwórku zwiększyła się o 12,7 proc. Według analityków to dobry znak, który pokazuje, że Benefit Systems jest jeszcze w stanie rozwijać się w Polsce.

— Pierwszy kwartał charakteryzuje się dużą sezonowością, a skokowy wzrost nowych kart to oczywiście efekt postanowień noworocznych. Widać to na przykładzie 2018 r., kiedy blisko połowa całorocznego przyrostu przypadła na pierwsze trzy miesiące. Cieszy jednak duży wzrost r/r, choć częściowo jest to efekt kontraktu zawartego jeszcze w listopadzie. Jego rozliczenie było rozłożone w czasie, częściowo na początek 2019 r., więc na opublikowane dane trzeba patrzeć trochę przez ten pryzmat. Mimo wszystko jest to wiadomość bardzo pozytywna, bo wydawało się, że rynek polski jest już bliski nasycenia. Myślę, że w wartościach nominalnych przyrost kart może być w tym roku porównywalny do ubiegłego — tłumaczy Krzysztof Kawa, analityk w Ipopema Securieties.

Drugie danie

Liczba obsługiwanych kart wzrosła równiez za granicą. Względem marca 2018 r. zwyżka wyniosła 63,9 proc., a użytkowników jest ponad ćwierć miliona. Działalność zagraniczna spółki obejmuje Czechy, Słowację, Chorwację, Bułgarię i Grecję. Pomimo dynamicznego rozwoju i wzrostu przychodów o 100 proc. r/r segment ten wciąż przynosi spółce straty.

— Rentowność Benefit Systems poza Polską rzeczywiście jest problemem. Straty są jednak konsekwentnie zmniejszane, w szczególności na bardziej dojrzałych rynkach, jak Czechy czy Bułgaria. Dynamika wygląda bardzo optymistycznie, więc dopóki biznes w Polsce rośnie, zagranica może się spokojnie rozwijać. Tutaj po prostu trzeba cierpliwie poczekać. W Grecji czy Chorwacji Benefit praktycznie nie ma konkurencji, więc jest pole do ekspansji, tak jak w Czechach, gdzie model biznesowy spółki dobrze się sprawdza — uważa Konrad Grygo.

Według ekspertów, potencjał tych pięciu rynków, na których obecna jest spółka jest zbliżony do rynku polskiego. Jednak ich mnogość i młodsze stadium rozwoju może poskutkować tym, że ewentualne pogorszenie się perspektyw Benefit Systems w kraju będzie rekompensowane z nawiązką właśnie przez działalność zagraniczną.

— Szansa na zawojowanie rynków zagranicznych jest, spółka pokazuje, że jej sposób funkcjonowania działa również w innych krajach. Wydaje się, że Benefit Systems na tym nie poprzestanie, ma know-how, wie, jak aplikować swój model biznesowy, więc teraz musi tylkoznaleźć odpowiedni rynek na kolejne wejścia — dodaje Krzysztof Kawa.

Pupilek analityków

Lepsza kondycja finansowa spółki znajduje również odzwierciedlenie w notowaniach. Jeszcze w listopadzie 2018 r. kurs Benefit Systems ocierał się o dwuletnie minima na poziomie 700 zł za jedną akcję. Od tego czasu walory spółki podrożały o ponad 30 proc., osiągając pułap 974 zł na zamknięciu czwartkowej sesji. Jednak zdaniem analityków potencjał wzrostu jeszcze jest. Piątka ekspertów, która zajmuje się spółką, rekomenduje kupowanie jej akcji, przy czym średnia cena docelowa wyznaczona przez nich wynosi 1 118,60 zł. Nad spółką ciąży widmo kar od Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta prowadzącego postępowanie antymonopolowe dotyczące utworzenia kartelu przez kluby fitness, którymi zarządza.

— Nie potrafię powiedzieć, czy UOKiK nałoży karę na spółkę czy nie. Jednak napływające informacje, które mówią, że Benefit raczej współpracuje z urzędem, sugerują, że maksymalny wymiar kary w wysokości 10 proc. obrotów jest mało prawdopodobny. Na obecnym stadium rozwoju spółki byłby to jednak jednorazowy uszczerbek, bez wpływu na perspektywy — komentuje Krzysztof Kawa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mateusz Cezary Wojtala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu