W ciągu ostatnich dwóch lat na rynek akcji napłynęło wielu początkujących inwestorów, dysponujących nadmiarem gotówki zebranej podczas pierwszych miesięcy pandemii koronawirusa. Trafili oni na korzystną koniunkturę stymulowaną przez banki centralne, co doprowadziło do rekordowych zwyżek głównych indeksów. Tego rodzaju środowisko czyni inwestowanie czymś przyjemnym, jednak może zaburzać rzeczywisty obraz rynków finansowych.
Ostatnie kilka miesięcy było czasem brutalnej bessy, spotęgowanej wydarzeniami geopolitycznymi. Warunki giełdowe stały się bardziej wymagające, na co wielu inwestorów nie było gotowych. O rychłym spowolnieniu koniunktury eksperci informowali jednak w “PB” już w grudniu 2021 r., kierując się obserwacją symptomów typowych dla zakończenia cyklu wzrostowego.
Beztroska gra
Najbardziej istotnym prognostykiem gorszych czasów jest ogólnorynkowy optymizm. Co ciekawe, dotyczy to nie tylko inwestorów indywidualnych, ale również tych profesjonalnych. Adekwatne wyceny tracą w ich oczach znaczenie – ceny docelowe dla spółek są podbijane na podstawie oczekiwanego zainteresowania walorami ze strony bogatych w gotówkę inwestorów.
- Przed szczytem giełdowym bardzo często obserwujemy euforię na rynkach. Stopy zwrotu są wysokie, a czynniki makroekonomiczne wspierające. Występuje też duże przewartościowanie akcji – analitycy fundamentalni podwyższają wyceny do nieprawdopodobnych poziomów, a reklamy funduszy akcji kłują w oczy gigantycznymi stopami zwrotu, wskazując, że lepszego momentu na inwestycje nie będzie - mówi prof. Krzysztof Borowski.
Znaczenie ma również polityka banków centralnych. Zwyżkom giełdowym zwykle towarzyszą niskie bazowe stopy procentowe. Ich wzrost prowadzi do spowolnienia gospodarczego, dlatego nawet sama tego zapowiedź prowadzi do korekty. Długotrwałe cykle podwyżek, takie jak obserwujemy obecnie, powodują długotrwałą bessę.
- Istotne jest zrozumienie tego, czy jesteśmy w fazie rosnących czy malejących stop procentowych. Zachowanie globalnych banków centralnych w kontekście potencjalnego utrzymania polityki dalszego zacieśniania lub rozluźniania monetarnego jest kluczowe przy wyborze sektorów - mówi Marek Kaźmierczak, zarządzający VIG/C-Quadrat TFI.

Warto też zwracać uwagę na to, jak poszczególne spółki prowadzą komunikację z inwestorami. Zapowiedzią słabszych wyników jest mniejsza liczba komunikatów i ogólne problemy z dostępnością informacji na temat działań przedsiębiorstw.
- W fazie rosnących stóp procentowych i w związku ze spodziewanym spowolnieniem gospodarczym inwestorzy powinni przykładać wagę do tego w jaki sposób zarządy spółek mówią o perspektywach. W szczególności, bardzo negatywne jest świadome ograniczanie kontaktu z inwestorami w obliczu trudnych warunków prowadzenia biznesu – dodaje Marek Kaźmierczak.
Mniej ekonomicznym symptomem przegrzania rynku akcji i nadchodzącej dużej korekty jest pojawianie się tematu giełdowego w rozmowach i miejscach zwykle z nim nie kojarzonych.
- Dziennikarze nieekonomiczni pochylają się nad akcjami jako świetnym sposobem na zarabianie pieniędzy. Zjawisko to związane jest z efektem okładki - pojawiający się na okładkach wielu czasopism byk często jest złowieszczym sygnałem nadchodzących spadków - dodaje prof. Krzysztof Borowski.
Patrz co przestaje rosnąć
Pierwszymi ofiarami odwrócenia się koniunktury są zwykle spółki, których wartość mocno związana jest założeniami modelu zdyskontowanych przepływów pieniężnych (DCF). Nazywane są one wzrostowymi, ponieważ w ich wycenie istotne są nie tylko fundamenty, ale również potencjał wzrostu.
- Najpierw wyprzedaż dopada spółki, które w największym stopniu są narażone na wzrost stóp procentowych, mający negatywny wpływ na wycenę spółek w modelu DCF. Przykłady to spółki technologiczne i biotechnologiczne. Spadek wycen nakręca spiralę - mówi Marek Kaźmierczak.
Po akcjach spółek wzrostowych zwykle nadchodzi kolej na aktywa spekulacyjne. Nadmiar pieniędzy inwestorzy przeznaczają wtedy na walory spółek debiutujących, udziały crowdfundingowe czy - jak to miało miejsce w zeszłym roku - tzw. spółki memowe. Uwagę przykuwa też rynek nieregulowany, którego częścią są kryptowaluty.
- U szczytu rynku byka na giełdę napływa duża liczba nowicjuszy, którzy nigdy wcześniej nie byli z nią związani. Nie szanują oni pieniędzy, gdyż zarobić je bardzo łatwo – drobne straty na jednych akcjach mogą być szybko pokryte przez zyski na innych pozycjach. Nowicjusze koncentrują uwagę na akcjach spekulacyjnych, które nie są poparte solidnymi fundamentami. Stwarzają one szansę do często kilkudziesięciu procent zysku w czasie jednej sesji, podczas gdy bohaterowie wcześniejszych faz hossy, tj. blue chipy [spółki o dobrych fundamentach i dużym wolumenie obrotu – red.] pozostają w trendach bocznych, nawet z lekka inklinacją do spadków - mówi prof. Krzysztof Borowski.
Zmiana nastawienia
Przyjmuje się, że gdy główny indeks rynku akcji spadnie o 20 proc. ze szczytu, to rozpoczyna się rynek niedźwiedzia. Otoczenie ekonomiczne przestaje wspierać kursy akcji, spada wolumen oraz wolny kapitał inwestorów. Bardzo ważna staje się selekcja spółek, gdyż zwyżkować będą nieliczne. Należy więc zmienić sposób inwestowania i wydłużyć perspektywę inwestycyjną.
- Mocne spadki często są okazją dla inwestorów o wieloletnim horyzoncie czasowym. Kupujący dobry fundamentalnie walor i przeceniony o 80 proc. w stosunku do maksimum cenowego oczekują zwyżek w następnych kilku latach. Ważne jest, aby określić horyzont inwestycyjny przed nabyciem walorów, aby nie wpaść w następującą pułapkę: kupiłem, nie wyszło, a teraz to już będę trzymał, aż się odbije - mówi prof. Krzysztof Borowski.
Inwestowanie długoterminowe nie polega jednak na tym, że kupuje się kilka walorów i zapomina o nich na kilka lat. Równie dużo czasu co na przygotowanie się do inwestycji należy poświęcić na jej kontrolowanie.
- Z punktu widzenia inwestora długoterminowego możemy stwierdzić, że okres bessy daje większą szansę na wystąpienie większej liczby aberracji wycenowych, które trwają dosyć krótko. Kluczowe pozostaje systematyczne analizowanie kursów, wycen i perspektyw biznesowych - mówi Marek Kaźmierczak.
Przyzwyczajeni do krótkoterminowej spekulacji gracze nie muszą oczywiście całkowicie rezygnować ze swoich praktyk. Podczas spadków wymagany będzie jednak znacznie szerszy wachlarza umiejętności.
- W trendzie spadkowym krótkoterminowo gra się na odbiciach. Jest to bardzo trudne i zalecane doświadczonym inwestorom. Nie dziwi zatem nazwa takiego sposobu inwestowania: “łapanie spadającego noża”. Inwestorzy powinni stosować zlecenia stop loss, które wyrzucają z rynku i minimalizuję straty na określonym poziomie. Niestosowanie ich jest traktowane przez zawodowców jako błąd w sztuce – dodaje prof. Krzysztof Borowski.
