Czytasz dzięki

Bez kluczyka do atomowej walizki

opublikowano: 13-10-2020, 22:00

We wtorek wreszcie ukazało się zarządzenie premiera, doprecyzowujące umocowanie wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego.

Utworzony specjalnie dla niego organ pomocniczy rządu nosi pompatyczną nazwę Komitet Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego i spraw Obronnych (KRMdsBNisO). To językowy koszmar, ale z drugiej strony wypada docenić kreatywność władców — nazwy krótsze są już historycznie zajęte. Na przykład: Komitet do spraw Bezpieczeństwa Publicznego, który istniał w epoce Bolesława Bieruta. Wersja najprostsza brzmiałaby: Komitet Bezpieczeństwa Państwowego, ale także została już wykorzystana, taki organ znany był w oryginalnej wersji rosyjskiej jako Komitiet Gosudarstwiennoj Biezopasnosti — KGB.

Jarosław Kaczyński w latach 2006-07 był premierem, teraz zaś jest nadpremierem ze sztucznie stworzonym komitetem.
Zobacz więcej

Jarosław Kaczyński w latach 2006-07 był premierem, teraz zaś jest nadpremierem ze sztucznie stworzonym komitetem. FORUM

Formalny wiceprezes Rady Ministrów od pierwszych godzin realnie objął funkcję nadpremiera. Już w pierwszej wypowiedzi publicznej wydał swojemu podwładnemu Mateuszowi Morawieckiemu zdumiewający rozkaz… zawetowania unijnego budżetu. Oczywiście w sytuacji, gdyby nastąpiłaby ingerencja instytucji wspólnotowych w sferze narodowych wartości, prowadząca do odbierania Polsce suwerenności. Tak naprawdę chodzi o rozpoczęcie przez Brukselę prac nad rozporządzeniem w sprawie mechanizmu warunkowości w budżecie UE. Trzeba podkreślić, że bardzo małe jest prawdopodobieństwo uzgodnienia ulotnej kategorii praworządności. Przynajmniej taki jest wniosek ze wstępnych negocjacji między Komisją Europejską (KE), Parlamentem Europejskim (PE) oraz Radą UE, czyli drugą izbą legislacyjną, działającą w tym półroczu pod prezydencją Niemiec. Zwłaszcza negocjatorzy ponadnarodowego PE reprezentują ostre stanowisko, łagodzone przez Radę UE, będącą platformą 27 państw. Prawdopodobieństwo kompromisu wydaje się mniejsze, niż uzgodnienie finalnego kształtu wieloletnich ram finansowych (WRF) 2021-27, a przy okazji sklejonego z nimi koronafunduszu Next Generation European Union (NGEU).

Pochopnie grożąc wetem, najwyższy polski władca potwierdził nieznajomość unijnych procedur. Co nawet nie dziwi, ponieważ podczas zajmowania w latach 2006- -07 stanowiska premiera nigdy nie odważył się pojechać na szczyt Rady Europejskiej (RE) — był tylko raz na zupełnie innym spotkaniu unijno-azjatyckim — przekazując to zadanie bliźniakowi Lechowi. Notabene ówczesny udział prezydenta RP, a nie premiera, w unijnych szczytach był absolutną ustrojową i funkcjonalną anomalią.

Weto na szczycie RE zasadnie przyrównuje się do użycia politycznej bomby atomowej. Niestety dla nadpremiera, tylko mu się wydaje, że dysponuje kluczykiem do atomowej walizki. Otóż w obecnej fazie prac nad WRF 2021-27, po jednomyślnym przyjęciu 21 lipca politycznych konkluzji przez prezydentów/premierów, procedura przygotowywania wykonawczego rozporządzenia odbywa się już z zastosowaniem kwalifikowanych większości — w PE zgodnie z jego regulaminem, natomiast w Radzie UE w trybie traktatowym. Co prawda na końcu również RE dostawi jeszcze raz pieczątkę, ale w tej fazie niezgoda jakiegoś państwa to już nie problem. Przypomnijmy, że w 2017 r. najwyższy prezes już wydał premier Beacie Szydło rozkaz odpalenia bomby, czyli obrażalskiego zawetowania ustaleń szczytu RE z powodu… przedłużenia kadencji Donaldowi Tuskowi. Wtedy unijni prawnicy znaleźli wyjście w pięć minut, stały tytuł dokumentu „Konkluzje RE” zmienili na „Konkluzje przewodniczącego RE” i polskie weto poszło do kosza.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane