Biznes potrzebuje różnicy zdań

Steve Jobs i Steve Wozniak byli jak ogień i woda, a mimo to stworzyli potęgę Apple’a. Dlaczego w pracy warto się kłócić?

Polacy nigdy nie byli jednomyślni, a dziś mówią dwoma językami. Innej narracji używa opozycja, innej — rząd. Czytelnicy „Gazety Wyborczej” mają się za inteligentniejszych od czytelników „Naszego Dziennika”, natomiast miłośnicy mediów ks. Tadeusza Rydzyka bojkotują Agorę i TVN, zarzucając im zaprzedanie się Unii, kosmopolityzm i brak patriotyzmu. Tymczasem wielu Kowalskich męczą polityczne i światopoglądowe spory, w następstwie czego popadają w drugą skrajność. Każdy konflikt uważają za destrukcyjny. Aż nadto cenią kompromis. Próbują neutralizować wszelkie różnice zdań, także poza przestrzenią publiczną. Dążą nawet do tego, by praca zawodowa była wolna od jakichkolwiek napięć, niesnasek i polemik. Dlaczego jest to groźne dla firmy?

— Tarcia, konflikty, animozje są czymś naturalnym, a mogą być zjawiskiem pozytywnym. Oczyszczają atmosferę, pomagają wyjść z kolein utartego myślenia, pokazują szerokie spektrum poglądów. Dzięki nim zespoły są innowacyjne, twórcze — mówi trener Jakub Urbański.

Swego czasu doszło do serii katastrof samolotów południowokoreańskich linii lotniczych. Powód był zawsze ten sam: zbyt grzeczni piloci nie ośmielili się odezwać, gdy kapitan mylił się w ocenie sytuacji i wydawał nieodpowiednie komendy. Zwykle jednomyślność, posłuszeństwo autorytetom i bezwzględne podporządkowanie się grupie nie mają tragicznych konsekwencji. Mogą jednak skutkować błędnymi decyzjami w zarządzaniu, roztrwonieniem pieniędzy na nieefektywny marketing, wypuszczeniem na rynek dalekiego od doskonałości produktu.

— Na oficjalnych spotkaniach wszyscy są dla siebie mili, kulturalni, zgadzają się z szefem, wolą nie ujawniać swoich opinii — nawet gdyby to miało uchronić firmę przed kosztownym błędem. Dopiero w gronie zaufanych kolegów krytykują pomysły zarządu, przewidują klęskę jakiegoś projektu. Gdy zaś rzeczywiście spełni się czarny scenariusz, triumfują: „a nie mówiłem!” — opisuje Jakub Urbański.

Czy to oznacza, że w pracy lepiej być awanturnikiem niż dyplomatą? Absolutnie nie. Frank Naumann, niemiecki psycholog, w książce „Sztuka dyplomacji na co dzień” tłumaczy, że dyplomacja to nie to samo, co udawana uprzejmość i układność, zaś bycie osobą odważną, o wyrazistych poglądach, wcale nie sprowadza się do awanturnictwa. „Człowiek o zacięciu dyplomatycznym — pisze dr Naumann — myśli sobie: »Dlaczego miałbym przebijać głową mur, skoro wystarczy zrobić mały krok dalej i znaleźć otwarte drzwi?«. Za uroczym stylem bycia dyplomaty kryje się stalowa wola, która okazuje się niezwykle odkrywcza, jeśli chodzi o omijanie wszelkich ognisk oporu”. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Biznes potrzebuje różnicy zdań