Czytasz dzięki

Błysk światełka normalności

opublikowano: 03-06-2020, 22:00

Po trwającym od 10 maja absurdalnym konstytucyjnie, nieznanym w ponad 30-letnich dziejach III RP okresie kampanii/niekampanii wybory prezydenckie nabrały przyspieszenia.

Finalne głosowanie Sejmu nad poprawkami Senatu do specustawy o trybie hybrydowym odbyło się we wtorek o godz. 17.28, zadziałał pałacowy automat podpisowy i o godz. 22.10 specustawa opublikowana została w Dzienniku Ustaw, wchodząc w życie bez vacatio legis. Szczególnym jej smaczkiem jest jeden z przepisów końcowych: „Art. 27. Traci moc ustawa z dnia 6 kwietnia 2020 r. o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów powszechnych na Prezydenta RP zarządzonych w 2020 r.” Tym samym PiS wyrzuciło na śmietnik, przy naturalnym aplauzie opozycji, rozkręconą przez siebie antykonstytucyjną hucpę przymusowego głosowania nie do zaplombowanych urn, lecz do jakichś skrzynek i pocztowych worków. Największym złem upadłej specustawy było podporządkowanie wyborów funkcjonariuszom rządzącej partii, pozbawienie kompetencji Państwowej Komisji Wyborczej (PKW) oraz zlikwidowanie ponad 27,5 tys. normalnych komisji obwodowych liczących głosy.

W środę o godz. 16.27
Rafał Trzaskowski formalnie uzyskał szansę zebrania przed Bożym Ciałem podpisów 100
tys. wyborców.
Zobacz więcej

W środę o godz. 16.27 Rafał Trzaskowski formalnie uzyskał szansę zebrania przed Bożym Ciałem podpisów 100 tys. wyborców. Adam Chełstowski

Najnowsza specustawa hybrydowa zawiera kilka błędów, ale jest tytułowym światełkiem. Jej ratio legis stanowi powrót do wersji Kodeksu wyborczego z 2015 r., zniszczonej przez tzw. dobrą zmianę w 2018 r. Pięć lat temu Andrzej Duda wygrał w maju, a później PiS w październiku przy możliwości powszechnego głosowania korespondencyjnego dla każdego chętnego. Ówczesne zainteresowanie taką formą okazało się śladowe — spośród głosujących w obu turach prezydenckich koperty wysłało odpowiednio 0,23 i 0,24 proc., natomiast w wyborach parlamentarnych 0,26 proc. Gdyby w amoku tropienia potencjalnych przekrętów wyborczych PiS nie skreśliło z kodeksu w 2018 r. pożytecznych przepisów — podczas epidemii COVID-19 okazałyby się one idealne, dwie prezydenckie tury planowo odbyłyby się 10 i 24 maja bez wywoływania głębokiego kryzysu państwa. Wśród grzechów najnowszej specustawy najcięższym jest skreślenie stemplowania kart do głosowania oryginalnymi pieczątkami konkretnych komisji obwodowych, ale ten fatalny brak nadrobi PKW w akcie wykonawczym.

Marszałek Elżbieta Witek wykonała rozkaz Jarosława Kaczyńskiego i zarządziła wybory od nowa na niedzielę 28 czerwca. Druga tura odbędzie się 12 lipca, zatem pod warunkiem sprężenia się PKW oraz Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego jest nadzieja, że w czwartek 6 sierpnia nowo wybrany prezydent RP złoży przysięgę wobec Zgromadzenia Narodowego. Kampania wystartowała formalnie w środę 3 czerwca o godz. 16.27. Komitet nowego kandydata Rafała Trzaskowskiego — oraz ewentualnie innych chętnych spoza już znanej dziewiątki — musi złożyć do PKW listy z co najmniej 100 tys. podpisów do północy 10 czerwca, czyli w środę przed Bożym Ciałem. Zaraz po zaskakującej wymianie kandydata pisałem o czasie zbierania podpisów: „Obecnie granicą przyzwoitości byłoby 10 dni, ale marszałek Sejmu może kandydatowi PO/KO skrócić okres nawet do… 3 dni”. Uwzględniając okoliczności procedowania specustawy, przyznany okres tygodniowy należy uznać za uczciwy — w końcu to PO/KO sama sobie stworzyła duży problem. Gdyby prawidłowych podpisów (oba imiona, właściwy adres i bezbłędny PESEL wyborcy) jednak nie udało się skompletować, to w odwodzie PO/KO pozostaje niewycofana formalnie rejestracja Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. To byłby raczej czarny scenariusz…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane