Na wezwanie Introlu nie odpowie największy udziałowiec.
Do zakupu akcji przymierza się prezes.
Dziś ruszają zapisy w wezwaniu Introlu na 66 proc. akcji Energoaparatury zajmującej się pomiarami i automatyką, Spółka oferuje po 1,50 zł za papier. Wczoraj na zamknięciu sesji płacono za nie 1,51 zł.
— Wezwanie Introlu oceniamy jako próbę wejścia na dotąd nieobsługiwane rynki zbytu i próbę przejęcia kontroli nad Energoaparaturą. Spółka radzi sobie sama, sukcesywnie powiększa portfel i wykonuje coraz większe kontrakty — mówi Tomasz Michalik, prezes Energoaparatury.
Z jego informacji wynika, że spółka Jaro z Jaroszowa (woj. dolnośląskie), posiadająca 25,93 proc. akcji, nie zamierza odpowiedzieć na wezwanie Introlu. Drugim akcjonariuszem z ponad 5-procentowym pakietem jest Leszek Rejniak. Nie udało nam się z nim skontaktować.
Sam prezes Energoaparatury nie ma jej akcji, ale to ma się wkrótce zmienić.
— Zamierzam kupić akcje, bo to spółka o ogromnym potencjale, z perspektywami rozwoju — dodaje Tomasz Michalik.
Zapisy w wezwaniu Introlu potrwają do 12 czerwca. Firma zobowiązała się do kupna jeśli złożone zostaną zapisy na sprzedaż papierów dających co najmniej 50 proc. plus 1 głos na walnym zgromadzeniu akcjonariuszy.
Energoaparatura, która pokazała po I kwartale 10,45 mln zł przychodów i 399 tys. zysku netto, ma już 53 mln zł w tegorocznym portfelu zleceń. Na przyszły rok ma podpisane kontrakty na ponad 10 mln zł.
— Czekamy na rozstrzygnięcie wielu przetargów, których wartość opiewa na kwoty od 500 tys. zł do 10 mln zł — dodaje prezes Energoaparatury.
Obiecuje, że w II kwartale spółka również będzie mogła się pochwalić wynikami.