Brave Festival - ginący krwiobieg świata

Rozmawiała Anna Druś
opublikowano: 10-05-2014, 08:00

W zapomnianych miejscach świata istnieją takie rytuały, takie ceremonie i takie święta, które są fascynująco inne od wszystkiego, czym jesteśmy nasiąknięci w kulturze miejskiej, kulturze wysoko ucywilizowanej. Nie możemy wszyscy żyć Madonną i Michaelem Jacksonem – mówi Grzegorz Bral, dyrektor wrocławskiego Brave Festiwalu.

Już 4 lipca rozpocznie się we Wrocławiu 10. edycja Brave Festiwal - Przeciw Wypędzeniom z Kultury. To niezwykły maraton teatralno-muzyczno-happeningowy, przyciągający artystów i gości z całego świata. Tegoroczny temat "Święte ciało" zestawi obok siebie wirujących derwiszy, tancerki baletowe i tradycyjne tańce hinduskie.

Grzegorz Bral, aktor, reżyser, twórca i współzałożyciel razem z Anną Zubrzycki Teatru Pieśń Kozła we Wrocławiu, pomysłodawca i dyrektor Brave Festival – „Przeciw wypędzeniom z kultury” (FOT. mat.prasowe)
Grzegorz Bral, aktor, reżyser, twórca i współzałożyciel razem z Anną Zubrzycki Teatru Pieśń Kozła we Wrocławiu, pomysłodawca i dyrektor Brave Festival – „Przeciw wypędzeniom z kultury” (FOT. mat.prasowe)
None
None

O idei tego wydarzenia opowiada jego twórca, Grzegorz Bral.


„Puls Biznesu”: Skąd się wziął pomysł na festiwal? Podobno podczas podróży spotkał pan ludzi „wypędzonych z kultury” i wpadł na pomysł, żeby pokazać ich światu i ocalić od wykluczenia…
Grzegorz Bral, dyrektor wrocławskiego Brave Festiwalu: W skrócie – tak. Jestem związany z ruchem awangardy teatralnej w Polsce, dla której kluczową rzeczą było podróżowanie do mniejszości kulturowych i ludzi żyjących na marginesie kultury. Zaczęło się więc od wizyt w miejscach kompletnie przez Boga i ludzi zapomnianych. Od uświadomienia sobie, że istnieją w tych przestrzeniach takie rytuały, takie ceremonie i takie święta, które są fascynująco inne od wszystkiego, czym jesteśmy nasiąknięci w kulturze miejskiej, wysoko ucywilizowanej. Zorientowałem się, że istnieje taki krwiobieg na świecie, o którym bardzo mało wiemy. My, którzy jesteśmy ciągle podkarmiani kulturą kinowo-telewizyjną, strasznie mało orientujemy się w tym, że na metaforycznych obrzeżach świata istnieją kultury przechowujące pewną pamięć destylowaną przez setki albo tysiące pokoleń. Że o coś w tym chodzi. Że to nie jest tylko skansen, folklor, ale że w takich zdarzeniach zawarta jest np. medycyna, duchowość, umiejętność postrzegania społeczności jako integralnej całości, umiejętność demokratyzacji maleńkiego świata, w którym każdy ma swoją rolę. Tymczasem ogromna część tej izolowanej kultury jest  poddana straszliwym naciskom polityczno-ekonomicznym i skazana, jak rzadkie gatunki zwierzaków, na porażkę i zapomnienie.

Festiwal ma pomóc im nie wyginąć…
To może wizja nieco utopijna, ale tak – festiwal ma dać głos tym ludziom, którzy go nie mają, bo jest ich za mało albo nie są w polu naszych politycznych czy społecznych zainteresowań. Skupiamy się na zbiórce funduszy na edukację osieroconych dzieci w Tybecie, choć Tybet jest tylko punktem wyjścia. Takich Tybetów jest ta świecie dziesiątki tysięcy, tylko nie każdy ma swojego Dalajlamę, który mówi światu: „my też jesteśmy potrzebni”. Nie możemy wszyscy żyć Madonną i Michaelem Jacksonem.

Sabrida, hinduska ascetka, jest twarzą tegorocznej edycji Brave Festiwal (fot. Laurent Auxietre)Ci wykluczeni chcą o sobie opowiadać? Jak się do nich dociera i namawia do przyjazdu do Polski?
To bardzo skomplikowany proces. Jednych ludzi lepiej w ogóle nie wyciągać z ich środowiska naturalnego. Inni natomiast przy pomocy mediów i internetu już rozumieją, że komunikacja międzynarodowa jest silna i potężna, i sami garną się, żeby w niej o sobie mówić. Ja generalnie staram się wyciągać rękę raczej do takich ludzi, którzy już sami ze zrozumieniem i mądrością traktują własną kulturę. Bo nie tylko my mamy chcieć im pomóc, ale oni sami muszą dużo zrobić, aby swoją kulturę ocalić. To jest  kluczowe. Niezależnie zatem od tego, jak do nich docieram - samolotem, telefonem, rekomendacją jakiegoś profesora czy innej grupy – kluczowe dla mnie jest to, żeby sami chcieli o sobie mówić. Żeby już mieli poczucie sensu w swoim funkcjonowaniu.


Zdarza się, że nie czują tego sensu?
W małych wioskach i społecznościach ludzie często nie zdają sobie sprawy, jak bardzo procesy globalizacyjne są już potężne. Nawet jeśli myślą, że żyją na obrzeżach świata – już dawno na nich nie żyją i za chwilę zostaną wessani w jakieś potężne maszyny ekonomiczne czy rozwojowe. Jeśli sami nie zrozumieją, że powinni z nami współpracować – to będzie im bardzo ciężko i za jakiś czas zasilą bardzo już liczne obozy dla uchodźców, ludzi wykorzenionych z własnych miejsc. Światowe liczby są przerażające. Na 1,5 mld ludzi między 12 a 24 rokiem życia aż 1,2 mld nie ma w ogóle szansy na edukację. To jest społeczna i ekonomiczna bomba w przyszłości. Wiem, że oczywiście nie załatwię sprawy tak globalnie, ale mogę zrobić coś, by być sygnałem, że trzeba tym ludziom pomagać, choćby w dostępie do własnej – nie obcej – edukacji.


Festiwal odbędzie się już po raz dziesiąty. Może więc przynosi już jakieś efekty. Może już ocalił kogoś przed „wypędzeniem”?
Mogę powiedzieć tylko o rzeczach mikroskopijnych, bo jednak 10 lat w skali tak dużego i ambitnego projektu to jest bardzo mało. Zapoczątkować pewien proces jest po prostu bardzo trudno. Jeśli więc każdego roku możemy przekazać 20-30 tys. EUR na wykształcenie dla kilkudziesięciu dzieciaków w Tybecie – to jest już pierwszy podstawowy efekt. Jeśli mamy grupę 5 kobiet z plemienia Wagogo w Tanzanii, które z niewielkiego wynagrodzenia za udział w naszym festiwalu zbudowały w swojej wiosce dom kultury, i 5 plemion tanzańskich uczy się w nim teraz razem swoich tradycji – to kolejny efekt. Ponadto niektórzy „nasi” artyści zostali już podkupieni przez inne festiwale, więc zaczynają podróżować. Takich drobiazgów można wymieniać jeszcze sporo. Dwa lata temu gościliśmy grupę kobiet z Brazylii, które cierpiały w fawelach na depresję z powodu bezrobocia i fatalnych warunków życia. W tej swojej biedzie utworzyły  grupę śpiewaczek. My je znaleźliśmy, zaprosiliśmy do nas, i teraz one jeżdżą po świecie jako reprezentantki Brazylii i nurtu odnowy. Jeżdżą też po swoim kraju i pokazują filmy, namawiając do działań inne kobiety. Festiwal pomaga więc takim inicjatywom zmieniać ich lokalne środowiska.

Bębniarze z Burundii na ubiegłorocznej edycji Festiwalu (FOT. Joanna Stopa)

A ślad na polskiej społeczności uznawanej, według różnych stereotypów, za ciągle dość zamkniętą na innych?
Mogę powiedzieć o jednym fenomenie, który dokonuje się na naszych oczach dzięki temu festiwalowi – o fenomenie polskich rodzin goszczących dzieci przyjeżdżające na Brave Kids. Okazuje się, że duża część to rodziny dzietne, które bardzo chętnie jako rodzice zajmą się na kilka tygodni dzieckiem z innego kraju, nawet takim, z którym nie da się kompletnie porozumieć w jakimkolwiek języku. Mam w głowie rozmowy z nimi, gdzie ze łzami w oczach opowiadają, jak razem przez 3 tygodnie stworzyli międzynarodową rodzinę i teraz ciężko im się rozstawać. Niektóre odwiedzają dzieciaki potem w innych krajach, jak jedna z rodzin, która w tym roku pojechała do Indii by spotkać się w slumsach ze „swoimi” goszczonymi wcześniej dzieciakami. To potężne doświadczenia.
Wrocław jest teraz trudnym miejscem, miasto nie najlepiej radzi sobie z Romami, jest też dużo wyczuwanej na ulicy wrogości wobec innych. Tymczasem gdy jakiś czas temu podczas spotkania wszystkich dzieci biorących udział w Brave Kids rozmawialiśmy o tym, co nas różni, żadne dziecko – w tym polskie – nie wymieniło koloru skóry, który mnie, jako osobie dorosłej, pierwszy przyszedł do głowy. To może banalny przykład, ale utkwił mi w pamięci, bo okazało się, że ja również mogę być przykładem takiego polskiego stereotypu. 

Skąd w ogóle wzięła się idea projektu Brave Kids?
Zainspirował mnie przyjaciel, lekarz i lama tybetański dr Akong Tulku Rinpocze, który od 30 lat na brytyjskim paszporcie wracał co roku do Tybetu, by uczyć tam tysiące osieroconych i bezdomnych dzieci. Nie ukrywam, że zafascynowała mnie ta jego noblowska postawa. Zacząłem go pytać: „czemu akurat dzieciom tak pomagasz?”I odpowiedź była oczywista i zawstydzająca dla mnie: „bo to one po nas przejmą ten świat”. Wtedy zaproponował, bym zrobił spektakl z grupą bezdomnych dzieci z Nepalu, przygarniętych przez organizację ROKPA. Zrobiłem to – piękne doświadczenie. Więcej się od nich nauczyłem niż one ode mnie – mówię bez fałszywej skromności. Przecież jak ktoś się wychował na ulicy, to mimo,że jest jeszcze dzieckiem ma już w sobie ten rodzaj mądrości, której ja nie mam. Ten projekt jeździł potem po świecie — był we Włoszech, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii — i okazało się, że wszędzie ludzie byli poruszeni historią opowiadaną przez te dzieci. A one tylko przez muzykę i taniec opowiadały o własnym życiu. Dzieci, na które dotychczas świat patrzył z góry, omijał ich albo się ich bał – znalazły się teraz w sytuacji odwrotnej, gdzie występowały ładnie ubrane na scenie, a podziwiali ich na widowni ludzie wpływowi, dobrze sytuowani. Właśnie wtedy padła ze strony Akong Rinpocze kolejna propozycja, by podobne artystyczne projekty robić cyklicznie i dla dzieci z innych krajów. Z dziećmi robi się to fenomenalnie, bo one łatwiej się zaprzyjaźniają, nie ma tam interesów. Pierwsza edycja miała 3 grupy, następna 5, tegoroczna – 20. Naszym celem są dzieci osierocone, którym na 3 tygodnie chcemy stworzyć jedną światową rodzinę oraz dać im poczucie, że coś pięknego wypracowały. Panuje zasada, że to dzieci przygotowują spektakl, my im tylko pomagamy w tworzeniu spójnej całości.


Jak przygotowuje się taki spektakl? To jakaś fabuła czy raczej rodzaj różnokulturowego koncertu?
Spektakl jest dość luźnym kolażem różnych elementów różnych kultur, których dzieci uczą się wzajemnie od siebie, by wykonać je razem na scenie. Przy tej liczbie dzieci strategia jest prosta: dzielimy 120-osobową grupę na 4 mniejsze, mamy 2-3 liderów w każdym z miast. W tym roku to Warszawa, Wrocław, Wałbrzych i Puszczykowo pod Poznaniem. W nich przygotowywane są zręby pierwszego spektaklu. Dzieci z jednej kultury uczą jednego elementu tradycyjnego (wokalnego, tanecznego itd.) dzieci z innych kultur. Wspólny spektakl jest efektem wymieniania grup między sobą.


Kto potem, oprócz rodzin, zasiada najczęściej na widowni?
Zasiadają głównie rodziny, bo spektakle są dla nich pretekstem do prawdziwej eksplozji serdeczności, ale przyprowadzają też znajomych. To w ogóle piękne obserwować, jak kibicują swoim podopiecznym oraz jak inaczej od dorosłych dzieci podchodzą do swojej obecności na scenie. Dzieci wnoszą to, o czym my – dorośli – zapomnieliśmy: zgodę na własne porażki, pewną lekkość, brak perfekcjonizmu. Podczas jednej z edycji mieliśmy konferencję, gdzie za dużym prezydialnym stołem posadziliśmy 10 dzieci, na widowni – 50 dorosłych. Osoba prowadząca zadawała tym dzieciomm ekspertom podstawowe pytania: Co jest dla was ważne? Jak powinien być świat skonstruowany? I proszę sobie wyobrazić, że po 5 minutach odpowiedzi udzielanych przez dzieci wszyscy na widowni płakali. Zaskoczyła ich dziecięca mądrość. Okazało się bowiem, że  generalnie dzieci nie słuchamy. Nieustannie im coś narzucamy, a one ze swoją prostotą odbioru świata mają tak gigantyczną mądrość, że wręcz porażające jest to, jak daleko my — dorośli — od tego uciekliśmy. To jest właśnie o tym projekt – abyśmy jeszcze raz zaczęli słuchać dzieci.


Kim jest publiczność Brave Festiwalu?
Badamy to każdego roku i co roku ze zdumieniem odkrywamy, że to jest festiwal dla bardzo dorosłego widza. Mnie wydawało się wcześniej, że atrakcyjność i barwność takich nieznanych kultur może być ciekawa dla młodych ludzi. Ale nie, coś jest z nimi nie tak. Gdy robimy spotkanie klubowe i Czech gra muzykę punkrockową – klub jest pełen młodych ludzi. Jednak podczas spektakli przychodzi publiczność w wieku 35-40 lat i więcej lub tacy, którzy – niezależnie od wieku - mają potrzebę refleksji. Nasza widownia to raczej widzowie muzyki klasycznej. To dla mnie zdumiewające. Młody człowiek przychodzi dziś głównie po prosty entertainment, po zabawę, a my oferujemy jednak coś innego. Choć zabawy i tak nie brakuje. Jak podczas występu pieśniarki z Algierii, gdzie po kilku minutach cały teatr zaczyna z nią tańczyć. 


Do odbioru jest tu jednak potrzebna otwartość na inność…
…plus otwartość na refleksję i znaki zapytania. Ten festiwal mocno konfrontuje z drzemiącymi w nas stereotypami. Nawet mnie, mimo że dużo podróżuję, wiele rzeczy potrafi zaskoczyć. Jednak publiczność potrafi to docenić i oklaskiwać na stojąco muzyka, który grał jakieś dziwne dźwięki, przypominające szum trawy albo cykanie świerszczy. To wymaga wielkiej otwartości i odwagi.

W tym roku będą pierwszy raz konfrontacje pokazów uczestników?
Ponieważ temat tegoroczny – Święte ciało – jest dość otwarty, postanowiliśmy zestawić razem kompletnie różne światy. Będzie na przykład Ratna, klasyczna tancerka z Indii, i Melania Lomoff, francuska tancerka baletowa i choreograf, dzieci z zespołem Downa i kapłan woodoo Koffi Koko. Gdybyśmy mieli większy budżet, moglibyśmy pokazać naprawdę niezwykłe rzeczy

Z czego festiwal jest finansowany?
Głównym źródłem jest miasto Wrocław — daje 1,2 mln zł i resort kultury — daje 250 tys. zł. Brave Kids czasem pozyskują prywatnego sponsora, ale to nigdy nie są jakieś wielkie kwoty. Dzięki tym kwotom płacimy przede wszystkim za organizację przyjazdu i udział naszych gości. Nie jesteśmy komercyjnym festiwalem, który łatwo pokazać w telewizji. Cały dochód z biletów przekazujemy szwajcarskiej organizacji charytatywnej ROKPA, która organizuje edukację dla małych Tybetańczyków. Niezmiennie zaskakuje mnie to, że jakieś spektakle piosenki biesiadnej fantastycznie torują sobie drogę w telewizji, a taki projekt jak nasz z trudem.
Pewnie widz, podobnie jak młodzież, o której wcześniej pan mówił, dzięki telewizji woli się bawić.
Niestety. 

Film z ubiegłorocznej edycji Brave Festival





Zdrowy Biznes
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
×
Zdrowy Biznes
autor: Katarzyna Latek
Wysyłany nieregularnie
Katarzyna Latek
Bądź na bieżąco z informacjami dotyczącymi wpływu pandemii koronawirusa na biznes oraz programów pomocowych
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiała Anna Druś

Polecane