Brytyjski rytuał herbaciany spodobał się Polakom

Monika Witkowska
opublikowano: 2024-12-13 14:00

Popołudniowe spotkania przy filiżance herbaty stają się coraz popularniejsze w naszym kraju. Warto się wybrać do kawiarni lub luksusowego hotelu, by spróbować świeżo zaparzonej herbaty i skosztować wytrawnych i słodkich przekąsek podawanych w jej towarzystwie – tym bardziej że coraz więcej lokali ma ofercie afternoon tea.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Pracownicy branży gastronomicznej zauważyli tendencję do przenoszenia spotkań biznesowych z restauracji do kawiarń.

– Myślę, że dzieje się tak dlatego, że żyjemy coraz szybciej i mamy coraz mniej czasu na spotkania. Na afternoon tea wystarczy zarezerwować sobie godzinę, więc to doskonały pomysł na niezobowiązujące biznesowe lub towarzyskie spotkanie w miłej atmosferze – uważa Anna Knapczyk, dyrektor restauracji Belvedere & Belvedere Cafe.

Rytuał picia herbaty o godzinie 17, nazywany five o’clock lub afternoon tea, wywodzi się z Anglii. Wprowadziła go w 1840 r. księżna Anna Bedford. Jak głosi legenda, arystokratka nie była w stanie wytrzymać długiej przerwy między śniadaniem i podawanym dopiero o 20 obiadem. To ona prosiła kucharza, żeby około 17 przysyłał jej do pokoju chleb z masłem, ciasto i dzbanek herbaty. Pomysł spodobał się jej przyjaciołom, a nawet królowej Wiktorii. Wkrótce popołudniową filiżankę herbaty wypijano nie tylko na królewskim dworze, lecz także w całym kraju.

– Dziś jednak Brytyjczycy nie mają czasu na codzienne spotkania przy herbatce. Celebrują w ten sposób szczególne okazje, na przykład urodziny czy wizyty w Londynie. Tam z oferty afternoon tea można skorzystać w luksusowych hotelach, np. w Ritzu, i ekskluzywnym domu towarowym Harrods – mówi Dominik Jurasz, tea sommelier z firmy Taiwan Herbaty, który szkolił się w Wielkiej Brytanii.

Tylko nie z torebki

Podstawą afternoon tea jest dobra herbata. Jak wskazuje mistrz jej parzenia, do najpopularniejszych odmian podawanych po południu należą herbaty indyjskie – Assam, Darjeeling i mieszanka Earl Grey.

Goście warszawskich lokali oprócz klasycznych gatunków często wybierają też herbaty smakowe.

– Mamy do wyboru około 15 rodzajów herbat. Hitem w naszej kawiarni jest napar o smaku wiśni w rumie z mocno wyczuwalnym aromatem owoców i rumu. Są też miłośnicy tzw. zimowych herbatek. W chłodne dni często piją Rooibos – pomarańczowy grzaniec – nie tylko ze względu na jego niepowtarzalny smak, lecz także właściwości rozgrzewające – wylicza Anna Knapczyk.

W Hotelu Bristol, a Luxury Collection Hotel, Warsaw, w nowej odsłonie afternoon tea podawana jest kompozycja herbat Dammann Frères – francuskiej marki, której historia sięga 1825 r.

– Popularnością cieszy się zwłaszcza czarna herbata La Tour Eiffel z nutami wanilii, migdałów i róży. Ciekawy smak ma orzeźwiająca zielona herbata Sencha Fukamushicha Chiran z delikatnymi nutami warzyw. Dla miłośników herbat owocowych kuszącą propozycją może być Litchi – Citron Vert z hibiskusem, liczi i limonką – zachęca Tomasz Borucki, dyrektor gastronomii w Hotelu Bristol.

Chociaż rodzajów herbat jest wiele, jedno jest pewne – nie mogą to być herbaty z torebki.

– Dobrej jakości herbatę przyrządza się z młodych liści i pąków kwiatowych, które widoczne są w zalanym naparze. Jeśli zaparzamy herbatę w torebce, nie możemy być pewni, co zostało tam włożone – mówi Dominik Jurasz.

Herbata musi być nie tylko dobrej jakości, lecz także odpowiednio zaparzona.

– Są dwa style parzenia: wschodni i zachodni. W Azji wrzuca się listki herbaty do małej miseczki z pokrywką, nazywanej gaiwanem. Zalewane są wrzątkiem i krótko parzone. Następnie napar przelewa się do dzbanuszka lub małych czarek. Te same liście są kilkakrotnie zalewane wodą. Za każdym razem smak i aromat herbaty jest nieco inny. W Anglii podczas afternoon tea podaje się herbatę zaparzaną w stylu zachodnim, czyli w imbryczku z małym sitem i przelewaną do filiżanek – tłumaczy ekspert.

Taki sposób zaparzania był łatwiejszy. Mniejszą wagę przywiązywano do temperatury wody, którą zalewa się herbatę, czy czasu jej parzenia. Przygotowany w ten sposób napar nie zawsze jednak smakował doskonale. Stąd wziął się pomysł dodatków do napoju w postaci mleka, cukru czy cytryny.

– Anglicy uwielbiają pić herbatę z dodatkiem mleka. Decyzja, czy najpierw wlewać do filiżanki mleko czy napar herbaciany, budzi tam niekończące się spory. Wiadomo jednak, że w rodzinie królewskiej najpierw do filiżanki wlewa się herbatę, a potem mleko. Ten sposób uznawany jest za bardziej elegancki – mówi mistrz parzenia herbaty.

Okazuje się również, że na smak herbaty wpływa też jakość wody.

– Przygotowując herbatę, korzystamy wyłącznie z krystalicznej wody. Zapewnia to niepowtarzalny smak naszym mieszankom – mówi Anna Knapczyk.

Na słodko i słono

Angielska tradycja nakazuje, żeby do herbaty podawać drobne przekąski. Napój powinien się znajdować w porcelanowych filiżankach, a kanapki i ciasteczka na piętrowej paterze zwanej również etażerką.

– Klasyczne angielskie menu afternoon tea to kanapki z chleba tostowego z obciętą skórką pokrojone na małe, wygodne do zjedzenia kawałki. Znajdziemy na nich wędzonego łososia, kremowy serek, zielony ogórek, pastę jajeczną, szynkę i musztardę – mówi tea sommelier.

Nie powinno też zabraknąć czegoś słodkiego. Brytyjskim przysmakiem są małe bułeczki, tzw. scones, z mąki, masła, mleka i proszku do pieczenia, niekiedy z dodatkiem suszonych owoców. Najlepiej smakują na ciepło posmarowanie masłem, z dodatkiem dżemu lub gęstej śmietany.

Ten przysmak znajdziemy również w polskich kawiarniach. Natomiast lista wytrawnych przekąsek w każdym lokalu jest inna.

– Nasze menu różni się od tradycyjnej brytyjskiej oferty, bo uważam, że Polacy mają inne przyzwyczajenia kulinarne. Oferujemy wykwintniejsze przekąski niż tost z ogórkiem – mówi Tomasz Borucki.

Więcej też jest sezonowych dań przygotowywanych z produktów, z których słynie polska kuchnia. Podczas afternoon tea w Barze Kolumnowym Hotelu Bristol można skosztować m.in. kanapek z wędzonym pstrągiem i kawiorem, sałatki z raków z jajkiem przepiórczym, pasztecików z delikatnego drożdżowego ciasta z nadzieniem z duszonej kaczki czy tatara z pieczonego buraka z wędzoną śliwką. Większy jest również wybór słodkich przekąsek. Oprócz klasycznych brytyjskich ciasteczek scones podawanych tu z kremem cytrynowym, konfiturą i śmietanką znajdziemy migdałowe ciasteczka z malinami, mus pistacjowy czy kawałek tortu.

Autorską wersję przekąsek podawanych podczas afternoon tea ma też Belvedere Cafe.

– Nasze menu jest powiązane z polską tradycją i kulturą. Mamy waniliowy deser o nazwie Bursztyn, bo Polska słynie z bursztynu. Pyszny jest też mus karmelowy Syrenka odwołujący się do herbu Warszawy. Z kolei mus kokosowy Fangor to homage dla Wojciecha Fangora, jednego z najbardziej znanych na świecie polskich artystów – wymienia Anna Knapczyk.

Na rytuał afternoon tea warto zarezerwować sobie co najmniej godzinę. Nie musi to być 17. Można przyjść wcześniej lub później, jak komu pasuje. Jak mówią stali bywalcy, wspólne jedzenie i rytuał parzenia dobieranej indywidualnie herbaty stwarza dobrą aurę dla biznesowych i towarzyskich spotkań. Pozwala też na chwilę relaksu w zabieganym dniu.