Budżet na 2001 rok nie zależy od UMTS

Cezary Koprowicz
opublikowano: 15-11-2000, 00:00

BUDŻET NA 2001 ROK NIE ZALEŻY OD UMTS

Rząd nie uwzględnia 7 mld zł wpływów z przetargu na telefonię trzeciej generacji

Brak wpływów z UMTS wcale nie musi zachwiać przyszłorocznym budżetem i powiększyć deficytu ekonomicznego, który rząd chce zachować na nienaruszalnym poziomie 1,6 proc. PKB. Zdaniem ekonomistów, z uwzględnieniem 7 mld zł z przetargu na telefonię trzeciej generacji można poczekać do końca roku.

Prace nad ustawą trwały w nocy z wtorku na środę. Planowane na wtorkowe przedpołudnie posiedzenie rządu w sprawie budżetu przełożono na godz. 21.00. Projekt budżetu musi się znaleźć w Sejmie dziś do północy. Wcześniej Rada Ministrów dyskutowała nad podniesieniem składki na ubezpieczenia zdrowotne. Według ministra zdrowia Grzegorza Opali, składka wzrośnie z 7,5 proc. do 7,75 proc., czego efektem będzie dodatkowe 800 mln zł na służbę zdrowia.

Nie ma problemu UMTS

Według Bogusława Grabowskiego z Rady Polityki Pieniężnej, wpływy z przetargu UMTS nie muszą być umieszczone w projekcie tego budżetu. Ich brak, a chodzi o kwotę 7 mld zł, nie powiększy deficytu ekonomicznego.

— Jeśli nie będzie wpływów z przetargu na UMTS, to oczywiście deficyt budżetu państwa będzie wyższy, ale nie zmieni się deficyt ekonomiczny. Będzie za to dodatkowa emisja papierów skarbu państwa i być może trzeba będzie płacić wyższe odsetki od długu. Brak wpływów z UMTS nie sprawi, że budżet się zawali — twierdzi Bogusław Grabowski.

— Bez względu na wysokość wpływów ze sprzedaży licencji na UMTS, wysokość deficytu ekonomicznego się nie zmieni — potwierdza Aleksandra Gieros, rzecznik ministra finansów.

Zdaniem ekonomistów, można na razie nie wpisywać do projektu budżetu wpływów z UMTS i powiększyć deficyt budżetowy. Jeśli już dojdzie do przetargu, minister finansów może przesłać do Sejmu przed końcem roku autopoprawkę powiększającą dochody i zmniejszającą deficyt.

Jeśli z kolei posłowie sami dopiszą wpływy z UMTS, to deficyt budżetowy się nie zmniejszy, gdyż Sejm nie może go zmieniać. Wówczas w przyszłorocznym budżecie wpływy z UMTS mogą zostać skonsumowane, bo parlamentarzyści automatycznie zwiększą wydatki.

— To ryzykowne przedsięwzięcie. W przypadku, gdy pod koniec roku wpływy z UMTS pojawią się w budżecie, to zaistnieje pokusa rozluźnienia wydatków — mówi Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku.

Czasu coraz mniej

Wątpliwości, czy uda się przyjąć budżet we wtorek, pojawiły się zanim jeszcze doszło do jego omawiania. We wtorek rano Jerzy Kropiwnicki, szef Rządowego Centrum Studiów Strategicznych twierdził, że rząd może nie przyjąć projektu i zrobi to dopiero w środę rano.

— Cały czas są poszukiwane środki, by nie przekroczyć założonego przez ministra finansów deficytu — mówił Jerzy Kropiwnicki przed posiedzeniem.

Posłowie uważają, że czasu jest coraz mniej i prace nad budżetem należy przyspieszyć.

— Marszałek Sejmu ma możliwość zwołania nadzwyczajnego posiedzenia w ciągu tygodnia od wpłynięciu projektu do parlamentu. Czasu pozostało niewiele. Na jego miejscu już bym to zrobił. Prace nad ustawą mogą już się zacząć zaraz po 20 listopada — mówi poseł Stanisław Kracik (UW) z Sejmowej Komisji Finansów Publicznych.

Większość wskaźników makroekonomicznych ujętych w projekcie budżetu jest już znana z wypowiedzi Jerzego Kropiwnickiego i szefa Sejmowej Komisji Finansów Publicznych Mirosława Sekuły. PKB w przyszłym roku ma wzrosnąć o 5,1 proc., inflacja wyniesie 7,2 proc. Deficyt ekonomiczny pozostanie na nie zmienionym od lipca poziomie 1,6 proc. PKB.

Według Mirosława Sekuły, w budżecie zaplanowano wyższe o 10,7 mld zł wydatki na ubezpieczenia społeczne, z czego 6 mld zł ma pochłonąć waloryzacja emerytur i rent. Warunkiem częściowego zniwelowania szacowanej na około 7 mld zł luki budżetowej jest przyjęcie przez Sejm szeregu tzw. ustaw okołobudżetowych, czyli nowelizacji ustawy o VAT, nowelizacji Karty Nauczyciela, opóźniającej podwyżki.

Obawy o maskowanie

Nie wszyscy uważają, że deklarowany poziom deficytu ekonomicznego jest możliwy do zrealizowania. W komentarzu BNP Paribas napisał, że konstrukcja polskiego budżetu umożliwia ukrywanie niektórych wydatków albo ich maskowanie. Bank podał, że wydatki na służbę zdrowia nie są wymienione w budżecie, PKP uzyska państwowe gwarancje na emisję do 3,9 mld zł obligacji, niewykluczona jest też pomoc rządu dla Daewoo. Według BNP Paribas, w projekcie budżetu na przyszły rok znalazł się zawyżony wskaźnik wzrostu PKB — 5,1 proc. Wcześniej obawy co do utrzymania w przyszłym roku tempa wzrostu gospodarczego wyrażali analitycy BRE Banku.

Problem z deficytem

Lehman Brothers napisał, że dotrzymanie założeń przyjętych w budżecie wymagać będzie uchwalenia licznych ustaw, co nie jest pewne. Ustawy te przewidują zmniejszenie wydatków państwowych i wzrost dochodów dla budżetu. Cięcia wydatków sięgające 7 mld zł nie są jednak popularne. Także wątpliwości co do nowych stawek VAT nie zostaną rozwiązane przed przedłożeniem projektu budżetu Sejmowi.

Według tego banku, rzeczywisty poziom deficytu będzie o 0,7 proc. PKB wyższy od wskaźnika przyjętego w projekcie.

— Nie ulega wątpliwości, że to, czy przekroczenie deficytu zostanie ujawnione już teraz w postaci wyższego wskaźnika deficytu, czy wyjdzie na jaw stopniowo w przyszłym roku, będzie miało wpływ na rynki — komentują analitycy Lehman Brothers.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Cezary Koprowicz

Polecane