Chińczycy dali nadzieję mleczarzom

Zwiększone zakupy giganta pomogły na razie głównie... statystykom. To jednak pierwsza dobra wiadomość od dawna. Producenci z cenowego dołka wyglądają odbicia.

Kilkanaście ostatnich miesięcy było bardzo chudych dla mleczarstwa. Ceny zmniejszyły się o kilkadziesiąt procent, a zlikwidowany w kwietniu zeszłego roku unijny system kwotowania — wbrew oczekiwaniom — nie pozwolił producentom złapać wiatru w żagle. Od stycznia, żeby im pomóc, uruchomiono interwencyjny skup masła i mleka w proszku, który będzie prowadzony do końca września.

Mleka, będącego towarem globalnym, wyprodukowano na świecie za dużo, zwłaszcza że najbardziej obiecujący odbiorca, czyli Chiny, znacznie ograniczył zakupy (zdaniem niektórych, celowo — w oczekiwaniu na jeszcze niższą cenę). Ze styczniowych statystyk wynika, że chiński problem minął — Państwo Środka znacząco zwiększyło import wszystkich głównych kategorii produktów mleczarskich (patrz wykres).

Coś drgnęło...

— To pierwsza dobra wiadomość od wielu miesięcy. Na rynku było słychać, że Chińczycy nie kupują, tylko zużywają zapasy, więc być może właśnie się im skończyły— mówi Edward Bajko, prezes Spomleku.

— Coś delikatnie drgnęło, ale nie nazwałbym tego symptomem odbicia — dodaje Andrzej Grabowski, współwłaściciel Polmleku. Paweł Wyrzykowski, analityk banku BGŻ BNP Paribas, przyznaje, że styczniowa dynamika chińskiego importu jest bardzo wysoka, ale jest za wcześnie, by odtrąbić sukces.

— Styczniowy duży import z Nowej Zelandii odbył się po obniżonych stawkach celnych w ramach limitu przyznanego na cały 2016 r., który został tym samym prawie całkowicie wykorzystany. Na razie te dane miały bardzo niewielkie przełożenie na ceny światowe, które drgnęły na ostatniej aukcji Global Dairy Trade, ale zaledwie o 1,5 proc. — twierdzi analityk. Zdaniem Edwarda Bajki, takie wahnięcia są częste, więc nie należy ich wiązać z aktywnością chińskich importerów.

— Niestety na razie nie widać wpływu Chin na nasz rynek. Cena mleka w proszku zeszła poniżej stawki interwencyjnej w transakcjach spotowych, co świadczy o tym, że nie ma już żadnego hamulca, który trzymałby rynek. Po co sprzedawać taniej, skoro jest opcja uzyskania lepszej stawki w skupie interwencyjnym — mówi szef Spomleku.

— Interwencyjny skup nic na razie nie daje. Korzystamy z niego, ale rynek wciąż nie jest rozładowany. Podpisaliśmy umowy na najbliższe pół roku po dzisiejszych bardzo niskich cenach, bo ważna jest dla nas pewność sprzedaży towaru. Oczywiście, jeśli ceny wzrosną, możemy na tym stracić, ale równie dobrze mogą spaść jeszcze mocniej — dodaje Andrzej Grabowski.

…ale lepiej być ostrożnym

Współwłaściciel Polmleku widzi też plusy mleczarskiego kryzysu.

— Podczas boomu inwestują wszyscy, więc też ceny wielu usług, w tym budowlanych, są wysokie. Dzięki obecnej sytuacji udało nam się obniżyć koszty budowy linii produkcyjnych laktozy i serwatki w proszku — twierdzi Andrzej Grabowski. Produkcja rusza w marcu, ale zaplanowano pracę na połowę mocy.

— W obecnej sytuacji nie jesteśmy pewni popytu, więc zaczynamy ostrożnie — zastrzega współwłaściciel Polmleku. Na zwiększone chińskie zakupy w styczniu załapali się też Polacy. BGŻ BNP Paribas podaje, że w styczniu nasz eksport mleka UHT do Chin zwiększył się 7,6-krotnie do 2 tys. ton.

— Jednocześnie w Polsce w styczniu skup mleka był o 7,6 proc. większa niż w analogicznym okresie przed rokiem, co może wywierać dalszą presję na obniżkę cen — mówi Paweł Wyrzykowski, analityk banku BGŻ BNP Paribas. Edward Bajko tłumaczy, że rolnicy chcą nadrobić niższą cenę mleka większą skalą, stąd widoczne w skupie zwiększenie produkcji. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Chińczycy dali nadzieję mleczarzom