Czytasz dzięki

Chiński orzech do zgryzienia

opublikowano: 11-05-2020, 22:00

Antychińskie nastroje w UE i USA wzbudziły nadzieję na przeniesienie części fabryk zza muru do Polski. Eksperci studzą emocje: nawet jeśli to nastąpi, nie będzie masowe.

Trwająca na całym świecie pandemia koronawirusa sprawia, że odpowiedzi wymaga coraz więcej trudnych pytań o przyszłość globalnego łańcucha dostaw i w ogóle globalizacji. W razie nagłej potrzeby zakupu środków ochrony osobistej nawet największe gospodarki świata, jak Wielka Brytania, Francja i Niemcy, są zależne od dobrej woli krajów dalekiej Azji, gdzie odbywa się produkcja. Zmusza to liderów państw całego szeroko rozumianego Zachodu do przemyślenia kierunków rozwoju światowej gospodarki. U źródła tej refleksji leży zachowanie Chin, kraju pochodzenia wirusa. Budzi ono kontrowersje wśród polityków, analityków i części społeczeństwa zaangażowanego w walkę o prawa człowieka. Najważniejsze pytanie brzmi: czy pandemia zmieni podejście do współpracy z Państwem Środka, czy też wszystko wróci do normy sprzed kryzysu.

Wszystko wskazuje na to, że Donald Trump, prezydent USA,
wykorzysta pandemię do zaostrzenia retoryki wobec Chin, których prezydentem
jest Xi Jinping, co może pogorszyć napięte stosunki handlowe.
Zobacz więcej

WOJNA MOCARSTW TRWA:

Wszystko wskazuje na to, że Donald Trump, prezydent USA, wykorzysta pandemię do zaostrzenia retoryki wobec Chin, których prezydentem jest Xi Jinping, co może pogorszyć napięte stosunki handlowe. Fot. Bloomberg

ChRL na cenzurowanym

Kilka dni temu agencja Reuters dotarła do poufnego raportu chińskiej agencji wywiadu (Chiński Instytut Współczesnych Stosunków Międzynarododowych — CICIR). Eksperci zza muru ostrzegali w nim przed rosnącą wrogością Zachodu wobec Chin, wynikającą ze sposobu „zarządzania” pandemią. Ich zdaniem Państwo Środka mierzy się właśnie z największą falą antychińskich nastrojów od czasu masakry na placu Tiananmen 4 czerwca 1989 r., gdy czołgi rozjeżdżały protestujących studentów. Marcin Przychodniak, analityk ds. Chin w Polskim Instytucie Stosunków Międzynarodowych, podkreśla jednak, że wrogość dotyczy przede wszystkim decydentów i ekspertów, bo społeczeństwa UE i USA wolą za niepowodzenia w walce z pandemią winić swoje władze i Unię Europejską.

— Cytowany przez Reutersa raport CICIR opisywał raczej podejście władz i ekspertów niż obywateli państw zachodnich. Niektóre badania opinii publicznej, m.in. we Włoszech czy na Słowacji, dowodzą, że poprawiło się nastawienie do Chin, np. w porównaniu do sympatii wobec UE. To efekt zarówno chińskiej akcji sprzedaży materiałów medycznych, jak też prowadzonej przez władze ChRL dezinformacji w odniesieniu do ich działań w pierwszych tygodniach epidemii. W ten sposób Chiny chcą uniknąć dyskusji na temat wydarzeń w Wuhan i prowincji Hubei w grudniu 2019 r. i na początku stycznia 2020 r. Myślę, że zmiana nastrojów wobec Chin w aparacie władzy w krajach Zachodu będzie stosunkowo trwała, ale mniej trwała wśród obywateli, którzy winnych kryzysu gospodarczego w UE będą szukać raczej wśród unijnych instytucji. To z kolei może wzmocnić zainteresowanie rządzących w UE, USA i Wielkiej Brytanii przeprowadzeniem dochodzenia w sprawie rozprzestrzeniania się wirusa i ewentualnej odpowiedzialności ChRL. Od jego podjęcia i wyników będą zależały sympatie i antypatie Zachodu — uważa ekspert PISM.

Protekcjonizm na ratunek?

Widać już pierwsze działania, które można uznać za antychińskie — Emmanuel Macron, prezydent Francji, w wywiadzie dla „Financial Timesa” wprost sugerował, że dla przyszłości multilateralizmu kluczowa jest rewizja podejścia do globalizacji, szczególnie w zakresie strategicznych branż. W tym samym czasie Margrethe Vestager, komisarz Unii Europejskiej ds. konkurencji, nawoływała kraje członkowskie do kupowania udziałów w spółkach giełdowych dotkniętych zniżkami kursu, by zablokować ich przejęcie przez Chiny.

fb545d1e-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Ekonomia na dzień dobry
Newsletter autorski Marcela Lesika
ZAPISZ MNIE
Ekonomia na dzień dobry
autor: Marcel Lesik
Wysyłany raz w tygodniu
Marcel Lesik
Autorski newsletter poświęcony światowej ekonomii: analizy, prognozy, badanie trendów i sprawdzanie faktów.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

Niemiecki rząd przyjął projekt nowelizacji ustawy o stosunkach gospodarczych z zagranicą, w którym chce istotnie poszerzyć swoje kompetencje w zakresie utrudniania obcym inwestoromprzejmowania kontroli nad krajowymi koncernami. Podobny projekt rozpatruje także polski rząd. Podejście do globalizacji zmieniają nie tylko rządy, ale też przedsiębiorstwa. Jakub Sawulski, ekonomista Polskiego Instytutu Ekonomicznego (PIE) i wykładowca Szkoły Głównej Handlowej, zauważa, że kryzys może wpłynąć na koszty ryzyka uwzględniane przez firmy przy podejmowaniu strategicznych decyzji.

— Wycena ryzyka związanego z bezpieczeństwem dostaw zapewne wzrośnie i być może stanie się istotną częścią kosztów produkcji dóbr za granicą. Na tyle istotną, że firmy będą ściągały łańcuchy dostaw bliżej głównych państw, w których operują — zaznacza ekspert PIE.

Jednym z krajów, który mógłby na tym skorzystać, jest Polska, o czym wspomina Paweł Bukowski, ekonomista London School of Economics (LSE).

— Firmy mogą chcieć się ubezpieczyć na przyszłość i przenieść z powrotem produkcję kluczowych komponentów. Będąc w podobnym miejscu co Chiny w globalnym łańcuchu dostaw, ale jednak znacznie bliżej geograficznie i kulturowo, nasza gospodarka może stać się bezpieczniejszą i efektywniejszą opcją dla zachodnich producentów — podkreśla ekspert LSE.

Polityka vs ekonomia

Marcin Przychodniak uważa, że nawet jeśli firmy będą przenosić produkcję z Azji, skala tego zjawiska będzie relatywnie mała. Przyznaje jednak, że istnieje polityczna presja na realizację takiego scenariusza.

— Nie jest to łatwy ani tani proces, więc raczej nie będzie masowy. Czynnik polityczny będzie odgrywał sporą rolę — rządy, m.in. państw unijnych, będą chciały udowodnić obywatelom, że starają się zapobiec problemom, jakich doświadczyli w styczniu, lutym i marcu. UE i państwa członkowskie mogą zachęcać (m.in. poprzez ulgi podatkowe) do lokowania w Europie produkcji w strategicznych sektorach, np. medycznym. W ChRL natomiast rywalizują dwie tendencje: mniej popularna — dążenia do współpracy z UE w celu zapobiegania spadkowi chińskiego eksportu i wycofywaniu się firm europejskich oraz bardziej popularna — rozwijania własnego potencjału w ramach stopniowego „odłączania się” od gospodarki międzynarodowej dzięki możliwościom rynku wewnętrznego. Druga koncepcja wciąż jednak ma duże ograniczenia — Chinom trudno zastąpić importowane produkty. Wojciech Stępień, ekonomista BNP Paribas, uważa, że odwrócenie wieloletniego trendu globalizacji jest niemożliwe.

— Dzisiejsza retoryka UE, Wielkiej Brytanii czy Niemiec wobec Chin jest tymczasowa i nie zwiastuje trwałych zmian w obecnym systemie. Koszty przenoszenia łańcuchów dostaw z Azji do Europy byłyby ogromne i niewspółmierne do ewentualnych korzyści. Nie liczyłbym więc na przenoszenie fabryk, np. z Chin do Polski. Możliwe jednak, że Donald Trump wykorzysta obecny kryzys w kampanii wyborczej i jeszcze bardziej zaogni handlowy konflikt z Państwem Środka — uważa analityk banku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Lesik

Polecane