Taki scenariusz zaczął się już pojawiać w prognozach banków inwestycyjnych. Goldman Sachs spodziewa się, że na dwóch najbliższych posiedzeniach w czerwcu i lipcu podwyżek po 75 punktów bazowych. Rynek obecnie wycenia wzrost stóp procentowych o 200 punktów bazowych w perspektywie do września i możliwość potrójnej podwyżki stóp. W przyszłym roku poziom stóp procentowych w USA ma natomiast osiągnąć poziom 4%. Wróćmy na chwilę jednak do jutrzejszej decyzji i możliwości podwyżki o 75 punktów bazowych. Przeprowadzenie takiego ruchu stałoby w zdecydowanej sprzeczności z większością komentarzy, jakie pojawiły się z Rezerwy Federalnej w ostatnim czasie. Dokonując takiego ruchu, Fed mógłby zaburzyć świetną dotychczas komunikację z rynkiem. Decyzja taka mogłaby, zatem wprowadzić więcej złego niż dobrego, a przed przyspieszeniem tempa cyklu podwyżek należałoby to dobrze zakomunikować. Dotychczas przedstawiciele FOMC opowiadali się za dwoma podwyżkami o 50 punktów bazowych. Decyzja tej skali mogłaby jutro spowodować na rynku powiew ulgi. Z rynkowego punktu widzenia kluczowa będzie jednak dalsza komunikacja FOMC i wydźwięk najnowszych prognoz makroekonomicznych poszczególnych członków Komitetu. Dziś notowania kontraktów terminowych na amerykański indeksy odrabiają część strat, a S&P 500 próbuje wrócić w okolice 3800 pkt. Na starcie sesji na Starym Kontynencie niemiecki Dax zachowuje się płasko i pozostaje w rejonie 13500 pkt. Jemu dodatkowo przeszkadzają korygujące się dziś kotowania eurodolara i odbicie głównej pary walutowej z wieloletnich minimów na 1.04.
Spadek notowań ropy nie potrwał długo, a baryłka WTI wraca dziś w okolice 122 USD. Obawy związane z graniczeniem podaży przeważają, zatem nad ryzykiem znaczącego spowolnienia koniunktury gospodarczej. Złoto zaliczyło natomiast wczoraj solidne tąpnięcie po piątkowych wzrostach, a jedna uncja wyceniana jest obecnie poniżej 1830 USD. Widać, że rynek wrócił po dodatniej korelacji z eurodolarem, a perspektywa wyższych stóp na świecie powinna ciążyć jego notowaniom.
Dziś uwaga rynków skupiać się będzie na inflacji PPI w USA, która w normalnych czasach nie przykuwałaby większego zainteresowania. Obecnie jednak silniejszy wzrost cen producentów wcześniej czy później finalnie przekładany będzie na finalnego konsumenta.
