Czerwona Planeta dostępna online

opublikowano: 21-02-2021, 20:00

Od weekendu świat fascynują obrazy z Marsa – docierające z poślizgiem 11 minut i 22 sekund – po perfekcyjnym wylądowaniu łazika Perseverance (Wytrwałość).

NASA wybrała nazwę łazika Perseverance (Wytrwałość), symbolizującą podejmowanie od 60 lat przez trzecią planetę Słońca wielu – często nieudanych – prób badania czwartej. Fot. NASA

Prawdziwym bajerem będzie start drona Ingenuity (Pomysłowość), który w kilku 90-sekundowych lotach ma sprawdzić siłę nośną marsjańskiej atmosfery. Cała wyprawa potwierdza systematyczny postęp sektora IT. Łazik będzie zwiedzał Czerwoną Planetę co najmniej dwa lata. Następny etap badania Marsa to poderwanie się lądownika ku Ziemi i sprowadzenie próbki gruntu, no a później już człowiek... Optymistyczny horyzont czasowy takiej wyprawy już za kilkanaście lat można jednak włożyć między bajki. Stanley Kubrick kręcąc w 1968 r. „Odyseję kosmiczną 2001” postawił tezę, że na powitanie XXI wieku mieszkańcy naszej trzeciej planety układu słonecznego wybiorą się nie na czwartego Marsa, lecz od razu na piątego Jowisza. Twórcy fantastyki wolno wszystko, ale jednak ciut przesadził.

Do niedawna wyższość osobistej bytności nad jedynie zdalnym odbiorem transmisji skądś tam była tzw. oczywistą oczywistością. Dotyczyło to zarówno dotarcia ludzkości na Księżyc, jak też naszych spraw na ziemskim padole – pracy, spotkań, imprez, podróży, wypoczynku etc. Od roku pandemia COVID-19 przeniosła jednak całe obszary do trybu online. Wychodzi „prawie” na to samo, chociaż stanowi ogromną różnicę. Od piątku jednak prawie jeździmy łazikiem po Marsie i prawie wzbijemy się tam dronem. Na ekranie przecież niewiele się to różni od telekonferencji zawodowych czy towarzyskich. W realu marsjański sukces ma natomiast ogromne znaczenie dla NASA (National Aeronautics and Space Administration). Trzy lata temu zwiedziłem kosmodrom im. Johna Fitzgeralda Kennedy’ego na przylądku Canaveral i nabrałem tam przekonania, że NASA jest już instytucją muzealną, która się zwija. Centrum na Florydzie żyło przeszłością, czyli chwałą zdobycia Księżyca oraz zamkniętym już programem promów kosmicznych. Można było zrobić sobie fotkę przy leżącej najpotężniejszej w dziejach rakiecie Saturn V, i to prawdziwej, przeznaczonej dla wyprawy Apollo 18, która już nie poleciała. Owa potęga sprzed pół wieku miała udźwig pięć razy większy od Falcon Heavy, współcześnie używanej przez prywatne konsorcjum SpaceX, ale co z tego. Marsjańskim sukcesem NASA potwierdziła jednak utrzymywanie globalnego prymatu, chociaż utrwala się jej kompleks nieposiadania transportera docierającego na międzynarodową stację kosmiczną.

Budżet USA wydał na zabawkę, którą od piątku cieszy się online internetowa część ludzkości, mniej więcej 2 mld USD. Kwota sama w sobie ogromna, ale w zestawieniu z budżetem wojskowym USA to nawet nie 0,4 proc. wydatków rocznych. Znalazłem w sieci zupełnie inne, ciekawe i kreatywne odniesienie do… naszego budżetu. Otóż Polska mogłaby sfinansować marsjańską wyprawę, rzecz jasna z doskonałym polskim łazikiem, bez uszczerbku dla jakichkolwiek programów społecznych, inwestycyjnych etc. Wystarczyłoby, że władcy przez pięć lat wstrzymają rzucanie po blisko 2 mld zł rocznie na skrajnie upartyjnioną propagandę TVP…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane