Czesi mają już ujemną inflację. Polska jest blisko

Wiktor Krzyżanowski
11-02-2003, 00:00

Inflacja w Czechach spadła poniżej zera! Ekonomiści uspokajają, że to jeszcze nie deflacja. Ich zdaniem, na razie ani Czechom, ani Polsce długotrwały spadek cen nie grozi.

Mimo że w styczniu ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły w Czechach o 0,6 proc., w stosunku rocznym inflacja spadła poniżej zera — do minus 0,4 proc.

Sytuacja w Czechach jest podobna do tej, którą mamy w Polsce: słaby popyt wewnętrzny, nadwyżka podaży żywności, brak szoków zewnętrznych, mocna waluta. W takich warunkach ceny rosną bardzo wolno.

Ekonomiści uspokajają — czeska gospodarka nie stanęła jeszcze przed poważnym dylematem. Bowiem spadek inflacji poniżej zera nie jest jeszcze deflacją — zjawiskiem negatywnym

— Na razie niebezpieczeństwa nie ma. Oczekujemy, że wskaźnik inflacji w Czechach będzie ujemny najwyżej przez trzy miesiące, a potem wzrośnie powyżej zera — uważa Yousef Ghazi-Tabatabai, ekonomista Morgan Stanley.

Ujemna wartość inflacji w Czechach rodzi pytania o zagrożenia dla polskiej gospodarki. Ekonomiści często podkreślają, że sytuacja w naszych krajach jest podobna. Czy grozi nam deflacja — to pytanie pojawiło się już, gdy inflacja w Polsce spadła poniżej 1 proc. Gdy analitycy prognozują, że w styczniu wskaźnik nie przekroczył 0,5 proc. w stosunku rocznym, pytanie staje się coraz bardziej aktualne.

— Deflacja to trwały spadek ogólnego poziomu cen. Podkreślam trwałość tego procesu, gdyż deflacją jest zjawisko o co najmniej średniookresowym horyzoncie, a nie krótkotrwały spadek inflacji poniżej zera. O deflacji można mówić w Japonii, gdzie spadek ogólnego poziomu cen następuje od początku 1999 r. Trudno jednak deflacją nazwać sytuację na Ukrainie, Litwie czy ostatnio w Czechach — tłumaczy Grzegorz Maliszewski, ekonomista z Banku Millennium, który opracował studium prawdopodobieństwa wystąpienia w Polsce zjawiska deflacji.

Deflacja jest zjawiskiem negatywnym, bo wywiera niekorzystny wpływ na koniunkturę — utrzymująca się przez dłuższy czas osłabia popyt krajowy, prowadzi do spadku produkcji i w rezultacie tempa wzrostu PKB. Oczekiwany spadek ogólnego poziomu cen skłania do powstrzymywania się od dokonywania wydatków konsumpcyjnych i inwestycyjnych. Gospodarstwa domowe wierząc, że w przyszłości ceny dóbr będą niższe, odkładają konsumpcję na późniejszy okres. Przedsiębiorstwa natomiast obawiając się, iż koszty bieżącej produkcji będą wyższe od wpływów ze sprzedaży, skłonne są do ograniczania nakładów inwestycyjnych.

Jednym z argumentów, wskazujących na możliwość pojawienia się w Polsce deflacji, jest notowana od sierpnia ujemna roczna dynamika podaży pieniądza.

— Opierając się na monetarnej teorii inflacji, zakładającej występowanie w długim okresie dodatniej zależności między inflacją a nominalną ilością pieniądza, można by oczekiwać, że w ślad za spadkiem podaży pieniądza również dynamika poziomu cen przyjmie wartości ujemne — zastanawia się Grzegorz Maliszewski.

Od razu jednak odpowiada, że nie. Dlatego, że — po pierwsze — malejąca dynamika podaży pieniądza jest głównie wynikiem topniejących depozytów gospodarstw domowych. Jest to rezultat spadku atrakcyjności lokat bankowych.

— Nastąpiło przesunięcie oszczędności w kierunku bardziej atrakcyjnych form, takich jak jednostki funduszy inwestycyjnych i obligacje skarbowe. A te nie są ujęte w mierzonym przez NBP agregacie podaży pieniądza M3 — tłumaczy ekonomista Banku Millennium.

Po drugie, notowana jest wysoka dodatnia dynamika najbardziej płynnych aktywów finansowych — gotówki w obiegu i depozytów bieżących w bankach.

— Pojawienie się w Polsce deflacji, rozumianej jako trwały spadek ogólnego poziomu cen, jest więc mało prawdopodobne — konkluduje Grzegorz Maliszewski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Krzyżanowski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Czesi mają już ujemną inflację. Polska jest blisko