Dlaczego złoto jest czarne

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 23-07-2008, 00:00

Patrząc na historyczne notowania ropy naftowej, można się przekonać, że jej metaforyczne miano czarnego złota nie jest przesadzone. Wzrost pieniężnej wartości surowca w okresie 35 lat musi budzić respekt. W 1972 roku baryłka ropy kosztowała 3,6 dolara, a za uncję złota płacono 58 dolarów. Od tego czasu ropa zdrożała czterdziestokrotnie, a złoto siedemnastokrotnie. Ropa pobiła nie tylko złoto, ale też akcje i nieruchomości.

Pierwszy szok naftowy z 1973 r. zakończył okres stabilnego wzrostu ceny ropy około 2 proc. rocznie. Odtąd, mimo głębokich korekt, jej średnioroczny przyrost wynosił blisko 11 proc. Pierwsza hossa w latach 1973-75 wywindowała jej cenę trzykrotnie. Kolejny szok w latach 1979-81, związany z kryzysem irańskim, spowodował wzrost ceny o 150 proc.

Stłumienie oczekiwań inflacyjnych na początku lat 80. i wzrost wydobycia surowca poza Bliskim Wschodem zepchnęło ropę w cień aktywów finansowych, a cena baryłki spadła trzykrotnie, do niespełna 12 dolarów w roku 1998. Od tego czasu ropa z brzydkiego kaczątka przeistoczyła się w rynkową gwiazdę, zyskując w sumie 1100 proc. W 2004 r. pokonała szczyt z 1980 r. i od tego czasu podrożała czterokrotnie, co czyni obecną hossę bezprecedensową. Nic dziwnego zatem, że przyczyny i możliwy zasięg obecnej zwyżki prowokują zażartą debatę.

Jedna ze stron debaty podnosi argumenty natury fundamentalnej, wskazując na nierównowagę między podażą a popytem, wywołaną ożywieniem gospodarczym i kurczeniem się złóż. Oponenci szukają wyjaśnienia raczej w czynnikach monetarno-spekulacyjnych. Mimo racjonalnego jądra pierwszego poglądu drugie z tych stanowisk wydaje się bliższe prawdy.

W latach 2002-05 światowy popyt na ropę rósł w tempie 2 proc. rocznie, a w okresie 2006-07 spadł do 1,1 proc. rocznie. Indie i Chiny mają wciąż zbyt mały udział w światowej konsumpcji, by sprowokować kilkukrotną zwyżkę ceny surowca w tak krótkim czasie. Zużywają one niecałe 13 proc. rocznej produkcji, a popyt w USA i Europie ulega stagnacji. Redukcja subsydiów do paliw w krajach Azji już hamuje wzrost spożycia. Trudno zatem wykazać, że podwojenie ceny ropy w ciągu roku jest pochodną szczególnej presji popytowej.

Skoro nie eksplozja popytu jest przyczyną wzrostu cen, to może gwałtowny spadek podaży? Producenci ropy nie zmniejszyli jednak w tym okresie produkcji. Koncepcja ta nie wytrzymuje też prostego testu empirycznego. Podczas kryzysu w 1973 r. Zachód został odcięty od dostaw paliw. Przed stacjami benzynowymi ciągnęły się kilometrowe kolejki i przebąkiwano o racjonowaniu. Tym razem paliwa jest w bród.

Zwolennicy teorii fundamentalnej powołują się na teorię geologa Marka Hubberta z 1956 r. Według niej wydobycie zmierza do szczytu w tempie geometrycznym, a po jego osiągnięciu będzie stopniowo maleć. Taki scenariusz jest realistyczny, a ludzkość będzie musiała w końcu pomyśleć o substytutach ropy. Tyle że globalny szczyt wydobycia zapewne jeszcze nie nastąpił, a wielkość udokumentowanych rezerw może jeszcze rosnąć. Rezerwy są

szacowane obecnie na 1,24 bln

baryłek, czyli około 40 lat obec-

nego spożycia, a od 2001 r. wzrosły o 107 mld baryłek.

Pięć argumentów za windowaniem kursu

1. Migracja kapitału na rynek surowców

Wyjaśnienia odwołujące się do rynkowej nierównowagi mają słabe punkty. Można założyć, że za niedawnym wyjątkowo gwałtownym wzrostem ceny ropy stał nie tyle realny popyt na surowiec, ile spekulacyjny popyt na wzrost jego ceny. Nieprzypadkowo cenowe przyspieszenie zbiegło się z wybuchem kryzysu finansowego i spowolnieniem amerykańskiej gospodarki, co teoretycznie powinno ograniczać popyt na surowce. Malejąca atrakcyjność tradycyjnych aktywów skierowała strumień kapitału finansowego na rynki surowcowe.

2. Surowce stały się nową klasą aktywów

Podjęta przez ten kapitał próba przekształcenia surowców w nową klasę aktywów wywołała cenowy szok, który obciąża walczącą z kryzysem finansowym światową gospodarkę. Ten szok to dodatkowy koszt deflacji cen tradycyjnych aktywów. Ponieważ elementem kryzysu jest też słabnący dolar, ucieczka w surowce stanowi ochronę przed jego deprecjacją.

3. Chciwość inwestorów

Surowce, poza metalami szlachetnymi, nie były wcześniej postrzegane jako przedmioty inwestycji. Nie przynoszą odsetek i dywidend, a trzeba ponosić koszty składowania. Nie ma dla nich żadnego waluacyjnego benchmarku, jak stopa dywidendy czy C/Z. Liczy się tylko napływ gorącego kapitału.

4. Rozwój rynku terminowego

Kiedyś bezpiecznikiem chroniącym przed spekulacyjną gorączką była dominacja transakcji z fizyczną dostawą. Dopiero w połowie lat 80. zaczął się rozwijać rynek kontraktów. Od 1991 r. zwiększano limity na transakcje bez fizycznego obrotu. Od tego czasu transakcje spekulacyjne wzrosły do 70 proc. Zmienił się cały mechanizm cenowy. Skurczył się rynek transakcji spot. W końcu producenci ropy zdecydowali, że funkcję cenotwórczą przejmie rynek futures. Obecnie na rynku ropy Brent benchmarkiem jest wolumen transakcji średnia dziennych kwotowań wszystkich serii kontraktów. Bieżącą cenę ropy determinują transakcje terminowe, czyli prognozy jej przyszłej ceny.

5. Rozwój instrumentów rynku kapitałowego

W 1998 r. w indeksy surowcowe zaangażowanych było zaledwie 10 mld USD. Dziś kwota inwestycji w surowce jako

aktywa to 215 mld USD. Tylko w styczniu i lutym tego roku wzro-

sła o 30 mld. Do zakupów przystąpiły nie tylko fundusze hedgin-

gowe, ale też indeksowe, emerytalne oraz indywidualni inwestorzy

za pośrednictwem funduszy ETF czy lokat strukturyzowanych.

Urszula Cieślak: Nie liczmy na dłuższy spadek notowań ropy

1Czy w najbliższych tygodniach jest szansa na mocniejszą korektę notowań ropy?

W ostatnich dniach na rynku ropy zrobiło się nerwowo. Notowania surowca na przemian rosną i spadają. Jednak dziś głębsze spadki są raczej niemożliwe. Rynek jest bardzo podatny na czynniki pogodowe (huragany), które niestety mogą powodować wzrosty cen. W handlu powinna dominować nerwowość i niepewność. W związku z tym nie można wykluczyć powrotu cen powyżej 140 dolarów za baryłkę. Możliwy jest też atak na rekord, ale pod warunkiem że zadziałają ekstremalne czynniki, jak coś w rodzaju huraganu Katrina z 2005 r. Wtedy aura spowodowała wyłączenie z użytku na dłużej wielu platform wiertniczych, rurociągów i rafinerii w USA.

2Kiedy zatem można się spodziewać mocniejszej przeceny?

Szansa na głębsze spadki może pojawić się dopiero jesienią, gdy zakończy się sezon huraganów. Wówczas kurs ropy może obniżyć się do 110-120 dolarów za baryłkę.

3Czy w związku z tym zapowiedź jesiennych spadków może wróżyć, że na koniec roku ropa będzie jeszcze tańsza?

Jest duża szansa, by na koniec 2008 r. baryłka ropy kosztowała około 100 dolarów. Jednak trzeba sobie zdawać sprawę, że w każdej chwili sytuacja na tym rynku może się zmienić i od spadków szybko przejdziemy do wzrostów.

analityk BM Reflex

Włodzimierz Uniszewski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy