Czytasz dzięki

Do uratowania gospodarki potrzeba dwojga

opublikowano: 16-03-2020, 22:00

Banki centralne jako pierwsze zareagowały na gospodarcze skutki pandemii COVID-19. By jednak uratować świat od głębokiej recesji, potrzeba współpracy z rządami

We wtorek 17 marca zbiera się na jednodniowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej. Choć zwykle podczas tego rodzaju posiedzeń nie są podejmowane decyzje dotyczące polityki monetarnej, stan epidemiczny oraz piątkowa deklaracja prezesa NBP prof. Adam Glapińskiego o rekomendowaniu obniżek stóp procentowych pozwala sądzić, że tym razem wyjątkowe okoliczności mogą doprowadzić do długo oczekiwanych działań banku. Kluczowe pytanie, które w ostatnich dniach stawia sobie jednak światek ekonomistów, brzmi: „jaki wpływ na sytuację gospodarczą w przypadku takiego kryzysu jak pandemia COVID-19 mają banki centralne?”.

Prezes NBP Adam Glapiński wreszcie chce obniżać stopy, jednak może to
nie przynieść pożądanych skutków.
Wyświetl galerię [1/2]

WĄTPLIWY EFEKT:

Prezes NBP Adam Glapiński wreszcie chce obniżać stopy, jednak może to nie przynieść pożądanych skutków. Fot. WM

Zobacz także

Szok na dwóch frontach

Wpływ pandemii koronawirusa na gospodarkę i związane z nim działania restrykcyjne władz można w języku ekonomicznym określić mianem szoku podażowo-popytowego. Pojęcie to oznacza, że w wyniku pozagospodarczego wydarzenia następuje zarówno nagłe ograniczenie dostępności czynników produkcji, jak i nagłe wyhamowanie zapotrzebowania na te wytworzone przez przedsiębiorców dobra i usługi. W tym konkretnym przypadku przedsiębiorcom w wyniku epidemii nagle zaczyna brakować rąk do pracy, bowiem załoga zaczyna chorować.

Jednocześnie konsumenci zaprzestają tak zwanych długoterminowych wydatków, jak na przykład samochody czy sprzęt RTV i AGD, a koncentrują się tylko na gromadzeniu zapasów żywnościowych i kosmetycznych. Fakt, że zjawisko pandemii dotyka obydwu stron równania popytu i podaży oznacza, że działania władz, by były skuteczne, muszą być skierowane do trzech grup: konsumentów, małych i średnich przedsiębiorców oraz banków, które często finansują działalność tych dwóch grup rynkowych.

Banki robią dużo…

W czwartek 12 marca Europejski Bank Centralny pozostawił stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Jednocześnie uruchomił kolejny pakiet luzowania ilościowego (QE) o wartości 120 mld EUR i zwiększył wartość niskooprocentowanych 3-letnich pożyczek przeznaczonych dla małych i średnich przedsiębiorstw. Rynki zareagowały na te działania negatywnie, uważając je za niewspółmierne do okoliczności.

W efekcie masowo wyprzedano europejskie akcje, jednocześnie podbijając ceny obligacji państw członkowskich, co może mieć niebezpieczne skutki dla najbardziej dotkniętych kryzysem krajów, jak np. Włochy. Obradujący w niedzielę na nadzwyczajnym posiedzeniu Fed chciał uniknąć błędów szefowej EBC Christine Lagarde i zaskoczyć rynki skalą i zakresem zjawiska. W efekcie obniżono stopy procentowe aż o 100 pkt baz. (a więc do 0-0,25 proc.), wznowiono także program luzowania ilościowego (QE), którego wartość osiągnie 700 mld USD do końca roku.

Skup obejmie obligacje skarbowe oraz obligacje zabezpieczone kredytami hipotecznymi. Według założeń Fedu taka polityka ma wpłynąć na podtrzymanie akcji kredytowej banków dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Problem polega na tym, iż w przeciwieństwie do kryzysu z 2008 r. obie te grupy nie zaprzestały nagle dotychczasowej aktywności z powodu kryzysu gospodarczego, ale to zewnętrzne wydarzenie skłoniło ich do ograniczenia aktywności gospodarczej, co prowadzi globalną gospodarkę do kryzysu.

…ale eksperci są sceptyczni

To rozróżnienie powoduje, że eksperci nie dają wiary w skuteczność działań amerykańskiego organu polityki monetarnej. Bo o ile w 2008 r. trzy kolejne programy QE pomogły w uratowaniu upadającego wówczas sektora bankowego, to największym problemem tego programu w tamtych latach był fakt, iż pieniądze te niejako „utknęły” w sektorze bankowym i nie dotarły do małych i średnich przedsiębiorstw, które teraz są przecież najbardziej potrzebujące.

Jak podkreśla Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego, postępowanie członków Fedu tylko przypomniało inwestorom o nadchodzących tragicznych danych z gospodarki realnej: — Działania podjęte przez Fed mają charakter radykalny, sygnalizują, że bank jest gotowy zrobić wszystko, aby ratować gospodarkę w dobie kryzysu spowodowanego koronawirusem. Jednak rynki finansowe interpretują to jako zapowiedź fatalnych danych, jakie poznamy wkrótce, oraz wykorzystanie większości możliwych instrumentów już teraz. Większą skuteczność mają instrumenty fiskalne, ale na razie w USA prace idą wolno — uważa Rafał Benecki.

NBP nie pomoże

Skoro działania największych banków centralnych na świecie zdają się być niewystarczające, nietrudno zrozumieć, dlaczego ewentualna redukcja stóp procentowych przez NBP nie przyniesie oczekiwanego efektu. Zdaniem analityków PKO BP efekt takiej obniżki może być wręcz odwrotny do zamierzonego.

fb545d1e-8c30-11e9-bc42-526af7764f64
Ekonomia na dzień dobry
Newsletter autorski Marcela Lesika
ZAPISZ MNIE
Ekonomia na dzień dobry
autor: Marcel Lesik
Wysyłany raz w tygodniu
Marcel Lesik
Autorski newsletter poświęcony światowej ekonomii: analizy, prognozy, badanie trendów i sprawdzanie faktów.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

„W naszej ocenie wyjątkowe warunki, w których obecnie funkcjonuje gospodarka, jak również charakterystyka krajowego sektora bankowego oznaczają, że obniżka stóp nie tylko nie wzmocni akcji kredytowej ani w okresie pandemii, ani w następującym po niej ożywieniu, ale może wręcz dodatkowo zachwiać osłabioną gospodarką” — napisali analitycy w komentarzu do zapowiedzi Adama Glapińskiego.

Według szacunków ekonomistów rządowy pakiet fiskalny, którego wielkość pozwoli uratować polską gospodarkę, musi wynosić od 75 do nawet 100 mld zł. Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział publikację projektu ustawy w tej sprawie w najbliższych dniach.

TRZY PYTANIA DO... MIKOŁAJA RACZYŃSKIEGO, SZEFA DEPARTAMENTU ZARZĄDZANIA FUNDUSZAMI NOBLE FUNDS TFI

Ważniejsze jest to, co NBP zrobi poza obniżką stóp

1. Złoty początkowo nie zareagował na zapowiedź prezesa NBP, że będzie rekomendował Radzie Polityki Pieniężnej obniżkę stóp procentowych, oraz weekendowe decyzje amerykańskiego banku centralnego o obniżce stóp procentowych i skupie obligacji. Takie zmiany kursu złotego jak początkowo w poniedziałek zdarzają się bez żadnych specjalnych wydarzeń. Dopiero znacznie po wejściu na rynek Amerykanów złoty zaczął wyraźniej tracić na wartości do dolara i euro. Z czego wynika takie zachowanie?

Jesteśmy w środowisku, w którym waluty rynków wschodzących osłabiają się. Nie wiązałbym więc tych ruchów z obniżką stóp procentowych, o czym świadczy choćby umocnienie złotego do węgierskiego forinta, gdzie o żadnych obniżkach stóp procentowych nie ma mowy. Jeśli chodzi o nasz lokalny rynek, to obniżka stóp procentowych była wyceniana już od dawna, i to większa niż zapewne ma chęć dostarczyć NBP. Jeśli zaś chodzi o decyzję amerykańskiego banku centralnego to nie rozwiązuje ona problemów, których można się w najbliższym czasie spodziewać — zwłaszcza w Europie czy w Polsce. Decyzja Fedu to zaznaczenie, że jest miejsce na zwiększenie deficytu budżetowego Stanów Zjednoczonych, ale od tego jeszcze daleka droga do efektu ekonomicznego.

2. Co długoterminowo obniżka stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej będzie oznaczała dla złotego i polskich obligacji?

Sama obniżka będzie miała niewielkie znaczenie. Nie ma bowiem dzisiaj większego znaczenia dla naszej waluty, czy główna stopa procentowa wynosi 1,5 proc. czy 1 proc. Na rynkach trwa ogólna ucieczka od ryzyka, w wyniku obaw o bankructwa i recesję. Ważniejsze jest to, co NBP zrobi poza obniżką stóp procentowych. Prawdopodobnie będziemy szli w stronę polskiego QE, czyli skupu obligacji skarbowych przez bank centralny. Spowolnienie gospodarcze spowoduje bowiem spadek wpływów budżetowych, a stymulacja gospodarki przez rząd będzie wymagała zdecydowanie większej emisji długu. W grę wchodzi kilkadziesiąt miliardów złotych, których komercyjny sektor bankowy nie będzie w stanie przyjąć w krótkim czasie. W tej sytuacji połączenie obniżek stóp procentowych z lokalnym QE powinno pozwolić utrzymać w ryzach rentowność polskich obligacji skarbowych.

3. A jak będą reagowały rynki akcji?

To, co robią banki centralne, jest oczywiście konieczne, ale też ciągle niewystarczające z punktu widzenia rynków akcji. Te działania zapewniają płynność na rynku międzybankowym, zapewniają miejsce na pakiety fiskalne, ale nie zatrzymują banków przed wypowiadaniem przedsiębiorstwom umów kredytowych czy zmniejszaniem limitów. Teraz rządy muszą wdrożyć odpowiednie programy stymulujące. Dopiero gdy tak się stanie, będzie można powiedzieć, że gospodarka ma jakieś ubezpieczenie. Ale nawet z pomocą banków centralnych rządom nie będzie łatwo utrzymać na powierzchni całego sektora prywatnego.

Rozmawiał: Kamil Kosiński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Lesik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu