DocPlanner planuje zakupy

opublikowano: 14-04-2019, 22:00

Kandydat na polskiego jednorożca przymierza się do kolejnej rundy finansowania i ma na oku przejęcie za 50 mln zł

Legendarne jednorożce mają dobre relacje z dziewicami. DocPlanner, kandydat na polskiego jednorożca — czyli start-up wyceniany na ponad 1 mld USD — dba o relacje z lekarzami. Spółka, którą przy okazji poprzedniej rundy finansowania wyceniono na blisko 1 mld zł, teraz znów idzie po kapitał — i jest warta więcej.

DocPlanner, którego polskim fundamentem jest zarządzany przez Piotra
Radeckiego ZnanyLekarz.pl, ma już ponad 50 tys. klientów płacących abonamenty.
Spółka zapewnia, że co roku może podwajać wynik przez najbliższych kilka lat
tylko dzięki powiększaniu bazy w krajach, w których już działa, zwłaszcza w
Brazylii i Meksyku
Zobacz więcej

PODWAJANIE WYNIKÓW:

DocPlanner, którego polskim fundamentem jest zarządzany przez Piotra Radeckiego ZnanyLekarz.pl, ma już ponad 50 tys. klientów płacących abonamenty. Spółka zapewnia, że co roku może podwajać wynik przez najbliższych kilka lat tylko dzięki powiększaniu bazy w krajach, w których już działa, zwłaszcza w Brazylii i Meksyku Fot. Marek Wiśniewski

— W drugim kwartale chcemy zorganizować kolejną rundę finansowania, w której wezmą udział dotychczasowi i nowi inwestorzy. Trudno na razie mówić o konkretnych kwotach, ale na pewno chcemy przeznaczyć około 50 mln zł z tej rundy na przejęcie włoskiej spółki z branży — mówi Piotr Radecki, dyrektor zarządzający ZnanyLekarz.pl.

Wzrostowy potencjał

Przejęcie pozwoli DocPlannerowi na uzupełnienie oferty.

— Spółka, którą chcemy przejąć, ma bardzo dobry system do obsługi przychodni i szpitali, czyli tej grupy klientów, którą już obsługiwaliśmy, ale w mniejszym stopniu. Narzędzie, które kupujemy, nie zastąpi obecnych systemów do zarządzania placówkami, lecz ma się z nimi integrować. Nie będziemy zatem konkurować z firmami IT, które dostarczają oprogramowanie do zarządzania placówkami medycznymi, widzimy jednak pole do rozwoju w segmencie zarządzania wizytami pacjentów — mówi Piotr Radecki.

DocPlanner działa obecnie w 15 krajach, a w 8 ma własne biura sprzedażowe.

— Mamy już ponad 53 tys. płacących klientów, z czego prawie 14 tys. w Polsce. Na rodzimym rynku nasza grupa docelowa to 60-70 tys. lekarzy, którzy prywatnie przyjmują pacjentów, więc mamy jeszcze potencjał do wzrostu, ale w kolejnych latach nasze wyniki będą rosły przede wszystkim dzięki takim rynkom, jak Brazylia, Meksyk, a także Kolumbia i Chile — mówi Piotr Radecki.

Grupa weszła do Ameryki Łacińskiej dzięki przejęciu hiszpańskiej Doctoralii w 2016 r.

— Udowodniliśmy, że jesteśmy w stanie zrealizować dużą transakcję i dobrze zintegrować nowy nabytek w grupie. Na razie nie myślimy o wejściu na kolejne rynki zagraniczne. Na tych, na których już jesteśmy, mamy jeszcze dużo do zrobienia. Przez kilka najbliższych lat co roku możemy podwajać wynik. Rozbudowujemy siły sprzedażowe — pracuje dla nas już ponad 1000 osób, z czego prawie 300 w Brazylii — mówi Piotr Radecki.

Przywiązanie lekarzy

W skali globalnej największymi konkurentami DocPlannera są np. francuski Doctolib czy indyjskie Practo, w które zainwestowała m.in. korporacja Google. Obie spółki zebrały od inwestorów ponad 200 mln USD.

— Na polskim rynku właściwie nie mamy konkurencji, jeśli nie liczyć papierowych kalendarzy, których wielu lekarzy wciąż używa do zapisywania wizyt pacjentów. W Ameryce Łacińskiej nie widzimy, by konkurenci budowali na dużą skalę, my natomiast nie wybieramy się np. do Indii — mówi Piotr Radecki.

Spółka ZnanyLekarz.pl miała w 2017 r. (ostatnie dostępne dane) 22,7 mln zł przychodów i 3,3 mln zł zysku netto. Grupa nie dzieli się wynikami osiągniętymi w ubiegłym roku w skali międzynarodowej.

— Mogę tylko powiedzieć, że rośniemy zgodnie z planem i nie widzimy zagrożenia dla utrzymania dynamiki wzrostu przychodów w kolejnych latach. Dobrym sygnałem jest bardzo niski churn [wskaźnik odejść klientów — red.] — w Polsce jest on poniżej 1 proc., a w skali międzynarodowej wynosi około 2 proc. i stale spada. Lekarze, którzy zaczynają z nami współpracę, już z niej nie rezygnują, bo dostarczane przez nas narzędzie jest po prostu przydatne — mówi Piotr Radecki.

OKIEM EKSPERTA

Szukajmy smoków, nie jednorożców

BARTŁOMIEJ GOLA, partner zarządzający SpeedUp Venture Capital

Myślenie o sukcesie polskiego start-upu w kategorii „bycia jednorożcem”, czyli osiągnięcia wyceny na poziomie 1 mld USD, to przyjęcie sposobu myślenia narzuconego przez fundusze amerykańskie. Na tamtym rynku skala inwestycji jest tak duża, że dopiero taka wycena może być wyznacznikiem sukcesu funduszu. W Polsce — zresztą w całej Europie — jest inaczej i myślę, że powinniśmy szukać raczej 20 „dragonów”, czyli start-upów z kapitalizacją na poziomie 100 mln USD, niż jednego jednorożca. Nie znaczy to jednak, że nie mamy szans na zbudowanie projektów o większej skali: już nim bycie „jednorożcem” stało się modne, zrobiły to Allegro i CD Projekt, teraz szansę na to mają Brainly czy StethoMe. DocPlanner też jest jednym z faworytów, bo spółka już pokazała, że może być w skali międzynarodowej konsolidatorem rynku, a nie podmiotem, którego przejmą i wchłoną więksi.

Kolejka inwestorów

Historia DocPlannera zaczęła się w 2007 r., gdy Mariusz Gralewski, mający za sobą m.in. współtworzenie serwisu GoldenLine (sprzedanego Agorze), chciał znaleźć w internecie dobrego dermatologa. Okazało się, że osób poszukujących opinii o lekarzach i kontaktów do nich jest więcej, powstał więc serwis ZnanyLekarz.pl. Potem doszedł produkt dla samych lekarzy — oferujący nie tylko dostęp do bazy serwisu, ale również oprogramowanie do obsługi kalendarza oraz rezerwacji w gabinetach lekarskich. Do dziś w spółkę zainwestował m.in. Lukas Gadowski, współtwórca Delivery Hero, Fabrice Grinda, twórca OLX, czy Robert Lewandowski (za pośrednictwem funduszu Protos VC). W poprzedniej rundzie finansowania (już piątej) w pierwszej połowie 2017 r. spółka zebrała 65 mln zł, a pieniądze wyłożyły izraelski Target Global, czeski Enern Investments i londyński One Peak Partners. Wycena spółki sięgnęła wtedy około 900 mln zł.

Kapitał płynie do start-upów

DocPlanner jest jednym z najskuteczniejszych w pozyskiwaniu finansowania polskich start-upów. Spółek, którym inwestorzy dali co najmniej 10 mln USD na rozwój, jest jednak więcej. Brainly, dawniej funkcjonujące pod szyldem Zadane.pl, to edukacyjny serwis społecznościowy, który notuje co miesiąc ponad 150 mln unikalnych użytkowników z ponad 35 krajów. W firmę zainwestował m.in. Sebastian Kulczyk, a w czterech rundach finansowania zebrała, w przeliczeniu, 150 mln zł. Około 100 mln zł pozyskał dostawca beaconów Estimote. Booksy, jedno z biznesowych dzieci Stefana Batorego, do tej pory pozyskało ponad 20 mln USD na budowę systemu do rezerwowania wizyt u fryzjerów czy w salonach piękności. Silvair, oficjalnie mający siedzibę w Dolinie Krzemowej, ale pracujący nad technologiami przede wszystkim w Krakowie, najpierw zebrał od inwestorów 12 mln USD, a w ubiegłym roku przy okazji debiutu na warszawskiej giełdzie pozyskał dodatkowo 20 mln zł. Spółka działa w branży internetu rzeczy — jej celem jest rozwój platformy do sterowania i zarządzania oświetleniem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu