Dołek jeszcze przed ceną ropy

Epidemia koronawirusa mogła jeszcze nie zostać w całości uwzględniona w cenach ropy, ostrzega część ekspertów.

Najważniejsze w Europie coroczne wydarzenie branży handlu ropą — londyński International Petroleum Week — nie będzie się cieszyło tą samą popularnością co w poprzednich latach. Ze względu na obawy przed epidemią koronawirusa swój udział odwołało lub skróciło wielu uczestników, i to nie tylko z Azji. Dla traderów może to być asumpt do zastanowienia się, czy napędzane informacjami o opanowaniu epidemii odbicie notowań ropy jest trwałe, a konsekwencje plagi rzeczywiście zostały całkowicie uwzględnione w cenach. We wtorek kontrakty na odmianę brent spadały na giełdzie COMEX o 1,9 proc., do 56,4 USD za baryłkę. Tym samym przerwały passę pięciu wzrostowych sesji z rzędu i zaczęły się kierować w stronę 13-miesięcznego minimum z początku ubiegłego tygodnia.

— Inwestorów zaniepokoiły zapowiedzi Apple’a, który przez sytuację w Chinach nie będzie w stanie zrealizować kwartalnych prognoz przychodów. Niższa aktywność gospodarcza w Państwie Środka będzie oznaczała mniejszy popyt na ropę naftową — komentuje Mateusz Namysł, analityk mBanku.

Po tym jak związane z epidemią przestoje fabryk, kwarantanny i ograniczenia podróży uderzyły w chiński popyt na ropę (odpowiada on za trzy czwarte wzrostu popytu globalnego), analitycy ruszyli do obniżania prognoz. Według pierwszych danych spadek popytu sięgnął w Chinach 20 proc. i był najgwałtowniejszy od zamachów na Nowy Jork i Waszyngton z września 2001 r.

Przerwana seria

International Energy Agency zapowiedziała, że bieżący kwartał zakończy się pierwszym od ponad 10 lat spadkiem globalnego popytu na ropę, czego skutkiem będzie znacząca nadwyżka podaży. Problem w tym, że to wciąż jednak bardzo szacunkowe dane, a specjaliści nie są zgodni, na ile skutki epidemii będą utrzymywały się w kolejnych kwartałach.

W tej sytuacji równie ważne okazać się może to, jak na perspektywę spadku popytu zareagują producenci ropy skupieni wokół kartelu OPEC. Coraz wyraźniej widać, że przyjęte w grudniu cięcia wydobycia nie zapobiegną pogłębieniu nadwyżki podaży, bo gdy tylko wpływ epidemii osłabnie, rynek wejdzie w przypadający na drugi kwartał okres obniżonego popytu na ropę. Arabia Saudyjska wezwała do zwołania nadzwyczajnego spotkania OPEC+, po tym jak panel ekspertów grupy zarekomendował obcięcie wydobycia o kolejne 600 tys. baryłek dziennie. Do tej propozycji wciąż nie odniosła się jednak Rosja. Jedną z przyczyn jej sceptycyzmu może być to, że mimo styczniowego zmniejszenia wydobycia saudyjski eksport ropy utrzymywał się powyżej pułapów z ostatnich miesięcy, a to za sprawą czerpania z zapasów i mniejszego zużycia w rafineriach, komentuje ośrodek Petromatrix.

— Na początku marca OPEC+ prawdopodobnie przedłuży porozumienie o ograniczeniu wydobycia, jednak otwartą kwestią pozostaje to, czy dojdzie do pogłębienia cięć — przewiduje Mateusz Namysł.

Nadmierny pesymizm

Tymczasem zdaniem strategów Grupy BNP Paribas pesymizm związany z długoterminowym oddziaływaniem epidemii jest nadmierny. Wszystko dlatego, że spadać powinna podaż ropy naftowej ze strony amerykańskich złóż łupkowych.

— Dalsze ograniczenie wydobycia ze strony kartelu OPEC+ oraz oczekiwane ożywienie gospodarcze w drugiej połowie roku powinno się przełożyć na powrót notowań gatunku brent do przedziału 60-70 USD w perspektywie kolejnych 12 miesięcy — przewiduje Adam Anioł, analityk BNP Paribas.

Argumentem za poprawą sytuacji na rynku ropy są ostatnie zapowiedzi chińskich władz o stymulacji koniunktury, jednak zdaniem Citigroup nadzieje inwestorów na szybkie odbicie mogą okazać się płonne. W całym pierwszym kwartale chiński popyt na ropę spadnie o 1,5 mln baryłek dziennie, szacują w nocie do klientów specjaliści banku. Tymczasem ING Groep obcięło prognozę cen ropy brent na koniec kwartału i całego roku z odpowiednio 60 i 67 USD do 55 i 65 USD za baryłkę. Bank nie wyklucza dalszych rewizji w dół, jeśli wpływ epidemii koronawirusa na popyt na ropę okaże się bardziej trwały lub OPEC+ nie zdoła odpowiednio zareagować na sytuację. Zdaniem Mateusza Namysła w najbliższych tygodniach na rynku ropy pewne jest tylko utrzymanie wysokiej zmienności notowań. W zakładającym opanowanie epidemii koronawirusa scenariuszu bazowym notowania ropy brent powinny wrócić do 60 USD za baryłkę, a w drugiej połowie roku możliwy byłby lekki trend wzrostowy, przewiduje specjalista.

— Jednak w przypadku istotnego rozprzestrzenienia się epidemii na inne kraje istnieje możliwość spadku cen ropy nawet poniżej 40 USD za baryłkę — ostrzega specjalista.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu