Dom maklerski zasili crowdfunding

opublikowano: 22-10-2017, 22:00

Doświadczeni fachowcy rozkręcają biznes oparty na ofertach publicznych małych spółek. Teraz szykują przedsięwzięcie podobne do tego, w jakie zainwestował EBOR z giełdą w Zagrzebiu

Stockrocket to nazwa internetowej platformy crowdfundingu udziałowego, którą szykują Polski Dom Maklerski (PDM) i znana z rynku crowdfundingu Grupa Wspieram.to. — Planujemy uruchomić Stockrocket jeszcze w tym roku, albo na początku 2018 r. — mówi Marcin Galicki, prezes Grupy Wspieram.to.

Nie ukrywamy, że segment, w którym działamy jest dość ryzykowny dla inwestorów. Ale można go cywilizować, albo udawać, że go nie ma i wtedy będzie rozwijał się w podziemiu — mówią Szczepan Dunin-Michałowski i Jarosław Ostrowski, prezes i wiceprezes Polskiego Domu Maklerskiego.
Zobacz więcej

UDAWANIE CZY CYWILIZOWANIE:

Nie ukrywamy, że segment, w którym działamy jest dość ryzykowny dla inwestorów. Ale można go cywilizować, albo udawać, że go nie ma i wtedy będzie rozwijał się w podziemiu — mówią Szczepan Dunin-Michałowski i Jarosław Ostrowski, prezes i wiceprezes Polskiego Domu Maklerskiego. Marek Wiśniewski

— Jeszcze bardziej przesuwamy granicę tego, gdzie może angażować się inwestor indywidualny — mówi Szczepan Dunin-Michałowski, prezes Polskiego Domu Maklerskiego. W ramach nowego przedsięwzięcia będą prowadzone oferty publiczne o wartości do 100 tys. EUR (425 tys. zł). — Granica 100 tys. EUR sprawia, że nie trzeba tworzyć żadnego sformalizowanego dokumentu informacyjnego, określonego przepisami ustawy o ofercie publicznej — twierdzi Szczepan Dunin-Michałowski.

— Jest to wyjątek od ogólnych zasad. Naszym zdaniem, przy takiej działalności wymagane jest pośrednictwo domu maklerskiego. Co do tej ostatniej kwestii są jednak pewne wątpliwości interpretacyjne. Chcemy jednak połączyć crowdfunding z procesem pozyskiwania inwestorów przez dom maklerski — dodaje Jarosław Ostrowski, wiceprezes Polskiego Domu Maklerskiego.

Marcin Galicki deklaruje, że w ciągu czterech lat działalności przez serwis wspieram.to przeszło 16 mln zł, z czego tylko od początku 2017 r. ponad 6 mln zł, co świadczy o wzroście zainteresowania crowdfundingiem. Korespondują z tym działania Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOiR). W styczniu 2016 r. kupił 5,2 proc. giełdy w Zagrzebiu, stając się jej czwartym co do wielkości akcjonariuszem.

W październiku 2016 r. chorwacka giełda objęła zaś 20 proc. platformy crowdfundingu udziałowego Funderbeam SEE, która działa w krajach byłej Jugosławii. Samodzielnie EBOiR wsparł to przedsięwzięcie grantem wysokości 40 tys. EUR. — Zainwestowaliśmy w giełdę w Zagrzebiu, a przy okazji chcieliśmy przekształcić ją w hub finansowania biznesu na każdym etapie — wyjaśnia Jacek Kubas z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.

Funderbeam SEE to odnoga estońskiego biznesu, którego założycielem jest Kaidi Ruusalepp, była dyrektor generalna Nasdaq OMX Tallinn. Crowdfunding pociąga też menedżerów Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW). W czerwcu 2017 r. podpisała umowę o współpracy ze platformą crowdfundingową Beesfund.

— Projekt jest w fazie koncepcyjno- -analitycznej — przekazało na biuro prasowe GPW.

Kompleksowa obsługa

PDM nie chce jednak iść na wojnę z GPW. Wręcz przeciwnie, w tym miesiącu złożył wniosek o dopuszczenie do działania w charakterze członka giełdy. — System informatyczny powinniśmy uruchomić w ciągu miesiąca, ale na rozpoczęcie działalności na giełdzie dajemy sobie 3-4 miesiące — mówi Szczepan Dunin-Michałowski.

PDM chce rozpocząć obsługę giełdowych rachunków inwestorów indywidualnych w czasie, gdy inni brokerzy narzekają na rentowność tej działalności. Mimo że nie jest związany z dużym bankiem, dla którego rachunek maklerski to element szerszej układanki — na równi z kartą kredytową czy lokatą — strategię ma w gruncie rzeczy podobną.

— Zgadzam się, że domy maklerskie nie zarabiają na giełdowych operacjach klientów detalicznych, ale nie po to wchodzimy w tę usługę, by na niej zarabiać. Chodzi nam o to, by klient, który kupi u nas akcje lub obligacje w ofercie publicznej, był kompleksowo obsłużony — wyjaśnia Szczepan Dunin-Michałowski.

Rachunki będą sprzedawane nie tylko przez PDM, ale też przez tzw. agentów firmy inwestycyjnej. Trzech już jest. Sześciu następnych czeka na zgodę Komisji Nadzoru Finansowego (KNF). Za tę część biznesu odpowiada Daniel Ścigała, który będąc członkiem zarządu Ipopemy Securities na początku 2016 r. połączył ją takim aliansem z Expander Advisors. PDM wtedy jeszcze nie istniał.

Powstał w maju 2016 r. na bazie licencji Domu Maklerskiego Consus, największego gracza na rynku… uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Gdy jego współwłaściciel popadł w problemy z francuskim wymiarem sprawiedliwości, Consus zmienił strukturę własnościową i szyld. Dotychczas na pokład PDM trafili m.in. Jarosław Ostrowski, były dyrektor departamentu emitentów KNF, Katarzyna Nowocień-Dycha, była wiceprezes DM Banku BPS czy Krzysztof Kuper, były analityk Ipopemy Securities.

Ten ostatni ma odpowiadać za wydawanie rekomendacji dla spółek. PDM czeka na stosowne zezwolenie KNF. Szczepan Dunin-Michałowski przyznaje jednak, że bliższy jest mu model, którym wyróżnił się Vestor DM. Poza typowymi rekomendacjami, wydaje też raporty o spółkach, które za to zapłacą.

Podwyższone ryzyko

PDM wyróżnił się na razie ofertami publicznymi, w których występuje jako oferujący. Niemal zmonopolizował rynek tzw. ofert memorandowych. To uproszczona procedura, w której KNF nie bada samego dokumentu informacyjnego, ale akceptuje materiały marketingowe. W trybie tym nie można prowadzić ofert o wartości większej niż 2,5 mln EUR (10,6 mln zł). Tyle że w 2017 r. PDM zorganizował już 18 takich ofert publicznych.

— Domów maklerskich nastawionych na klientów detalicznych zainteresowanych spółkami na wstępnym etapie rozwoju jest niewiele. W takie spółki inwestują głównie fundusze venture — mówi Jarosław Ostrowski.

— Zauważyliśmy, że na rynku jest nisza. Domy maklerskie nie chcą współpracować z małymi emitentami. Z drugiej strony są inwestorzy gotowi powierzyć im pieniądze. W zamian za wyższe ryzyko oczekują jednak większych zysków. To, że nasze oferty są bardziej ryzykowne, widać po oprocentowaniu obligacji. To nie jest niespełna 3 proc., jak w przypadku PKN Orlen, ale 8-9 proc. Istnieje niebezpieczeństwo, że część emitentów nie przetrwa próby czasu, ale zdarzało się to również w przypadku firm posługujących się prospektem emisyjnym — tłumaczy Szczepan Dunin-Michałowski.

Skalę ryzyka obrazuje Indeks Default Rate serwisu Obligacje.pl. W ciągu 12 miesięcy zakończonych we wrześniu 2017 r. emitenci nie wykupili 17,6 proc. zapadających w tym czasie emisji obligacji o wartości 10 mln zł lub mniejszej. To i tak nieźle. W pierwszym kwartale 2014 r. Indeks Default Rate wynosił 30 proc. PDM zakłada jednak, że jego klienci przetrwają i zwieksza skalę biznesu, co pozwoli brokerowi wejść w segment ofert prospektowych. W lipcu 2017 r. było już oferującym Miraculum. Była to jednak kolejna emisja tej spółki. PDM ma zaś kandydata na IPO.

— W najbliższych dniach chcemy złożyć w KNF prospekt spółki Zortrax — informuje Jarosław Ostrowski. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Dom maklerski zasili crowdfunding