Po poniedziałkowej sesji można było odnieść wrażenie, że rynek "kupił"
przeniesienie kwestii decyzyjnych na dwudniowe posiedzenie FOMC, jakie ma się
odbyć 21 września. S&P500 zyskiwał na zamknięciu poniedziałkowej sesji
2,83%, technologiczny NASDAQ aż 3,32%.
Należy jednak zadać pytanie, czy był
to efekt gry pod FED, o której wspomniałem wyżej czy kontynuacja korekcyjnego
odbicia wspomaganego końcem miesiąca i efektem window dressing.
Patrząc na
dane makro, nie tylko w Stanach, ale i w Europie, i to co działo się na giełdzie
za Oceanem, w pierwszych dniach września, skłaniał bym się ku temu
drugiemu.
Tak jak dane o zamówieniach w przemyśle (w mcu lipcu wzrosły o
2,4%) i odczyt Indeksu ISM dla przemysłu inwestorzy przyjęli pozytywnie, tak
piątkowe dane z rynku pracy nie pozostawiły żadnych wątpliwości.
Stopa
bezrobocia wyniosła 9,10%. Zmiana zatrudnienia w przemyśle w ujęciu miesięcznym
spadła o trzy tysiące miejsc pracy. Zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym
wzrosła jedynie o 68 tysięcy miejsc.
W poniedziałek giełda amerykańska nie
pracuje (Święto Pracy). Należy pamiętać również, że w następnym tygodniu tj. 8
września przewidziane jest wystąpienie Baraka Obamy, w którym ma przedstawić
"konkretne" metody walki z bezrobociem.
Do tej pory politycy i ekonomiści
karmili inwestorów obietnicami. Jeżeli w najbliższych dniach po raz kolejny nie
usłyszymy nic konkretnego, co więcej czegoś, co w sposób istotny może pomóc
amerykańskiej gospodarce, według mniec czeka nas kolejna fala spadków.
Patrząc na układ techniczny, sytuacja wygląda podobnie. Po niewielkim
wybiciu górą 1 200 pkt. na S&P500, co potwierdzałoby sygnał kupna, indeks
powrócił poniżej tego poziomu.
Konrad Widuliński
Polska i Europejskie Rynki Wschodzące
Za nami kolejny tydzień na warszawskiej giełdzie, który zakończył się
praktycznie neutralnym wynikiem w stosunku do zamknięcia piątkowych notowań w
poprzednim tygodniu. Tym razem jednak obroty były znacznie większe, a sesje
ciekawsze niż w poprzednim tygodniu, kiedy inwestorzy czekali na wystąpienie
szefa FED. Pomimo tego, że Ben Bernanke w swoim wystąpieniu nie złożył żadnych
konkretnych obietnic, rynki na świecie zachowały się bardzo dobrze w pierwszej
połowie tygodnia po jego wystąpieniu. Na dobre nastroje inwestorów miały wpływ
wtorkowe dane o PKB w Polsce w 2. kwartale, które pozytywnie zaskoczyły
analityków. PKB wzrosła o 4,3%, kiedy analitycy spodziewali się wzrostu o 4,2%.
Dowiedzieliśmy się też, że nasze finanse publiczne są w dobrym stanie. Deficyt
budżetowy wynosił na koniec sierpnia tylko 20,9 mld pln, podczas gdy wg planu
miał on wynieść w tym czasie 36,2 mld. Stało się tak głównie za sprawą rekordowo
wysokich dywidend ze spółek z udziałem Skarbu Państwa. Wiele z nich wypłaciło
lub wypłaci w tym roku blisko 100% zysku w formie dywidendy. W długim terminie
zapewne nie ma to racji bytu, poza pewnymi wyjątkami, jak na przykład GPW, która
zamierza zmienić strukturę pasywów, tzn. będzie się w większym stopniu
finansować długiem zamiast kapitałem własnym, co przy ROE na poziomie 18-20%
jest jak najbardziej wskazane. Sierpień zakończył się więc mocnym akcentem
wzrostowym. Warto również odnotować, że pomimo stagnacji i bardzo niskich
obrotów w poprzednim tygodniu, w całym sierpniu GPW odnotowała rekord
wszechczasów pod względem obrotów, które wyniosły aż 26,8 mld zł. Rekordowa w
skali kilku ostatnich lat była również zmienność w sierpniu. Co przyniesie
wrzesień, pozostaje wielką zagadką. Pierwsze dwie wrześniowe sesje zapowiadają,
że inwestorzy raczej nie będą się nudzić.
Jacek Maleszewski
Europa Zachodnia
Kolejne wieści zza Oceanu oraz publikacje danych makro ze
strefy euro to główne determinanty rynkowych wydarzeń na Starym Kontynencie.
Większości zachodnioeuropejskich indeksów w ujęciu tygodniowym mimo wszystko
udało się wyjść na lekkie plusy.
Pierwsza cześć tygodnia upłynęła pod znakiem
pozytywnego trawienia piątkowych słów szefa FED o ewentualnej przyszłej pomocy
monetarnej dla amerykańskiej gospodarki. Jednakże z upływem kolejnych dni
inwestorzy zaczęli zwracać coraz baczniejsza uwagę na napływające z Eurolandu
kolejne dane makro, a te delikatnie mówiąc do najlepszych nie należały. Gorsze
od prognoz dane niemieckiego PKB za II kwartał, wyższa od prognoz lipcowa stopa
bezrobocia w strefie euro, a do tego sierpniowe odczyty PMI w przemyśle i
usługach lądujące w przypadku niektórych państw eurostrefy poniżej poziomu 50
pkt, oddzielającego rozwój gospodarczy od recesji – wszystko to każe
przypuszczać, że spowolnienie gospodarcze gospodarek Starego Kontynentu powoli
staje się faktem. Dosyć ważne w tym kontekście wydaje się być pytanie, czy
przyszłe gospodarcze zawirowania są już w cenach indeksów, czy czekają nas
kolejne niespodzianki ze strony sił podażowych.
Na dalszy plan chwilowo
zeszły kłopoty fiskalnych państw grupy PIIGS, co nie oznacza, iż odeszły one w
niebyt. Ciągłe oczekiwanie na kolejną transzę pomocy dla Grecji, kwestia
zabezpieczenia pożyczek udzielanych Atenom forsowana przez Finlandię, czy
chociażby posiedzenie niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego, który w przyszłym
tygodniu wypowie się w kwestii konstytucyjnej zasadności udziału Berlina w
pomocy udzielonej Grecji – wszystko to nie pomaga w rychłym rozwiązaniu
fiskalnych problemów eurostrefy. Następne tygodnie pokażą, jak na to wszystko
będą reagować giełdy Starego Kontynentu, nie jest tajemnicą, że dużo wyjaśni się
po komunikatach płynących zza oceanu, szczególnie po przyszłotygodniowej
konferencji amerykańskiego prezydenta, jak też po następnym posiedzeniu FED w
trzeciej dekadzie września.
Piotr Trzeciak
Surowce
Miniony tydzień stał pod znakiem dużej zmienności nastrojów na
rynkach surowcowych. Do środy włącznie rynki funkcjonowały pod wpływem
piątkowego wystąpienia szefa FED. Pozwoliło to tchnąć trochę optymizmu, ale
wystarczyło go tylko do czwartku. W czwartek bowiem szybko przypomniano sobie o
problemach strefy euro i zaczęła się kolejna fala wyprzedaży na światowych
parkietach. Nie pozostało to bez echa dla rynków surowcowych, które zareagowały
dwojako tzn. surowce przemysłowe taniały w obawie o przyszły popyt, natomiast
drożało złoto, które w czasach strachu sprawdzało się jako bezpieczna przystań.
W bieżącym tygodniu ropa naftowa zdrożała o prawie 1 procent, co jest nieco
zaskakujące patrząc przez pryzmat obecnego sentymentu na rynkach oraz
informacjom z Libii, która powinna była najmocniej wpłynąć na ceny ropy.
Konflikt w tym kraju pozwalał utrzymywać się cenom na wyższych poziomach,
jednak po jego wygaśnięciu ceny powinny były spaść (wzrost podaży). Ceny
faktycznie spadły, ale nie na tyle dużo, aby zamknąć tydzień na minusie. Na
nowojorskiej giełdzie baryłka w kontraktach terminowych kosztowała prawie 88
dolarów.
Najsłabiej zachowywała się miedź, która oprócz ogólnym nastrojom poddała się
również kiepskim informacjom z Chin. Wynikało z nich, że gospodarka chińska
hamuje, a import miedzi do Państwa Środka w lipcu zmalał o 10 procent. W całym
tygodniu jednak udało się cenom utrzymać na poziomach z zamknięcia z
poprzedniego tygodnia. W piątkowe popołudnie tona miedzi w Londynie kosztowała
9252 dolary.
Ucieczka od ryzyka spowodowała przepływ kapitału z rynków
akcyjnych do bezpieczniejszych aktywów. Pod tym pretekstem drożało złoto. Po
najsilniejszej od dwóch lat korekcie notowań obserwujemy odbicie i kontynuację
tendencji wzrostowej. Uncja wyceniana jest na 1890 dolarów, co w skali tygodnia
daje ponad 2-procentowy wzrost cen.
Tomasz Ray-Ciemięga