Efekt "window dressing" kontra dane makro

Xelion
opublikowano: 2011-09-02 17:40

Po zeszłotygodniowym wystąpieniu Bena Bernanke w Jackson Hole, inwestorzy z Wall Street mieli czas, aby przez weekend poukładać sobie słowa szefa rezerwy FED i odpowiednio się do nich ustosunkować.

Po poniedziałkowej sesji można było odnieść wrażenie, że rynek "kupił" przeniesienie kwestii decyzyjnych na dwudniowe posiedzenie FOMC, jakie ma się odbyć 21 września. S&P500 zyskiwał na zamknięciu poniedziałkowej sesji 2,83%, technologiczny NASDAQ aż 3,32%.
Należy jednak zadać pytanie, czy był to efekt gry pod FED, o której wspomniałem wyżej czy kontynuacja korekcyjnego odbicia wspomaganego końcem miesiąca i efektem window dressing.
Patrząc na dane makro, nie tylko w Stanach, ale i w Europie, i to co działo się na giełdzie za Oceanem, w pierwszych dniach września, skłaniał bym się ku temu drugiemu.
Tak jak dane o zamówieniach w przemyśle (w mcu lipcu wzrosły o 2,4%) i odczyt Indeksu ISM dla przemysłu inwestorzy przyjęli pozytywnie, tak piątkowe dane z rynku pracy nie pozostawiły żadnych wątpliwości.
Stopa bezrobocia wyniosła 9,10%. Zmiana zatrudnienia w przemyśle w ujęciu miesięcznym spadła o trzy tysiące miejsc pracy. Zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym wzrosła jedynie o 68 tysięcy miejsc.
W poniedziałek giełda amerykańska nie pracuje (Święto Pracy). Należy pamiętać również, że w następnym tygodniu tj. 8 września przewidziane jest wystąpienie Baraka Obamy, w którym ma przedstawić "konkretne" metody walki z bezrobociem.
Do tej pory politycy i ekonomiści karmili inwestorów obietnicami. Jeżeli w najbliższych dniach po raz kolejny nie usłyszymy nic konkretnego, co więcej czegoś, co w sposób istotny może pomóc amerykańskiej gospodarce, według mniec czeka nas kolejna fala spadków.
Patrząc na układ techniczny, sytuacja wygląda podobnie. Po niewielkim wybiciu górą 1 200 pkt. na S&P500, co potwierdzałoby sygnał kupna, indeks powrócił poniżej tego poziomu.
Konrad Widuliński

Polska i Europejskie Rynki Wschodzące

Za nami kolejny tydzień na warszawskiej giełdzie, który zakończył się praktycznie neutralnym wynikiem w stosunku do zamknięcia piątkowych notowań w poprzednim tygodniu. Tym razem jednak obroty były znacznie większe, a sesje ciekawsze niż w poprzednim tygodniu, kiedy inwestorzy czekali na wystąpienie szefa FED. Pomimo tego, że Ben Bernanke w swoim wystąpieniu nie złożył żadnych konkretnych obietnic, rynki na świecie zachowały się bardzo dobrze w pierwszej połowie tygodnia po jego wystąpieniu. Na dobre nastroje inwestorów miały wpływ wtorkowe dane o PKB w Polsce w 2. kwartale, które pozytywnie zaskoczyły analityków. PKB wzrosła o 4,3%, kiedy analitycy spodziewali się wzrostu o 4,2%. Dowiedzieliśmy się też, że nasze finanse publiczne są w dobrym stanie. Deficyt budżetowy wynosił na koniec sierpnia tylko 20,9 mld pln, podczas gdy wg planu miał on wynieść w tym czasie 36,2 mld. Stało się tak głównie za sprawą rekordowo wysokich dywidend ze spółek z udziałem Skarbu Państwa. Wiele z nich wypłaciło lub wypłaci w tym roku blisko 100% zysku w formie dywidendy. W długim terminie zapewne nie ma to racji bytu, poza pewnymi wyjątkami, jak na przykład GPW, która zamierza zmienić strukturę pasywów, tzn. będzie się w większym stopniu finansować długiem zamiast kapitałem własnym, co przy ROE na poziomie 18-20% jest jak najbardziej wskazane. Sierpień zakończył się więc mocnym akcentem wzrostowym. Warto również odnotować, że pomimo stagnacji i bardzo niskich obrotów w poprzednim tygodniu, w całym sierpniu GPW odnotowała rekord wszechczasów pod względem obrotów, które wyniosły aż 26,8 mld zł. Rekordowa w skali kilku ostatnich lat była również zmienność w sierpniu. Co przyniesie wrzesień, pozostaje wielką zagadką. Pierwsze dwie wrześniowe sesje zapowiadają, że inwestorzy raczej nie będą się nudzić.
 Jacek Maleszewski

Europa Zachodnia
Kolejne wieści zza Oceanu oraz publikacje danych makro ze strefy euro to główne determinanty rynkowych wydarzeń na Starym Kontynencie. Większości zachodnioeuropejskich indeksów w ujęciu tygodniowym mimo wszystko udało się wyjść na lekkie plusy.
Pierwsza cześć tygodnia upłynęła pod znakiem pozytywnego trawienia piątkowych słów szefa FED o ewentualnej przyszłej pomocy monetarnej dla amerykańskiej gospodarki. Jednakże z upływem kolejnych dni inwestorzy zaczęli zwracać coraz baczniejsza uwagę na napływające z Eurolandu kolejne dane makro, a te delikatnie mówiąc do najlepszych nie należały. Gorsze od prognoz dane niemieckiego PKB za II kwartał, wyższa od prognoz lipcowa stopa bezrobocia w strefie euro, a do tego sierpniowe odczyty PMI w przemyśle i usługach lądujące w przypadku niektórych państw eurostrefy poniżej poziomu 50 pkt, oddzielającego rozwój gospodarczy od recesji – wszystko to każe przypuszczać, że spowolnienie gospodarcze gospodarek Starego Kontynentu powoli staje się faktem. Dosyć ważne w tym kontekście wydaje się być pytanie, czy przyszłe gospodarcze zawirowania są już w cenach indeksów, czy czekają nas kolejne niespodzianki ze strony sił podażowych.
Na dalszy plan chwilowo zeszły kłopoty fiskalnych państw grupy PIIGS, co nie oznacza, iż odeszły one w niebyt. Ciągłe oczekiwanie na kolejną transzę pomocy dla Grecji, kwestia zabezpieczenia pożyczek udzielanych Atenom forsowana przez Finlandię, czy chociażby posiedzenie niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego, który w przyszłym tygodniu wypowie się w kwestii konstytucyjnej zasadności udziału Berlina w pomocy udzielonej Grecji – wszystko to nie pomaga w rychłym rozwiązaniu fiskalnych problemów eurostrefy. Następne tygodnie pokażą, jak na to wszystko będą reagować giełdy Starego Kontynentu, nie jest tajemnicą, że dużo wyjaśni się po komunikatach płynących zza oceanu, szczególnie po przyszłotygodniowej konferencji amerykańskiego prezydenta, jak też po następnym posiedzeniu FED w trzeciej dekadzie września.
Piotr Trzeciak

Surowce
Miniony tydzień stał pod znakiem dużej zmienności nastrojów na rynkach surowcowych. Do środy włącznie rynki funkcjonowały pod wpływem piątkowego wystąpienia szefa FED. Pozwoliło to tchnąć trochę optymizmu, ale wystarczyło go tylko do czwartku. W czwartek bowiem szybko przypomniano sobie o problemach strefy euro i zaczęła się kolejna fala wyprzedaży na światowych parkietach. Nie pozostało to bez echa dla rynków surowcowych, które zareagowały dwojako tzn. surowce przemysłowe taniały w obawie o przyszły popyt, natomiast drożało złoto, które w czasach strachu sprawdzało się jako bezpieczna przystań.
W bieżącym tygodniu ropa naftowa zdrożała o prawie 1 procent, co jest nieco zaskakujące patrząc przez pryzmat obecnego sentymentu na rynkach oraz informacjom z Libii, która powinna była najmocniej wpłynąć na ceny ropy. Konflikt w tym kraju  pozwalał utrzymywać się cenom na wyższych poziomach, jednak po jego wygaśnięciu ceny powinny były spaść (wzrost podaży). Ceny faktycznie spadły, ale nie na tyle dużo, aby zamknąć tydzień na minusie. Na nowojorskiej giełdzie baryłka w kontraktach terminowych kosztowała prawie 88 dolarów.

Najsłabiej zachowywała się miedź, która oprócz ogólnym nastrojom poddała się również kiepskim informacjom z Chin. Wynikało z nich, że gospodarka chińska hamuje, a import miedzi do Państwa Środka w lipcu zmalał o 10 procent. W całym tygodniu jednak udało się cenom utrzymać na poziomach z zamknięcia z poprzedniego tygodnia. W piątkowe popołudnie tona miedzi w Londynie kosztowała 9252 dolary.
Ucieczka od ryzyka spowodowała przepływ kapitału z rynków akcyjnych do bezpieczniejszych aktywów. Pod tym pretekstem drożało złoto. Po najsilniejszej od dwóch lat korekcie notowań obserwujemy odbicie i kontynuację tendencji wzrostowej. Uncja wyceniana jest na 1890 dolarów, co w skali tygodnia daje ponad 2-procentowy wzrost cen.

Tomasz Ray-Ciemięga