Ekspert: zerwanie umowy migracyjnej z Turcją byłoby bezsensowne

  • PAP
opublikowano: 21-10-2019, 15:45

Szef berlińskiego think tanku Europejska Inicjatywa Stabilności (ESI) Gerald Knaus, który był pomysłodawcą porozumienie migracyjnego między Ankarą a Brukselą, mówi PAP, że jego zerwanie nie leży w niczyim interesie.

 "Nikt nie zerwie umowy UE-Turcja. Nie leży to w niczyim interesie. Również Turcji. Zresztą, to Turcja zaproponowała to porozumienie" - zaznaczył Knaus.

W ostatnich tygodniach prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan wielokrotnie powtarzał, że przestanie powstrzymywać syryjskich uchodźców znajdujących się na terytorium jego kraju przed udaniem się do Europy.

"Odczytuję retorykę Erdogana w ten sposób, że chce on rozmów na temat dalszego wsparcia finansowego, zwłaszcza, że liczba uchodźców w Turcji rośnie. Już i tak jest to kraj z największą liczbą uchodźców na świecie. Co roku jest ich więcej. Co roku rodzi się 100 tys. syryjskich dzieci w Turcji. W ciągu pięciu lat daje to pół miliona. A 6 mld euro, które (Erdogan) dostał od UE, są niemal wyczerpane" - zwraca uwagę szef ESI. I postuluje, by Unia Europejska zapewniła Ankarę, iż nadal będzie wspomagać uchodźców w Turcji. Według Knausa jeśli to się stanie, Erdogan nie będzie miał interesu, żeby zerwać porozumienie.

Rozmówca PAP nie chce oceniać, czy działania tureckie w Syrii doprowadzą do fali migracyjnej, która ruszy w stronę Europy. Podkreśla, że w tym momencie nie widać takich oznak. Inwazja turecka zmusiła bardzo wiele osób do ucieczki, ale udają się one w kierunku południowym. Wzrost liczby osób, które przybywają obecnie na greckie wyspy, nie wynika z sytuacji w Syrii - podkreśla ekspert. W 40 proc. są to Afgańczycy, 20 proc. to Syryjczycy, a 40 proc. - przedstawiciele innych narodowości - precyzuje.

"Europa jest w trudnej sytuacji, ponieważ w jej interesie strategicznym i humanitarnym jest dalsze pomaganie Turcji i to, by umowa była realizowana. Również Niemcy zdają sobie z tego sprawę. Dochodzi do tego jednak debata na temat polityki tureckiej w Syrii. Niezależnie od tego jak krytycznie oceniamy tę politykę, uważam, że pomaganie uchodźcom w Turcji jest ze wszech miar słuszne. I to nadal działa" - konstatuje ekspert. Knaus ma za sobą doświadczenie pracy w licznych organizacjach pozarządowych; wykładał też na wielu uniwersytetach m.in. na Ukrainie, w Bośni i Hercegowinie, Kosowie, Turcji, USA, czy Austrii.

Jego zdaniem działania Erdogana w Syrii odwracają uwagę od sytuacji w muhafazie (prowincji) Idlib w północno-zachodniej Syrii, gdzie trwa ofensywa wojsk prezydenta Baszara el-Asada, wspieranych przez Rosjan. "Działania tam są wyjątkowo brutalne. W bombardowaniach nie są oszczędzane nawet szpitale. Właśnie to może doprowadzić do przybycia do Turcji kolejnych uchodźców. Uwaga świata jest jednak zwrócona na Kurdów w Syrii. W związku z tym nie zajmujemy się Idlibem i nie pytamy, co moglibyśmy zrobić, żeby zakończyć tę katastrofę humanitarną" - ubolewa Knaus.

Jednocześnie jest on wyjątkowo krytyczny, jeśli chodzi o realizację umowy Turcja-UE po stronie Wspólnoty.

fa44e31e-90f7-11e9-bc42-526af7764f64
Poza scenariuszem
Newsletter poświęcony globalnym rynkom finansowym. Strategie inwestycyjne, alternatywne scenariusze, makrospojrzenie.
ZAPISZ MNIE
Poza scenariuszem
autor: Marek Wierciszewski
Wysyłany co dwa tygodnie
Marek Wierciszewski
Newsletter poświęcony globalnym rynkom finansowym. Strategie inwestycyjne, alternatywne scenariusze, makrospojrzenie.
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

"Umowa ma trzy części. Pierwsza dotyczy pomocy humanitarnej dla Syryjczyków w Turcji. Ta jest realizowana i przynosi efekty. Nie działają natomiast zupełnie deportacje z greckich wysp. UE i grecki system azylowy nie dają sobie z tym rady. W ciągu pięciu lat jeszcze nigdy nie odsyłano z Grecji tak małej liczby ludzi co teraz, gdyż decyzje po prostu nie są podejmowane. Nie jest to problem polityczny tylko administracyjny - wyjaśnia ekspert. - Mamy ramy prawne pozwalające na odsyłanie Syryjczyków, którzy są bezpieczni w Turcji i wszystkich innych, którzy nie potrzebują ochrony w UE. Nie jesteśmy jednak w stanie tego wykorzystać" - oburza się szef ESI. Jego zdaniem jest to problem braku personelu w Grecji. Knaus postuluje, by takie kraje jak np. Niemcy, Holandia i Dania wsparły Ateny w tym zakresie.

Pytany o swoją rolę w zawarciu umowy między UE a Turcją, Knaus odpowiada: "Nasza rola wcale nie była tak tajemnicza, choć krąży wiele teorii spiskowych na ten temat. We wrześniu 2015 r. napisaliśmy raport pt. +Dlaczego nikt nie musi tonąć w Morzu Egejskim+. Stwierdziliśmy, że potrzebujemy przywrócenia kontroli. Z powodów politycznych, ale też dlatego, że ludzie umierają. Jedyny sposób, żeby odzyskać kontrolę to - jak mówiliśmy od początku - porozumienie między Niemcami a Turcją" - zaznacza rozmówca PAP.

"Jeśli inni Europejczycy do tego się przyłączą, to dobrze. Ale podstawa, to Niemcy i Turcja. Zawsze byliśmy przeciwni przymusowemu rozdzielaniu uchodźców (na poszczególne kraje UE). Od początku wiedzieliśmy, że to nie zadziała. Było za dużo bezsensownych politycznych napięć. Przecież to jasne, że jeśli Niemcy wyślą teraz do Polski 500 uchodźców, to w ciągu tygodnia będą oni z powrotem w RFN. Tak było z Czechami. Takie sytuację miały miejsce w ostatnich 20 latach. Nigdy nie rozumiałem tej propozycji" - zapewnia ekspert.

Jego zdaniem w momencie kryzysu migracyjnego Niemcy były zdesperowane i potrzebowały jakiegoś pomysłu, dlatego tak forsowały ideę kwot migrantów.

"Dużo lepszym pomysłem była umowa z Turcją" - podkreśla Knaus. "Po raz pierwszy zaprezentowaliśmy inicjatywą we wrześniu 2015 r., potem jeszcze raz w październiku. Rozmawiałem z wieloma politykami, występowałem na konferencjach. Na poziomie retorycznym niemiecki rząd bardzo szybko to przejął. (Kanclerz Niemiec) Angela Merkel mówiła o tym już w październiku 2015 r., ale nic się nie działo" - relacjonował ekspert w rozmowie z PAP. Jak zauważa, decydujące było to, że raport został przeczytany przez Turków. "Przetłumaczyliśmy go na turecki. Znałem też tureckich dyplomatów - to pomogło. W pewnym momencie stało się to propozycją tureckiego rządu i zostało przezeń oficjalnie zaproponowane" - tłumaczy Knaus i ujawnia, że obecnie pracuje nad podobną umową z Gambią.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy