Emisja Elektrimu pod pręgierzem

opublikowano: 27-09-2017, 22:00

Kontrowersyjne podwyższenie kapitału wyblakłej gwiazdy GPW zostało zablokowane przez sąd. Liczne wątpliwości ma też KNF

Dawny „cesarz spekulacji” nie przestaje wzbudzać emocji. Drobni akcjonariusze kontrolowanego przez Zygmunta Solorza-Żaka Elektrimu, którzy przed wakacjami głośno protestowali przeciwko wielkiej emisji bez prawa poboru, mogącej doprowadzić do wyciśnięcia ich ze spółki, otrzymali w ostatnich tygodniach silne wsparcie państwowe. Warszawski sąd rejestrowy odmówił rejestracji emisji, z której spółka pozyskała 101 mln zł na pokrycie zobowiązań wobec skarbówki. Jednocześnie do postępowania cywilnego, wytoczonego spółce przez akcjonariuszy mniejszościowych, przyłączyła się Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) — nie zostawiła suchej nitki na zarządzie Elektrimu.

TAKI CESARZ...:  Komisja Nadzoru Finansowego uważa, że Elektrim, kierowany przez Wojciecha Piskorza, przekazywał akcjonariuszom nieprawdziwe informacje, a sąd odmówił rejestracji nowej emisji akcji. Spółka zapowiedziała, że do wątpliwości odniesie się w formalnych pismach.
Zobacz więcej

TAKI CESARZ...: Komisja Nadzoru Finansowego uważa, że Elektrim, kierowany przez Wojciecha Piskorza, przekazywał akcjonariuszom nieprawdziwe informacje, a sąd odmówił rejestracji nowej emisji akcji. Spółka zapowiedziała, że do wątpliwości odniesie się w formalnych pismach. Fot. Marek Wiśniewski

— Nie chcę się odnosić do postanowień sądu i opinii KNF. Nie zgadzamy się z tą argumentacją i składamy odwołanie od postanowienia sądu rejestrowego, liczymy na to, że podwyższenie kapitału ostatecznie zostanie zarejestrowane. Pieniądze pozyskane z emisji leżą na koncie — mówi Wojciech Piskorz, prezes Elektrimu.

Szwajcarska blokada

Przypomnijmy, że na początku kwietnia walne zgromadzenie akcjonariuszy, głosami kontrolującego 78,4 proc. kapitału Zygmunta Solorza-Żaka, uchwaliło wielką emisję prywatną akcji bez prawa poboru, dzięki której spółka miała sfinansować około 1,3 mld zł zobowiązań. Chodzi o niezapłacony podatek dochodowy, którego skarbówka domaga się z tytułu wpływów Elektrimu od Deutsche Telekom za udziały w PTC, operatorze sieci Era (dziś T-Mobile). Oferta nabycia akcji trafiła tylko do akcjonariuszy, którzy byli obecni na walnym. Złożyli oni deklaracje popytu, na podstawie których cenę emisyjną nowych akcji ustalono na 1,01 zł — a to oznaczało, że spółka pozyska zaledwie 101 mln zł. Nie jest jasne, jaka część nowych akcji miała zostać objęta przez Zygmunta Solorza-Żaka. Drobni akcjonariusze, którzy zgłaszali sprzeciwy do uchwał o emisji, uważali jednak, że dzięki objęciu nowych akcji miliarder przekroczy próg 90 proc., co pozwoli mu ogłosić przymusowy wykup pozostałych papierów. Postanowienie sądu rejestrowego z 5 września to jednak poważna przeszkoda.

„Wątpliwości sądu rejestrowego co do zgodności z prawem wzbudziła treść i forma dokumentów, stanowiących podstawę wpisu, jak i sposób dokonywania czynności, składających się na proces podwyższenia kapitału zakładowego” — głosi uzasadnienie do postanowienia o odmowie rejestracji podwyższenia kapitału Elektrimu. O co konkretnie chodzi? Elektrim przekazał sądowi spis nabywców akcji, zawierający nazwiska i adresy 29 akcjonariuszy. W spisie tym nie ma informacji na temat liczby walorów nabytych przez każdego z nich, a także zapłaconej ceny. Do wniosku nie dołączono też formalnej umowy objęcia akcji. To nie koniec niespodzianek. Elektrim przedstawił w sądzie wyciąg z konta bankowego w Szwajcarii, na które wpłacano pieniądze za akcje. Sąd zauważa, że spółka „nie miała obowiązku przekazywać takiego dokumentu”. Skoro jednak to zrobiła, sąd się z nim zapoznał i stwierdził, że… naruszyła przepisy, bo bank jest ze Szwajcarii, która nie należy do Europejskiego Obszaru Gospodarczego. A to oznacza, że z punktu widzenia prawa wpłaty na akcje są bezskuteczne. To nie koniec kłopotów Elektrimu. W związku z emisją spółka została pozwana przez trzech mniejszościowych akcjonariuszy, którzy w ostatnich tygodniach uzyskali wsparcie KNF. Regulator przystąpił do postępowania na prawach prokuratora w postępowaniu cywilnym, bo — jak napisano w stanowisku procesowym— „dysponuje informacjami, dotyczącymi zdolności majątkowych Elektrimu, nieposiadanymi przez stronę powodową”.

Komisja na tropie

W ramach feralnej emisji wyłączono prawo poboru akcji przez dotychczasowych akcjonariuszy, bo — jak argumentował zarząd — spółka miała ograniczony czas na zgromadzenie pieniędzy i taka procedura była po prostu szybsza. Tymczasem KNF uważa, że argumentacji zarządu w sprawie wyłączenie praw poboru „nie można przyjąć za w pełni zasadną i wiarygodną”. Zbadawszy dokumenty, regulator doszedł też do wniosku, że spółka mogłaby bez problemu zdobyć większe pieniądze z innych źródeł. „Faktyczna cena rynkowa posiadanych przez spółkę aktywów udziałowych może być (i prawdopodobnie jest) istotnie wyższa niż zaprezentowana w bilansie za 2015 r., co oznacza, że Elektrim mógłby z powodzeniem pokryć oczekiwane zobowiązania publiczno-prawne, uzyskując środki pieniężne ze sprzedaży udziałów w podmiotach powiązanych [oraz — red.] poprzez uzyskanie spłaty pożyczek lub w wyniku cesji należności z ich tytułu na inny podmiot grupy kapitałowej” — głosi pismo KNF. Regulator uważa też, że spółka mogłaby uzyskać potrzebne pieniądze ze sprzedaży nieruchomości. Elektrim ma duże aktywa (patrz ramka), ale od dawna podkreśla, że większość z nich nie jest płynna. W sprawozdaniach finansowych, audytowanych przez EY, mowa jest o zastawach skarbowych na udziałach spółek zależnych Elektrimu. KNF postanowiła to sprawdzić. „W odpowiedzi na zapytanie Urzędu KNF, Centralny Rejestr Zastawów Skarbowych poinformował, że żadne udziały lub akcje podmiotów [o których była mowa w sprawozdaniu Elektrimu za 2016 r. — red.] nie są przedmiotem zastawów skarbowych. Doszło do przekazania akcjonariuszom i rynkowi nieprawdziwej informacji” — głosi pismo KNF. Przedmiotem postępowania cywilnego, w ramach którego stanowisko zajęła KNF, jest wyłączenie prawa poboru w emisji akcji, bo właśnie ta uchwała została zaskarżona przez mniejszościowych akcjonariuszy. KNF zastrzega, że nie ma prawa samodzielnie oceniać zasadności wyłączenia prawa poboru, bo może zrobić to tylko sąd, ale opinię w sprawie działań zarządu Elektrimu ma jednoznaczną. „Przytoczone dane prowadzą do wniosku, że grupa kapitałowa Elektrim bez trudu jest w stanie zapewnić spółce finansowanie na poziomie przewyższającym możliwy do uzyskania przewidywany wpływ z emisji akcji. (...) Wydaje się, że działania spółki, poprzedzające podjęcie zaskarżonej uchwały, budzą uzasadnione wątpliwości co do zgodności uzasadnienia wyłączenia prawa poboru z rzeczywistym stanem rzeczy” — konkluduje KNF. Zygmunt Solorz-Żak, którego poprosiliśmy o komentarz w tej sprawie, nie zgadza się tak z argumentacją sądu rejonowego, jak i z uwagami KNF. Zapowiada, że emisja w takiej lub innej formie zostanie przeprowadzona, bo spółka potrzebuje pieniędzy.

Cesarz i jego dwór

Elektrim, który w latach PRL był jedną z państwowych central handlu zagranicznego, to weteran warszawskiej giełdy — był na niej notowany od 1991 do 2008 r., kiedy został wykluczony z obrotu, ale pozostał spółką publiczną. Miał poza parkietem uporządkować majątek, dogadać się z wierzycielami, a także zakończyć spory z udziałowcami PTC (udało się) i skarbówką (jeszcze się nie udało). Elektrim to holding, posiadający udziały w ponad 30 spółkach z różnych branż. W Elektrimie i jego spółkach zależnych zaparkowanych jest m.in. 51,5 proc. akcji giełdowego Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów- -Konin, a także 9 proc. Cyfrowego Polsatu. Do spółki należy też Port Praski, duży projekt deweloperski na prawym brzegu Wisły w Warszawie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Emisja Elektrimu pod pręgierzem