Europa nie może zostać skansenem

Barbara Warpechowska
opublikowano: 15-05-2012, 00:00

Tematyka kongresu gospodarczego w Katowicach obejmowała najbardziej istotne kwestie dla rozwoju w Europie.

— Kryzys po chińsku to dwa słowa. Pierwsze oznacza kłopoty, trudności, natomiast drugie — szansę. I tak należy na niego patrzeć — mówił Jan Kulczyk podczas debaty o kryzysie w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Joschka Fischer, były minister spraw zagranicznych Niemiec, podkreślał, że kryzys finansowy ma charakter globalny. Dotyka nie tylko Unię Europejską, ale także USA. Jednak UE jest w gorszej sytuacji.

— Mamy wspólną walutę, przepisy, ale brakuje nam unii politycznej. A bez niej Unia może nie przetrwać. Dziś rozbieżności między krajami są zbyt głębokie i trzeba to zmienić — powiedział Joschka Fischer.

Jan Kulczyk, przewodniczący rady nadzorczej Kulczyk Investments, również przestrzegał, że jeżeli nadal będziemy myśleli tylko w kategoriach narodowych, a nie globalnych, to Europa będzie tylko skansenem.

— W gospodarce rynkowej najważniejszy jest rynek. Ale rynek to nie Europa czy USA. Na świecie żyje 7 mld ludzi, z czego 2 mld marzy o butach, kolejne 2 o rowerze, natomiast 2 mld o samochodzie. A Europa to zaledwie ponad 500 mln mieszkańców — wyliczał Jan Kulczyk. Problemem jest, jak ten rynek uruchomić. Według Jana Kulczyka przyszłość leży w zrównoważeniu świata.

— Można zrzucić winę na polityków i banki, można się zadłużać i uważać, że to dzieci spłacą nasze długi, ale to droga donikąd. Trzeba likwidować dysproporcje, które istnieją dzisiaj między Europą a Afryką. Nigeria ma 200 mln mieszkańców, a Rosja 120 mln, ale rezerwy ropy w Nigerii są czterokrotnie większe niż w Rosji. Dlatego cały potencjał trzeba kierować na zrównoważenie świata. Czy jest sens inwestować 200 mld EUR w ratowanie Grecji, skoro za te pieniądze można ożywić centralną Afrykę? — pytał Jan Kulczyk.

Kryzys to ogromna szansa dla nowych członków UE, których kondycja jest znacznie lepsza od kondycji krajów starej Unii. Mikulas Dzurinda, były premier Słowacji, zastanawiał się, czy kraje Unii mogłyby wrócić do walut narodowych. Czy nastąpiłbywówczas powrót do hegemonii Niemiec, które miały najsilniejszą walutę.

Alicja Kornasiewicz, doradca Morgan Stanleya, ostrzegała zaś przed niebezpieczeństwem regulacji na szczeblu unijnym, ponieważ każdy kraj ma odmienny system finansowy. Paneliści zgodzili się, że przyszłość leży w globalnym świecie, a nie regionalnym czy też narodowym.

— Generalnie my, Europejczycy, jesteśmy światowi. Przecież prawie cały świat mówi po angielsku i hiszpańsku, a tylko niektórzy mówią po chińsku — mówił Jan Kulczyk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Barbara Warpechowska

Polecane