Firmy kurierskie walczą o rynek szybkich dostaw

Krzysztof Grzegrzółka
13-12-2001, 00:00

Mimo trudnej sytuacji gospodarczej i mniejszej skali obrotów na rynku, podaż usług kurierskich nie zmienia się. Zaostrza to konkurencję wśród firm kurierskich. W najbliższym czasie dostarczyciele szybkich przesyłek będą musieli przekształcić się w ekspresowe przedsiębiorstwa logistyczne.

— Nie odnotowujemy spadku obrotów, dzięki temu, że jesteśmy w stanie zaoferować zróżnicowaną ofertę, od najtańszych przewozów samochodowych aż po drogie szybkie usługi lotnicze. Stworzyliśmy sieć połączeń drogowych w całej Europie. Przesyłki są dostarczane w trzy-cztery dni dłużej niż przy zastosowaniu samolotu, ale usługi drogowe są o około 35 proc. tańsze od lotniczych. Obecny rynek wymaga różnorodności ofert. Są przesyłki, które niemal bez względu na cenę muszą być dostarczone bardzo szybko, i takie, których koszt transportu powinien zapewniać opłacalność —mówi Robert Mianowski, dyrektor generalny TNT Express.

Centrum logistyczne TNT dla sieci drogowej znajduje się w Arnhem, natomiast kilkadziesiąt kilometrów od Brukseli, w Liege, powstało jedno z najnowocześniejszych lotniczych centrów logistycznych na świecie. O wyborze tego miejsca zdecydowało centralne położenie w Europie — nie geograficzne jednak, lecz biznesowe. Także w Polsce system przesyłek ekspresowych rozwinął się najlepiej w rejonach dobrze rozwiniętych gospodarczo. TNT zainwestowała ostatnio w porcie lotniczym Katowice-Pyrzowice. Został on wybrany jako lokalny port przeładunkowy TNT ze względu na skalę obrotów i ugruntowaną pozycję na rynku południowej Polski. Z usług TNT na Śląsku korzystają głównie producenci samochodów, między innymi Volvo, które ma fabrykę autobusów we Wrocławiu. Przesyłki są przewożone z Pyrzowic do Wrocławia samochodami.

— O wyborze ekspresowego dostawcy materiałów potrzebnych do produkcji decyduje czas ich dostawy. Wybraliśmy TNT, ponieważ firma zaoferowała nam najlepsze warunki — mówi Krzysztof Górniak — koordynator Logistyki Volvo we Wrocławiu.

Obecny w Polsce od dziesięciu lat niemiecki producent farb do włosów Wella korzysta z usług Rabena.

— Początkowo utrzymywaliśmy własny transport. Zrezygnowaliśmy jednak, ponieważ firmy spedycyjno-logistyczne gwarantują nam dostawy w 24 godziny. Raben wykonuje prawie 100 proc. naszych usług związanych z dystrybucją paczek. Korzystamy tylko z transportu samochodowego. Nie korzystamy zaś z usług kolei czy transportu lotniczego. Ani nasze fabryki, ani nasz magazyn centralny nie mają bocznic. Poza tym zbyt kosztowne byłoby wielokrotne przeładowywanie towaru — mówi Krzysztof Gnoiński, szef logistyki Welli.

— Mamy 16 miejsc dystrybucji przesyłek kurierskich. Są one tak rozmieszczone, żeby nasi kierowcy mogli dojechać z jednego oddziału do drugiego i dostarczyć przesyłkę drobnicową w 24 godziny, nie przekraczając limitu swojego czasu pracy. Nie korzystamy z usług kolei i transportu lotniczego. Specjalizujemy się w transporcie drogowym — mówi Bogna Błasiak, szefowa marketingu Rabena.

Jacek Głąb, prezes UPS w Polsce, jest przeciwny nazywaniu tego typu usług mianem przesyłek kurierskich.

— Nie ma firm kurierskich. Są tylko firmy spedycyjne, które zajmują się paczką, nie drobnicą i nie przewozami masowymi. Nasze branżowe stowarzyszenie nosi na przykład nazwę Forum Przewoźników Ekspresowych (FPE) — mówi Jacek Głąb, który w 1992 r. założył własną firmę kurierską Polkurier.

Za oczywiste uważa on to, że przyszłość usług ekspresowych nie zależy od nazwy, a od poszerzania zakresu działalności firm, które je świadczą.

W Polsce istnieją na razie przede wszystkim centra logistyczne firm. Nowoczesne, co prawda, ale udział w nich strony trzeciej— czyli operatora logistycznego — ogranicza się tylko do transportu, magazynowania, przepakowywania i konfekcjonowania. Rola firm kurierskich ogranicza się na przykład tylko do odbioru przesyłki od nadawcy i jak najszybszym dostarczeniu jej do odbiorcy.

— W najbliższym czasie nadawcy przestaną magazynować swoją produkcję i zbierać zamówienia od odbiorców. Aby zminimalizować swoje koszty i skupić się tylko na produkcji i zbycie swoich wyrobów będą w coraz szerszym zakresie zlecać je wyspecjalizowanym podwykonawcom. Jest to szansa dla przewoźników ekspresowych. Zaczniemy nie tylko odbierać i dostarczać przesyłki, ale też magazynować, konfekcjonować, przyjmować zamówienia od odbiorców i dostarczać na miejsce. Już zaczynamy stawać się ekspresowymi przedsiębiorstwami logistycznymi. Rynek ten czekają nieuniknione przemiany, związane z globalizacją logistyki. Mogę to zilustrować na własnym przykładzie — dodaje prezes Głąb.

Od trzech tygodni Polkurier założony przez Jacka Głąba występuje już jako UPS.

— W 1992 r. rozpoczynaliśmy działalność w dwanaście osób. Swoje pierwsze oddziały utworzyliśmy w Krakowie, Katowicach, Łodzi, Lublinie, Poznaniu i Trójmieście. Współpracowały z nami małe, zwykle jednoosobowe firmy. Sami szkoliliśmy naszych partnerów, później zaczynali oni angażować własnych kurierów w swoim rejonie działania. Większość tych, którzy ropoczynali działalność z Polkurierem, pracuje do dziś, teraz już dla UPS — opowiada Jacek Głąb.

Już wtedy Polkurier zajmował się obsługą przesyłek międzynarodowych w systemie UPS, które przychodziły do Polski. Pierwsze paczki, jakie napływały z zagranicy, pochodziły od Polonii amerykańskiej szczególnie w okresie stanu wojennego. Wówczas wysyłano je w kontenerach, najtańszym środkiem lokomocji — statkami z USA. Nie była to jeszcze paczka ekspresowa. Jej droga od nadawcy do odbiorcy była bardzo długa. Długi był też cały proces odpraw celnych. W kraju przesyłki były transportowane koleją w wagonach pocztowych. Kiedy jednak zaczęło przybywać paczek, kolej nie była w stanie sprostać wyzwaniu. Polski system pocztowy też nie był przystosowany do transportu tego typu szybkich przesyłek.

— Początkowo, obsługiwaliśmy przesyłki ekspresowe o maksymalnej wadze do 31,5 kg. Dziennie z zagranicy przychodziło 15-20 paczek lotniczych za pośrednictwem rejsowych samolotów Lufthansy i SAS. Natomiast w drogę powrotną wysyłano 6-7 przesyłek dziennie. Systematycznie poszerzaliśmy naszą sieć — kontynuuje Jacek Głąb.

Dziś każdego dnia do Polski z różnych kierunków świata nadchodzi 2-4 tys. paczek i prawie tyle samo jest wysyłanych.

Według danych FPE, w 1999 r. liczba przesyłek krajowych wyniosła 11-12 mln, a zagranicznych — 1,5-2 mln. W 2000 r. odnotowano ponad 30-procentowy wzrost liczby przesyłek na rynku krajowym i 20-25 - procentowy na rynku zagranicznym. Prognozy są więc optymistyczne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Krzysztof Grzegrzółka

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Firmy kurierskie walczą o rynek szybkich dostaw