Firmy muszą zrozumieć, że złoty jest i będzie mocny

Lesław Kretowicz
10-05-2002, 00:00

Politycy po raz kolejny próbują osłabić złotego poprzez naciski werbalne na NBP i RPP. Jednak zdaniem analityków, nie ma to żadnego sensu. Eksporterzy muszą nauczyć się żyć rynkowym kursem złotego.

Znów zaroiło się od wypowiedzi polityków, którzy domagają się osłabienia złotego. Po wtorkowych wypowiedziach Marka Belki, ministra finansów, złoty stracił na wartości na chwilę, by do końca dnia odbudować swą pozycję. Rząd uważa, że winna przewartościowania polskiej waluty jest polityka pieniężna RPP. Jednak przedstawiciele banku centralnego i ekonomiści mają odmienne zdanie — to rząd jest winien, bo ogromne potrzeby pożyczkowe budżetu windują kurs złotego. Także rosnąca w obliczu wejścia do UE atrakcyjność i wiarygodność naszego rynku powoduje wzrost kursu rodzimej waluty.

Pierwszy głos, jak zwykle, zabrał premier, który wziął w obronę polskich eksporterów.

— Polska ma najwyższe stopy procentowe, a przewartościowana pozycja złotego utrudnia działania eksporterom. Jest spór pomiędzy RPP a rządem, oczekujemy bardziej odważnej obniżki stóp i także urealnienia pozycji złotego —grzmiał Leszek Miller.

Podobnego zdania jest Marek Belka, który dodatkowo zarzucił radzie zbytnią koncentrację na realizacji celu inflacyjnego. Wicepremier chce rozmawiać z RPP o sposobie osłabienia złotego. Przedstawicielom rządu nieoczekiwanie wtóruje prezydent Aleksander Kwaśniewski, chociaż zastrzega, że jest zwolennikiem używania instrumentów ekonomicznych, a nie politycznych w tej mierze.

— Polscy eksporterzy w tej chwili znaleźli się na granicy rentowności. Mocny złoty może okazać się największą przeszkodą dla nich. Chociaż ostatnie obniżki stóp są poważne, to jednak jeszcze jakieś pole manewru pozostało. Wierzę, że RPP po analizach podejmie odpowiednie kroki— mówi Aleksander Kwaśniewski.

Wczoraj, po wypowiedziach związanego z SLD Dariusza Rosatiego z RPP o potrzebie osłabienia złotego, cena dolara wzrosła z 3,98 do 4,03 zł.

Tymczasem przedstawiciele banku centralnego ze spokojem podchodzą do kolejnej fali nacisków. Ich zdaniem, to nie RPP, ale sam rząd jest winien powstałej sytuacji.

— Z całą pewnością MF ma świadomość, że w znacznym stopniu kurs złotego jest silny, gdyż musimy finansować deficyt budżetowy — przypomina Andrzej Bratkowski, wiceprezes NBP.

W jego ocenie, jedynym skutkiem interwencji NBP na rynku walutowym byłoby przejście od zysku banku centralnego do strat. Redukcje stóp procentowych nie są też lekarstwem na wysokie notowania polskiego pieniądza.

— Napływ kapitału do Polski w ostatnich miesiącach w wysokości 2 mld USD w 90 proc. jest wynikiem inwestycji w obligacje skarbowe, które sprzedaje minister finansów, by sfinansować budżet. Gdybyśmy obniżyli stopy o dalsze 5 proc., to i tak musiałby sprzedawać obligacje po takich cenach i rentownościach, by przyciągnąć kapitał — tłumaczy Dariusz Rosati z RPP.

Odkąd wartość złotego jest wynikiem działania sił rynkowych, jedynym środkiem zmiany kursu jest interwencja banku centralnego. NBP nie dopuszcza jednak takiej myśli, twierdząc, że interwencja byłaby możliwa tylko w przypadku groźby wybuchu kryzysu walutowego, której nie ma. W związku z tym jedynie zmiana ustawy i dodanie bankowi centralnemu nowych obowiązków lub usztywnienie kursu jest sposobem na osłabienie złotego. Oba te rozwiązania są jednak, w ocenie ekonomistów, kosztowne i mało skuteczne.

Przykładem negatywnego efektu działań banku centralnego są Czechy, gdzie, mimo dokonywanych w ostatnich tygodniach interwencji, korona pozostaje w trendzie wzrostowym.

— Sztywny kurs i zobligowanie NBP do interwencji może stać się przeszkodą w realizacji celu inflacyjnego. To znacznie ograniczy pole manewru i może spowodować pogorszenie innych, istotnych wskaźników makroekonomicznych — ostrzega Marcin Mróz, ekonomista Societe Generale.

Jego zdaniem, osłabienie złotego nie jest także rozwiązaniem problemów polskich eksporterów. Słabsza waluta oznacza wzrost presji inflacyjnej, czyli presji na wzrost płac. Z drugiej strony, rodzimi producenci w znacznym stopniu bazują na komponentach importowanych, które automatycznie podrożeją. A oba te czynniki spowodują podniesienie kosztów produkcji eksporterów. W ostatecznym rozrachunku nikt nie zyska, natomiast ryzyko strat jest znaczne.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Lesław Kretowicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Firmy muszą zrozumieć, że złoty jest i będzie mocny