Firmy trawi niepewność

opublikowano: 01-01-2018, 22:00
aktualizacja: 01-01-2018, 22:12

Mnóstwo pomysłów na zmianę przepisów nie sprzyja przybieraniu na wadze — uważają przetwórcy. Rolnikom też będzie gorzej

To będzie rok bez fajerwerków — słychać w branży mięsnej, choć dobiegają z niej też głosy, że możliwa jest wielka rewolucja, która uderzy w dwie polskie specjalności eksportowe — zakaz uboju rytualnego i hodowli zwierząt na futra. U mleczarzy zanosi się na fajerwerki cenowe, a u sadowników — na dziwny rok. Niepewni swego są producenci słodyczy, a konsumpcyjną nadzieją pałają przetwórcy ryb. Oby nie było gorzej — dolewają piwowarzy, a dobrą koniunkturą dla whisky i ginu upajają się dystrybutorzy alkoholi.

ROLNICZY DOŁEK: Cena bydła i drobiu po ewentualnym wprowadzeniu zakazu uboju rytualnego mocno spadnie — ostrzega branża mięsna. Po wielomiesięcznych zwyżkach większej korekty stawek powinni spodziewać się też rolnicy posiadający krowy mleczne.
Zobacz więcej

ROLNICZY DOŁEK: Cena bydła i drobiu po ewentualnym wprowadzeniu zakazu uboju rytualnego mocno spadnie — ostrzega branża mięsna. Po wielomiesięcznych zwyżkach większej korekty stawek powinni spodziewać się też rolnicy posiadający krowy mleczne. Fot. Bloomberg

— Nie dostrzegam żadnych wielkich szans, raczej mam nadzieję, że nic się nie zepsuje, a zepsuć się mogą różne rzeczy. Po pierwsze, coraz bardziej brakuje nam ludzi do pracy. Po drugie, nie wiemy, jak będzie rozwijał się ASF. Po trzecie rosną koszty energii elektrycznej, zatrudnienia i inne, a nie wiemy, czy klienci zaakceptują ich wzrost w cenie produktu — mówi Adam Zdanowski, współwłaściciel Zakładu Mięsnego Wierzejki. Są też dwie spore niewiadome — ubój rytualny i hodowla zwierząt na futra.

— Jeśli ubój rytualny zostanie zakazany, będzie to oznaczać straty nie tylko dla producentów mięsa, ale też dla rolników. Nie zrobi się przecież nagle mniej bydła czy drobiu. Więcej mięsa zostanie na rynku, bo nie będzie mogło wyjechać do odbiorców.Zrobi się ciasno, dostanie się nie tylko producentom wołowiny i drobiu, ale też wieprzowiny, bo znacznie wyższa podaż niedostosowana do popytu spowoduje spadek cen — uważa Adam Zdanowski. Podkreśla, że ubój rytualny i tak nie zniknie.

— Przeniesie się tylko za granicę, więc zarobi ktoś inny — inne kraje szanują swoje przedsiębiorstwa. Nie można zakazywać czegoś, co za granicą jest dozwolone. To osłabianie krajowej gospodarki — twierdzi współwłaściciel Zakładu Mięsnego Wierzejki. Podobnie mówi o hodowli zwierząt na futra.

— Ta branża odbierała też odpady od przemysłu mięsnego, więc to także powiązane sektory — zaznacza Adam Zdanowski.

Słabego roku spodziewa się Edward Bajko, prezes Spomleku.

— Już widać ostrą korektę cen masła i serów, a proszek mleczny leży i czeka na odbiorców. Firmy mniej płacą rolnikom za mleko, żeby wyjść na swoje. W 2018 r. będzie się to nasilać. Problem polega na tym, że rolnicy nie mają na kogo przenieść gorszych stawek. Taniejące mleko wywoła ich niezadowolenie, protesty i kłopoty części gospodarstw. Może to uderzyć nie tylko w mniej efektywne gospodarstwa, ale również takie, które dużo zainwestowały i spłacają kredyty, więc potrzebują gotówki z bieżącej sprzedaży surowca — mówi Edward Bajko. Wielkich nadziei nie mają też sadownicy.

— Część jabłek z powodu niekorzystnej pogody jest gorszej jakości, więc trudniej je przechować do końca sezonu. Co będzie z podażą? Nie wiadomo. Obecnie popyt jest mały, więc panuje równowaga, ale do kolejnych zbiorów jest jeszcze kilka miesięcy. Po takim złym roku jak miniony [owoców było o kilkadziesiąt procent mniej z powodu mrozów i przymrozków jeszcze w maju — red.] jabłonie są wypoczęte, więc jeśli pogoda dopisze, 2018 r. będzie rekordowy. I znowu pojawi się problem podażowo- -popytowy — tylko odwrotny niż w 2017 r. — tłumaczy Michał Lachowicz, prezes grupy producentów owoców La-Sad. Mniej zmartwień mają sprzedawcy mocnych alkoholi.

— Rynek trunków wysokoprocentowych nie rośnie dynamicznie i nie zanosi się na zmianę, ale w niektórych kategoriach dynamika jest wysoka. Dalej na popularności zyskiwać będzie whisky, która potaniała, co uczyniło ją bardziej dostępną. Jednocześnie pojawiła się grupa poszukująca nowych smaków, co może sprzyjać mniej popularnym w Polsce alkoholom. W tym roku może na tym wygrać gin — uważa Marek Sypek, dyrektor zarządzający Stock Polska. Zaznacza, że niepokój branży wywołują kolejne pomysły legislacyjne. Mogą przekuć się w konkretne przepisy, które zaburzą handel.

— Słyszymy o zamykaniu sklepów z alkoholem, jego dostępności tylko w konkretnych godzinach itd. To doprowadzi do patologii — nielegalnej sprzedaży i/lub sprzedaży nielegalnego alkoholu — mówi Marek Sypek. O legislację martwi się też branża słodyczy.

— Nakaz zamykania sklepów w niedzielę, zwiększanie obciążeń podatkowych i wiele innych — to elementy, które wzbudzają niepewność przedsiębiorstw i konsumentów — wpływają negatywnie na ich nastroje, na czym może ucierpieć wiele branż — uważa Maciej Herman, dyrektor marketingu i sprzedaży w Lotte Wedel. Zwraca uwagę, że coraz głośniej mówi się o podatku od cukru i/lub tłuszczu.

— Uderzyłby w producentów żywności, powodując wzrost kosztów, a więc także cen, a w efekcie ograniczając popyt. Dodatkowo producenci czekolady są pod długookresową presją drożejącego kakao i drastycznie zmieniających się cen innych surowców — w minionym roku było to np. masło, pytanie, co będzie w tym? — zastanawia się Maciej Herman. Jego zdaniem, na sklepowych półkach pojawi się w tym roku więcej produktów zgodnych z trendami prozdrowotnymi, np. przekąsek w gorzkiej czekoladzie (kosztem mlecznej) oraz wyrobów manufaktur — małych lokalnych producentów.

— Te trendy są widoczne nie tylko w słodyczach — podkreśla dyrektor z Lotte Wedel. Bogusław Kowalski, prezes Graala, też liczy na zmiany na półkach — oczywiście na korzyść ryb.

— Prozdrowotne trendy to szansa, aby spożycie ryb w Polsce w końcu naprawdę ruszyło. Może to być widoczne w 2018 r. — uważa Bogusław Kowalski. Tomasz Bławat, prezes Carlsberga w Polsce, patrzy natomiast z nadzieją m.in. na nadchodzące mistrzostwa świata w piłce nożnej.

— Poprzedni rok był bardzo nietypowy. Pogoda w kluczowych miesiącach, czyli w maju, czerwcu i lipcu, była zła. Do tego był to rok po EURO 2016, a takie rozgrywki zawsze generują trochę ruchu na rynku. W 2018 r. mamy kolejne mistrzostwa, więc powinno to pomóc branży. Są jednak również niewiadome legislacyjne [m.in. wydłużenie zakazu reklamy piwa o kolejne godziny — red.], które mogą zdestabilizować branżę — mówi Tomasz Bławat.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Firmy trawi niepewność