Fundusze bez prowizji stały się standardem

opublikowano: 25-03-2021, 20:00

Inwestowanie staje się coraz tańsze. Prawo wymusza na TFI obniżki opłat za zarządzanie, a banki dobrowolnie rezygnują z opłat manipulacyjnych.

Internetowy supermarket funduszy inwestycyjnych mBanku był przez lata ewenementem na mapie polskiej bankowości. Można tam było dokonywać operacji na funduszach inwestycyjnych, nie ponosząc opłat za nabycie, konwersję czy umorzenie, których kurczowo trzymały się inne banki. Z początkiem lutego 2018 r. na podobny ruch zdecydował się ING Bank Śląski. Formalnie jest to promocja trwająca „do odwołania”, ale trwa już trzy lata. Pandemia COVID-19 zbiegła się zaś z uruchomieniem podobnych promocji w trzech pozostałych z pięciu największych banków w Polsce.

Jako pierwszy opłaty odpuścił sobie Santander Bank Polska. Przestał je pobierać „do odwołania”, począwszy od zleceń realizowanych po wycenie z 16 marca 2020 r., a więc parę dni po apogeum koronawirusowego krachu na warszawskiej giełdzie i kilka dni przed tym, jak konorwairusowe dołki osiągnęły najważniejsze światowe indeksy. Nieco później poszły tą drogą PKO BP i Bank Pekao. W tym pierwszym wymiar promocyjny jest bardziej uwypuklony. Oferta jest ograniczona czasowo do miesiąca lub dwóch. Gdy ten okres się kończy, pojawia się jednak kolejna promocja na miesiąc lub dwa (czas aktualnej mija z końcem marca). Zbliżona jest sytuacja w Pekao. Tam promocja pojawiła się w czerwcu 2020 r. Potem nastąpiła przerwa. Brak opłat powrócił w listopadzie i trwa nieprzerwanie do dziś, choć koniec aktualnej promocji zapowiedziany jest – podobnie jak w PKO BP – na 31 marca 2021 r.

Nie jest tak, że fundusze inwestycyjne sprzedawane są bez opłat manipulacyjnych wszędzie, ale fala rozlewa się też na mniejsze banki. W Credit Agricole Bank Polska oferta jest ważna do końca kwietnia 2021 r. W Banku Millennium o dwa miesiące dłużej.

Ubezpieczyciele byli pierwsi

Bankowe oferty funduszy bez prowizji dotyczą zarówno różnych programów inwestycyjnych, jak i jednostek sprzedawanych na zasadach ogólnych. Zazwyczaj jednak dostępne są tylko w samoobsługowym kanale dystrybucji. Jest to więc sytuacja analogiczna do mBanku, który w internetowym supermarkecie opłat nie pobiera, ale w okienku już tak. Upodabnia to też ofertę bankową do oferty TFI kontrolowanych przez ubezpieczycieli czy niezależnych. W serwisach internetowych NN Investment Partners TFI, Investors TFI, grupy Aviva czy w serwisie inPZU można kupić fundusze inwestycyjne, nie ponosząc opłat manipulacyjnych. Dla ubezpieczeniowych i niezależnych TFI jest to jednak forma walki o rynek zdominowany przez dystrybucję bankową. Dotychczas fundusze sprzedawane były bowiem głównie w przysłowiowym okienku bankowym.

– Chcemy promować wykorzystanie kanałów zdalnych wśród klientów, którzy już inwestują w fundusze PKO TFI, oraz zachęcić potencjalnie nowych klientów by skorzystali z naszej oferty. Stale prowadzimy działania mające na celu zainteresowanie klientów zdalnymi formami kontaktu z bankiem i korzystania przy ich pomocy z naszych usług – przez aplikację mobilną IKO i serwis internetowy iPKO – wyjaśnia Grzegorz Culepa z departamentu komunikacji korporacyjnej PKO BP.

Na walor edukacyjny wskazuje też Pekao. Pod znakiem żubra i w Millennium podkreślają, że w czasie pandemii obsługa internetowa jest najwygodniejszym i najbezpieczniejszym rozwiązaniem.

– Od kilku miesięcy obserwujemy rosnące zainteresowanie klientów produktami inwestycyjnymi, co jest konsekwencją obniżenia oprocentowania lokat i rachunków oszczędnościowych po serii ubiegłorocznych obniżek stóp procentowych w Polsce. Chcieliśmy wyjść naprzeciw tym trendom – dodaje Tomasz Pol, dyrektor departamentu marketingu bankowości detalicznej Banku Millennium.

Opowieści z arkusza zleceń
Newsletter autorski Kamila Kosińskiego
ZAPISZ MNIE
×
Opowieści z arkusza zleceń
autor: Kamil Kosiński
Wysyłany raz w miesiącu
Kamil Kosiński
Newsletter z autorskim podsumowaniem najciekawszych informacji z warszawskiej giełdy.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

Nie wszyscy bawią się jednak w różne zasady dla internetu i placówek. W Santanderze i Credit Agricole można przyjść do oddziału i też zostanie się obsłużonym bezprowizyjnie.

– Chcemy w ten sposób ułatwić klientom dostęp do naszych produktów inwestycyjnych – podkreśla Tomasz Bilski, starszy menedżer produktu w Credit Agricole Bank Polska.

Bankom i tak się opłaca

Nie jest tak, że po rezygnacji z opłat manipulacyjnych banki nic nie mają z dystrybucji funduszy. Fundusze obciążone są opłatą za zarządzanie uwzględnianą w wycenie samych jednostek. Przez lata opłata za plecami klientów funduszy była dzielona między TFI i dystrybutorów. KNF od pewnego czasu krzywo na to patrzy, ale jeśli bank sprzedaje fundusze z własnej grupy kapitałowej, formalnie nie musi mieć udziału w opłacie za zarządzanie. Wystarczy że raz w roku wypłaci sobie zysk TFI w formie dywidendy i po prostu raz w roku zaksięguje wpływy, które normalnie otrzymywałby stopniowo przez 12 miesięcy.

Z początkiem 2019 r. zaczęło obowiązywać prawo, które wymusza stopniowe obniżki stałych opłat za zarządzanie, by od 2022 r. nie były wyższe niż 2 proc. Banki rezygnują więc z opłat manipulacyjnych w sytuacji, gdy kwoty, które mogą dostać z opłat za zarządzanie, też maleją.

Na dodatek NBP obniżył w 2020 r. stopy procentowe do najniższego poziomu w historii. To bije w marżę odsetkową banków. Na klientach korporacyjnych odbijają to sobie w opłatach. Podwyżki opłat za konta czy karty w segmencie detalicznym były jednak dotychczas symboliczne, a w przypadku funduszy banki rezygnują z opłat, które pobierały wcześniej.

Na pozór nie ma w tym logiki, ale zaraz po obniżkach stóp procentowych przez NBP wzrost zainteresowania polskich banków dystrybucją funduszy przewidział Michał Konarski, analityk mBanku. Wskazywał, że polskie instytucje pójdą po prostu ścieżką znaną ze strefy euro, gdzie od kilku lat stopy procentowe są nie tyle niskie, co ujemne.

— Bardzo ciekawym przykładem jest włoski Banca Intesa Sanpaolo. Dochodzi tam do kuriozalnych sytuacji, że bank zaczyna unikać udzielania kredytów, a coraz mocniej angażuje się w inne produkty — głównie fundusze inwestycyjne — mówił na łamach „PB” Michał Konarski w czerwcu 2020 r.

Polskie banki rezygnują teraz z doraźnego przychodu, jakim są opłaty dystrybucyjne, by czerpać długoterminowe zyski z obniżonych, ale jednak długookresowych opłat za zarządzanie. W dłuższym terminie wpłynie to pozytywnie na ich wyniki prowizyjne, nawet jeśli nie zdecydują się na istotne podwyżki opłat dotyczących rachunków i kart klientów detalicznych.

– Sektor jest nadpłynny i na pewno będzie szukał sposobu na zmonetyzowanie tej nadpłynności. Jedną z metod jest podwyższenie opłat za rachunki klientów indywidualnych – wydaje mi się, że to jednak nastąpi, a drugą – przesuwanie klientów do funduszy inwestycyjnych – mówi Michał Konarski.

Z perspektywy banków transfer pieniędzy klientów do funduszy inwestycyjnych może być też ulgą w zakresie tzw. podatku bankowego. Michał Konarski zaznacza jednak, że w tej kwestii nie ma jednoznacznego przełożenia. Wynika to z tego, że jeśli bank zainwestuje pieniądze klientów w obligacje skarbowe, to akurat te pieniądze są zwolnione z podatku bankowego. Ponadto zainteresowanie funduszami inwestycyjnymi jest wciąż niewielkie.

– Skala napływów do funduszy jest na tyle mała, że jej wpływ na podatek bankowy jest na razie niezauważalny. Ale zdecydowanie jest tam potencjał – twierdzi Michał Konarski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane