Fundusze pod specjalnym nadzorem

  • Jagoda Fryc
13-10-2014, 00:00

Tegoroczny hit sprzedaży TFI to produkt, w którym nie brakuje pułapek. Podpowiadamy, jak ich uniknąć

Od czasu spektakularnej wpadki Inventum Premium (dawniej Idea) z 2012 r., która stała się początkiem końca całego TFI (w zeszłym tygodniu KNF odebrał firmie licencję na zarządzanie) rynek obligacji korporacyjnych w Polsce zmienił się ilościowo, ale niekoniecznie jakościowo. Płynność wciąż kuleje, a choć emitentów szybko przybywa, to niekoniecznie tych o solidnych fundamentach. Tymczasem popyt stale rośnie. Pieniądze szerokim strumieniem płyną do portfeli funduszy obligacji przedsiębiorstw, OFE próbują budować stabilną część portfela i zapełniać lukę po oddaniu papierów skarbowych, wreszcie — przybywa inwestorów indywidualnych, którzy poszukują alternatywy dla lokat i obligacji skarbowych.

— Napływ gotówki w połączeniu z ograniczoną podażą kończy się tym, że coraz częściej pojawiają się emitenci, którzy w normalnych warunkach nie powinni dostać na swoje projekty finansowania lub powinno ono zostać inaczej wycenione — mówi Michał Ferenc, zarządzający z Open Finance TFI. Dowodem jest tegoroczna seria bankructw na Catalyst, a do wyjątków nie należą też sytuacje, w których spółki rolują zadłużenie, bo nie mają za co wykupić zapadających serii obligacji.

Sprawozdanie prawdę powie

Przypadek Inventum Premium powtórzył fundusz obligacji korporacyjnych Copernicusa i po części także fundusz NWAI. Emil Szweda z portalu obligacje. pl dostrzega tu wspólny mianownik. Jego zdaniem, najbardziej narażone na straty są te fundusze, które mają w grupie kapitałowej dom maklerski, wyspecjalizowany w oferowaniu obligacji.

— Być może pokusa uplasowania, a więc także wystawienia faktury za przeprowadzenie emisji, jest czasem zbyt wielka, by odmówić, mimo podwyższonego ryzyka — uważa Emil Szweda.

Zarządzający uspokajają jednak klientów TFI, tłumacząc, że przypadki niewypłacalności spółek zdarzają się i będą się zdarzać, ale przy odpowiednim rozproszeniu ryzyka klienci funduszy nie powinni tego odczuć w takim stopniu, jak stało się to w przypadku Inventum czy Copernicusa. — Każdy może sprawdzić, czy fundusz zainwestował w obligacje 15 czy 150 emitentów. Kluczowy jest też rodzaj emitenta. Wybierzmy z portfela na chybił trafił kilka pozycji, których nazwy nic nam nie mówią, i sprawdźmy w internecie, co to za podmioty. Takie „due diligence” niewiele kosztuje, a ochronić może pieniądze klienta — tłumaczy Paweł Homiński, członek zarządu Noble Funds TFI. Warto kierować się też dość prostą regułą, że im wyższe kupony płacą spółki, tym wyższe jest ryzyko niewypłacalności.

— Ważna jest również metodologia wyceny — czy aktywa wyceniane są rynkowo i czy istnieje dla nich aktywny rynek obrotu. Wtedy mamy pewność, że wycena funduszu oddaje rzeczywistą wartość portfela i nie ma „trupów w szafie”, wycenianych innymi metodami, np. stopą efektywną — tłumaczy Michał Ferenc.

FIO kontra FIZ

Papiery firm, które można uznać za stosunkowo bezpieczne, dominują m.in. w portfelu Avivy Dłużnych Papierów Korporacyjnych. Fundusz jest szeroko zdywersyfikowany i duże znaczenie odgrywają w nim obligacje polskich spółek denominowane w euro oraz zagraniczne fundusze. KBC Gamma wyróżnia się natomiast wysokim zaangażowaniem w obligacje komunalne, a część korporacyjna portfela, zbudowana na podstawie długu dużych i wiarygodnych podmiotów, w tym BGK. Takie strategie nie przynoszą jednak kokosów. Aviva przez 12 miesięcy zarobiła 4,5 proc., a KBC zyskał 4,8 proc. W tym roku stopy zwrotu są jeszcze mniejsze. — Rezultat poniżej 3,5 proc. można uznać za słabe i wynikające ze zbyt wysokich opłat za zarządzanie [około 3 proc. rocznie — red.] lub — jeśli można tak podejść do sprawy — nadreprezentacji obligacji emitentów o wysokim poziomie bezpieczeństwa, czyli o niskim oprocentowaniu. Więcej można zarobić samodzielnie, kupując obligacje takich firm, jak Orlen, GPW czy BZ WBK — uważa Emil Szweda.

Innym rozwiązaniem są fundusze zamknięte (FIZ), które zdaniem specjalistów, są bezpieczniejszą konstrukcją, choćby z przyczyn płynnościowych.

— W przypadku funduszu zamkniętego zarządzający ma więcej czasu na dostosowanie portfela do wpłat bądź wypłat. W przypadku nabycia lub sprzedaży znacznego pakietu istnieje większa szansa na osiągnięcie lepszej ceny, jeśli jest ona rozłożona w czasie — przekonuje Adrian Apanel z MM Prime TFI.

Podobnego zdania jest Paweł Homiński, który zwraca uwagę, że większość inwestorów, kupując obligacje, ma zamiar trzymać je do wykupu. Niska płynność i małe prawdopodobieństwa znalezienia drugiej strony transakcji po dobrej cenie zniechęcają do obrotu obligacjami przedsiębiorstw, a przede wszystkim stawiają w niekomfortowej sytuacji zarządzającej funduszem otwartym.

— Skokowy wzrost umorzeń powoduje konieczność upłynniania składników portfela, a skutki tego procesu dla osiąganych cen sprzedaży i stopy zwrotu nie mogą być dobre. Z tego względu w polskich warunkach, dopóki rynek nie nabierze płynności, lepiej jest, gdy fundusz obligacji korporacyjnych działa w formie FIZ. Jeśli statut FIZ pozwala na w miarę częste wyjścia z funduszu, np. raz na kwartał, komfort mają zarówno inwestorzy, jak i zarządzający — tłumaczy Paweł Homiński.

Taką konstrukcję ma np. fundusz Allianza, który jest wyceniany w ostatni dzień giełdowy każdego miesiąca. Nie są to jednak produkty na każdą kieszeń. Próg wejścia to od kilku do nawet kilkuset tysięcy złotych.

Wyceny pod lupą

Nawet jeśli uda nam się wytypować najlepszy fundusz obligacji korporacyjnych, to i tak nie powinniśmy inwestować w niego całości portfela.

— Przeciętny inwestor w średnim wieku powinien przeznaczyć na inwestycje w obligacje korporacyjne między 10-30 proc. aktywów — podpowiada Adrian Apanel. Warto też stale monitorować zachowanie jednostek uczestnictwa.

— Dla inwestora sygnałem ostrzegawczym jest na pewno pierwszy przypadek tzw. defaultu w funduszu [czyli braku spłaty zobowiązań przez emitenta — red.], często widoczny w postaci „ząbka” na wykresie ceny jednostek uczestnictwa — podpowiada Paweł Homiński.

Inwestorzy powinni sobie też odpowiedzieć na pytanie, jakiej wielkości straty są w stanie zaakceptować. Emil Szweda tłumaczy jednak, że w przypadku funduszy obligacji korporacyjnych nie powinno być taryfy ulgowej.

— Dobrze zarządzany fundusz nie powinien w ogóle przynosić strat, chyba że chodzi o kilkudniowe czy kilkutygodniowe zmiany, związane np. z odpisem pozycji np. w wyniku bankructwa emitenta i braku zabezpieczenia — uważa Emil Szweda.

2,5 mld zł Tyle pieniędzy napłynęło w tym roku do funduszy obligacji korporacyjnych.

10,6 mld zł Takimi aktywami fundusze te zarządzały na koniec września.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jagoda Fryc

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Fundusze / Fundusze pod specjalnym nadzorem