Gangsterka ekonomiczna w wykonaniu rządzących

opublikowano: 14-10-2022, 17:09
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Dr Marcin Wojewódka z think tanku Instytut Emerytalny opowiada o konsekwencjach rządowych pomysłów i sposobów ich komunikacji dla oszczędności Polaków.

PB: Tak zwana danina Sasina ma trafić do kosza. Czy to słuszna decyzja, czy jednak w obecnym otoczeniu przydałaby się jakaś forma solidarnościowego podatku dla największych firm?

Marcin Wojewódka: Czy słuszna jest decyzja, że trafi do kosza? Oczywiście że tak. Natomiast sposób zakomunikowania tego podatku w postaci jednego czy dwóch tweetów to coś niebywałego. To po prostu gangsterka ekonomiczna. Należy się cieszyć, że ten zły i bardzo negatywnie rokujący dla polskich przedsiębiorców podatek został — przynajmniej na razie — wyrzucony do kosza. Problem jest jednak taki, że nie mamy żadnej pewności, czy obecnie rządzący albo jacykolwiek inni nie wpadną nagle na pomysł ratowania sytuacji budżetowej nowymi podatkami. To jest pewne kuriozum, bo słyszymy, że wszystko jest w porządku, że gospodarka się rozwija, są pieniądze na hojne świadczenia socjalne. Wchodzimy jednak w rok wyborczy, w którym będziemy mieli festiwal obietnic z każdej strony. Jednocześnie pada hasło: zabierzmy pieniądze, w tym przypadku największym firmom, choć nikt do końca nie wiedział którym — czy chodziło o największe państwowe przedsiębiorstwa paliwowe lub energetyczne, czy o firmy zagraniczne obecne w Polsce.

Jakie pańskim zdaniem były i są nadal negatywne konsekwencje wypowiedzi polityków w sprawie podatku od zysków nadzwyczajnych w kontekście długoterminowego oszczędzania Polaków na rynku kapitałowym?

Świadomie i celowo użyłem sformułowania „gangsterka ekonomiczna”. Tego rodzaju nieodpowiedzialne działanie przedstawiciela jakiegokolwiek rządu, który nagle w weekend tweetem zapowiada 50-procentowe opodatkowanie zysków, w tym zysków spółek notowanych na GPW, to z perspektywy długoterminowego oszczędzania jest dramat. Niemal każdy z nas świadomie lub nieświadomie posiada akcje tych spółek, np. jako jeden z 15 mln członków OFE. Nasze pieniądze zostały zainwestowane w akcje m.in. PKN Orlen, KGHM czy PGNiG. W takiej samej sytuacji jest 2,5 mln uczestników PPK, osoby biorące udział w PPE czy duża część osób odkładających w ramach IKE i IKZE. Praktycznie wszystkie produkty długoterminowego oszczędzania w naszym kraju są oparte w dużym stopniu na inwestowaniu w największe spółki lokalne, mają zresztą limity co do inwestycji zagranicznych. Taka gangsterka ekonomiczna, powiedzenie nagle z soboty na niedzielę, że zabieramy 50 proc. zysku, oznacza, że wartość rynkowa spółek musi spadać. Spadek był i jestem zdziwiony, że żaden z organów nadzoru nie podjął działań w tej sprawie. Czy rzeczywiście to była piramidalna głupota i nieodpowiedzialność tweetującego, czy coś głębszego? Z punktu widzenia długoterminowego oszczędzania sytuacja, w której jednym tweetem tracimy wartość aktywów — w cudzysłowie tracimy, bo nie zrealizowano tych strat — jest niedopuszczalna. Pytanie, gdzie tkwi problem. Czy w nieodpowiedzialności polityków? Ich zawsze można zmienić w wyborach. Problem tkwi też w nadmiernym zaangażowaniu państwa w gospodarkę. Pomysłodawcy daniny Sasina pewnie już pracują nad czymś innym. Tymczasem jesteśmy — to jest zapisane w konsytuacji — państwem o społecznej gospodarce rynkowej, czyli mamy kapitalizm. Prawo własności jest święte i jeśli ktoś jest właścicielem akcji Orlenu, PZU czy KGHM, to oczekuje, że otrzyma zwrot z tej inwestycji. Niestety, jakiś pan minister czy ktoś inny może wyskoczyć — jak Rumcajs — i zabrać czyjeś wypracowane już zyski. To jest zamach na długoterminowe inwestowanie przez Polaków. Nie ma co namawiać do inwestowania w PPK czy IKE, jeśli dzieją się takie rzeczy.

Czy w związku z dużym wpływem polityków na indeks WIG20 i na największe spółki wchodzące w jego skład polityka inwestycyjna w programach takich jak PPK powinna zostać zmodyfikowana?

PPK jest jedynym programem, w którym polityka inwestycyjna jest aż tak doregulowana — i to wcale nie jest dobre rozwiązanie. Inne dostępne na rynku produkty — PPE, IKE i IKZE — nie mają praktycznie żadnych limitów inwestycyjnych i nikt na to nie narzeka. W PPK istnieje nakaz inwestowania w konkretne kategorie aktywów i w praktyce w konkretne spółki. W Instytucie Emerytalnym przestrzegaliśmy już cztery lata przed konsekwencjami takiej polityki, a przecież nie mogliśmy przewidzieć, że ministrowie będą robić takie rzeczy na Twitterze. Prawdziwym problemem nie jest jednak polityka inwestycyjna, tylko — powtarzam — wysoki udział państwa w gospodarce. Teraz ktoś wymyśla, że zabierze ponadnormatywne zyski, co samo w sobie jest dziwne, bo nie słyszałem, by istniało coś takiego, jak norma zysków. Tak długo, jak państwo będzie miało tak duży udział w akcjonariacie największych spółek, to będzie kombinować, jak w większym stopniu zagospodarować ich zyski bez oglądania się na pozostałych akcjonariuszy. Mieliśmy już przecież przykład specjalnego podatku miedziowego. Robi się takie rzeczy bez oglądania się na interesy przyszłych emerytów. Kilkanaście milionów Polaków jest pośrednio akcjonariuszami tych spółek, a wpływ państwa powoduje spadek wartości ich aktywów.

Szukaj Pulsu Biznesu do słuchania w Spotify, Apple Podcast, Podcast Addict lub Twojej ulubionej aplikacji

w tym tygodniu: „Wszystkie grzechy rządowej daniny”

goście: Grzegorz Szysz – Grant Thornton, Wojciech Kostrzewa – Polska Rada Biznesu, Michał Masłowski – Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych, Marcin Wojewódka – Instytut Emerytalny, Marcin Kędzierski – Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane