Giełdowe zagadki Aliora

opublikowano: 27-11-2018, 22:00

Cudowne dziecko Wojciecha Sobieraja zmieniło się w giełdowe brzydkie kaczątko. Wszystko przez to, że więcej jest pytań niż odpowiedzi

W sobotę 17 listopada minęła dziesiąta rocznica uruchomienia Alior Banku. W piątek 14 grudnia minie sześć lat od jego giełdowego debiutu. Niewielkie są jednak szanse, że minie on inwestorom w szampańskich nastrojach. W ciągu ostatnich 12 miesięcy kurs akcji spadł o 32 proc. Do wczoraj żaden z analityków nie wyceniał jednak banku na mniej niż 71 zł za akcję, a najwyższa wycena opiewała na 97 zł. Co prawda 27 listopada analityk Morgana Stanleya zmienił swoją wycenę z 80,50 zł na 63 zł, ale na giełdzie akcje można było kupić za nieco ponad 48 zł. Gorzej było tylko w końcówce 2016 r., gdy spekulowano o przejęciu przez Alior Raiffeisen Banku Polska.

Obecna wycena to także mniej niż 54,20 i 57 zł, jakie płacili inwestorzy w IPO. Wszystkich akcji Aliora jest obecnie dwa razy więcej niż wtedy, ale z drugiej strony w podobny sposób wzrosła skala działalności. W pierwszych dziewięciu miesiącach 2012 r. bank miał 1,1 mld zł przychodów i 223 mln zł zysku netto, podczas gdy tym samym okresie 2018 r. jest to — odpowiednio — 3,0 i 533 mln zł. Czy zatem Alior jest okazją inwestycyjną, czy kolejni analitycy pójdą śladem kolegi po fachu z amerykańskiego banku inwestycyjnego?

— To jeden z najtwardszych orzechów do zgryzienia. Oba warianty odpowiedzi da się dobrze uzasadnić. Bank jest tani, pomijając jednorazowe odpisy w wynikach problemu nie ma. Ale jeśli chodzi o przyszłość, jest kilka znaków zapytania — twierdzi Michał Sobolewski, analityk DM Banku Ochrony Środowiska.

Jak w kalejdoskopie

Jednym z największych znaków zapytania w Aliorze jest ład korporacyjny. Zaledwie w poniedziałek 26 listopada po godz. 23 bank poinformował o rezygnacji jednego z wiceprezesów i powołaniu do zarządu czterech nowych osób. Łącznie z komunikatami, jakie napłynęły od początku roku, w 2018 r. bank przekazał już tego typu informacje dotyczące 15 członków ścisłego kierownictwa. Funkcję prezesa w 2018 r. pełni już trzecia osoba. Może to skłaniać do wyprzedaży akcji inwestorów zagranicznych, których w Aliorze nie brakuje. Bo choć nie jest to gigant polskiej bankowości, to jego akcje są dość płynne.

— Część inwestorów zagranicznych jest w Aliorze od czasów Wojciecha Sobieraja. Nie są jednak zaznajomieni z nowym zarządem — zwraca uwagę Michał Konarski, analityk mBanku.

Ostatnią osobą ze ścisłego kierownictwa, która brała udział w tworzeniu banku przez Wojciecha Sobieraja, była prezes Katarzyna Sułkowska. Tylko od jej rezygnacji, złożonej 17 października, bank stracił 20 proc. wartości. Biorąc pod uwagę wszystkie zmiany kadrowe, Alior został w praktyce ogołocony z osób, które podpisały się pod jego strategią. Powstaje więc pytanie czy będzie ona realizowana.

— Dodatkowo, gdy pojawiają się plotki o przejęciach, to Alior jest od razu z nimi kojarzony. Wymieniano go w kontekście przejęcia Eurobanku czy Banku Ochrony Środowiska, mimo że kapitałów nadwyżkowych ma tylko 200 mln zł. A to trochę za mało, by myśleć o konsolidacji rynku — komentuje Michał Konarski.

Tymczasem 26 listopada NWZ Aliora wyraziło zgodę na nabywanie przez bank aktywów finansowych zaliczanych do aktywów trwałych o wartości przekraczającej 100 mln zł lub 5 proc. aktywów banku i przejmowanie banków podlegających likwidacji, przedsiębiorstwa bankowego lub jego zorganizowanej części.

— Ryzyko związane ze strukturą właścicielską jest czynnikiem trudnym do skwantyfikowania i trudno powiedzieć, czy decyzje w tym zakresie będą podejmowane racjonalnie. Cały czas pojawiają się nowe pomysły na Alior. Nie jest jasne, czy ma być konsolidatorem, czy sam ma być konsolidowany. Tak duża niepewność co do przyszłości nie podoba się inwestorom — dodaje Marta Czajkowska-Bałdyga z Haitong Banku.

Biorąc pod uwagę wariant, w którym to Alior jest przejmowany, powraca kwestia aliansu z Pekao, które podobnie jak Alior pozostaje w sferze wpływów PZU. Zazwyczaj jednak potencjalne cele przejęć drożeją. Z Aliorem jest odwrotnie.

— Trzeba na to spojrzeć z nieco innej perspektywy. Do potencjalnego przejęcia Aliora przez Pekao mieliśmy dwa podejścia. Pierwszy raz ta informacja pojawiła się, gdy Michał Krupiński został prezesem Pekao. Została wtedy zdementowana. Potem ni stąd ni zowąd pomysł wrócił, rozpoczęły się długie negocjacje, z których ostatecznie nic nie wyszło. A jednym z głównych argumentów przeciw fuzji po stronie Pekao było to, że Alior był zbyt drogi — przypomina Michał Sobolewski.

Inni analitycy zwracają uwagę, że nie tyle chodziło o samą cenę, co cenę względem rodzajów ryzyka tkwiących w Aliorze.

Choroba wieku dziecięcego

Alior ma problem z kredytem udzielonym Ruchowi i rynek może obawiać się kolejnych tego typu niespodzianek. Kilkumilionowa kara nałożona przez KNF na Raiffeisen Bank Polska, depozytariusza funduszy Fincrea TFI (W Investment) może też sugerować podobne działania względem Aliora, który te fundusze dystrybuował. Nawet portfel kredytów detalicznych Aliora jest ponadprzeciętnie ryzykowny. To wszystko może przełożyć się na wyniki.

— Bank, który się dynamicznie rozwija, zwykle akceptuje wyższe ryzyko. Wynika to z samej logiki wzrostu. Na konkurencyjnym rynku wzrost często okupiony jest dodatkowym ryzykiem — tłumaczy Michał Sobolewski.

Analitycy dość zgodnie twierdzą, że konsens prognoz wyników na 2018 r. jest raczej nie do utrzymania. Niektórzy uważają przy tym, że kolejny prezes może chcieć jeszcze dokonać szybko jakichś odpisów, by zaksięgować je w roku, który i tak będzie stosunkowo słaby. Nie widzą jednak zagrożenia dla wyników w 2019 r. — Przy w miarę stałych kosztach ryzyka i kontrolowanych kosztach operacyjnych, Alior jest silny jeśli chodzi o wolumeny sprzedaży. Dzięki nim wyniki mogą się poprawić — uważa Marta Czajkowska-Bałdyga.

— Sprawa Ruchu jest jednostkowym przypadkiem, a w detalu ryzyko jest pod kontrolą. W Aliorze to detal kreuje zaś koszt ryzyka. Wynik prowizyjny Aliora nie opiera się na działalności inwestycyjnej czy brokerskiej. Nie sądzę więc, by w oparciu o sprawę W Investment można byłoby pokusić się o spekulacje na temat pojawienia się kolejnych tego typu problemów z produktami inwestycyjnymi. Alior to nie jest przypadek grupy Leszka Czarneckiego. Duża pula depozytów bieżących wskazuje, że ma wierne grono klientów. Mogą pojawiać się pewne błędy wieku dziecięcego, ale mimo wszystko jest to bank budowany z większą starannością niż to miało miejsce w Getinie — tłumaczy Michał Konarski.

— Okazuje się, że część wyniku była robiona dość agresywnie i nie wiadomo czy nie pojawią się kolejne niespodzianki. Do tego dochodzi ciągła rotacja kadrowa i niepewność dotycząca fuzji i przejęć, w których Alior jest ustawiony po obu stronach potencjalnych transakcji. W efekcie zrobiło się niego brzydkie kaczątko polskiej bankowości. Uważam jednak, że rynek przereagował ryzyka. Kurs jest już poniżej ceny z IPO, a więc na ekstremalnie niskich poziomach — podsumowuje Dariusz Górski, dyrektor działu analiz giełdowych Santander Bank Polska. © Ⓟ

57 zł Tyle za jedną akcję zapłaciło 717 polskich i zagranicznych inwestorów indywidualnych oraz 9487 inwestorów detalicznych. Łącznie instytucje objęły w 53,9 proc. ogółu podwyższonego kapitału banku, a inwestorzy indywidualni płacący tyle co instytucje — 2,9 proc.

54,20 zł Tyle za jedną akcję zapłaciło 3820 inwestorów detalicznych będących równocześnie klientami biura maklerskiego Alior Banku. Weszli w posidanie 0,7 proc. ogółu akcji.

45,60 zł Po tyle jeden walor objęło 816 pracowników grupy Alior Banku. Tym samym stali się właścicielami 0,4 proc. kapitału banku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Banki / Giełdowe zagadki Aliora