Giełdy będą kontynuować zwyżki

Piątkowe dane z amerykańskiej gospodarki rozczarowały. Nastroje poprawiły przecieki z EBC. Rynki akcji powinny trzymać się mocno

Środowe wstępne dane z amerykańskiego rynku pracy rozbudziły niemałe nadzieje na to, że w piątek oficjalne dane rządowe potwierdzą znaczne ożywienie w amerykańskiej gospodarce. Okazało się jednak, że poza rolnictwem w sierpniu przybyło tylko 156 tys. miejsc pracy. Rynek oczekiwał 180 tys., a od środy nawet 200 tys. Dynamika wzrostu płac wyniosła 2,5 proc.,wobec oczekiwanych 2,6 proc., a od środy nawet 3 proc. W efekcie dolar natychmiast zaczął oddawać kilkudniowy wzrost względem euro. Podobnie było z europejskimi giełdami — amerykańskie były jeszcze zamknięte — co doskonale widać zarówno na niemieckim DAX, jak też swojskim WIG20. Zamieszanie trwało jednak około kwadransa. Potem kursy zaczęły wracać do poziomu sprzed publikacji danych Departamentu Pracy USA, tzn. dolar się umocnił, a giełdy odrobiły chwilową stratę.

— Otrzymaliśmy średnie dane, które w ogólnym obrazie niewiele zmieniają, poza tym, że nie zgrały się z oczekiwaniamii wywołały sporo zamieszania bezpośrednio po publikacji — komentuje Marcin Kiepas, analityk Fundacji FxCuffs. Efekt był krótki, bo nieoczekiwanie pojawiła się inna informacja. — Do amerykańskich danych otrzymaliśmy bonus w postaci kolejnych przecieków z Europejskiego Banku Centralnego (EBC), które sugerują, że rada prezesów nie jest skłonna podjąć już we wrześniu decyzji o wygaszaniu programu skupu aktywów — mówi Bartosz Sawicki, analityk DM TMS Brokers.

Akcje będą drożeć

Ogólny obraz zaś jest taki, że z punktu widzenia rynku akcji sytuacja nie wygląda źle. Giełdom bardziej ciążyły ostatnio kwestie polityczne niż sytuacja gospodarcza. Sytuacja w Korei Północnej jest zupełnie nieprzewidywalna i może okazać się bombą dosłownie i w przenośni. Na razie jednak rynki zdają się do problemu przyzwyczajać.

— Za każdym razem informacje związane z Koreą Północną mają mniejszy wpływ na rynki. Gdy rakieta przeleciała nad Japonią, wpływało to na nie przez jeden dzień — podkreśla Marcin Kiepas. Amerykański parlament prawdopodobnie dogada się też z prezydentem w sprawie budżetu centralnego. Związany z tym czynnik ryzyka rozwiał huragan, który przeszedł nad Teksasem.

— Gdyby w tej sytuacji Kongres doprowadził do niewypłacalności rządu, byłoby to polityczne harakiri — podkreśla Bartosz Sawicki. Jeśli nie wydarzy się nic nieprzewidywalnego, inwestorzy giełdowi nie powinni więc narzekać.

— Do końca roku nie widać żadnych zagrożeń. Perspektywy są dobre i dla giełd europejskich, i dla giełd amerykańskich, choć za oceanem potencjał wzrostowy jest mniejszy — uważa Kamil Maliszewski, analityk mBanku. — Wall Street będzie próbować wybijać się na kolejne rekordy. Słabszy dolar będzie czynnikiem wspierającym ten wzrost. Jeśli chodzi o europejskie indeksy, to dostrzegam moment przełomowy — jakby rynek chciał pokonać czasową słabość i ruszyć mocno do góry. Euro drożeje od pół roku, a gospodarce to nie przeszkodziło. U nas pozytywnie powinny zachowywać się duże spółki. Sierpniowa poprawa na WIG20 każe być optymistą, a na fali optymizmu do dużych spółek inwestorzy powinni szukać też perełek wśród mniejszych — twierdzi Marcin Kiepas. Bartosz Sawicki jest bardziej ostrożny. Uważa, że nasza giełdabędzie stosunkowo wysoko i nawet może pobić rekord wszech czasów. Ale potencjału do dużych zwyżek już nie widzi. — Indeksy państw strefy euro, zwłaszcza peryferyjnych, mają wiekszy potencjał do wzrostu niż indeksy amerykańskie. WIG20 powinien na koniec roku osiągnąć 2600 pkt., a ten pułap jest już blisko — zaznacza Bartosz Sawicki. Problematyczne dla dalszych zwyżek, jego zdaniem, mogą być wyceny metali i wydobywających je spółek z całego świata. — Metale są drogie i to będzie giełdom podcinać skrzydła, bo indeksy windowały dobrze zachowujące się spółki z branży wydobywczej, np. BHP Billiton, Rio Tinto czy KGHM. Utrzymywanie się siły relatywnej europejskiego rynku akcji to tendencja, która powinna się utrzymywać, co nie zmienia faktu, że ta siła nie jest zbyt duża — mówi Bartosz Sawicki.

Złoto i złoty

Podzielone są opinie co do zachowania złota i walut. Jedni twierdzą, że kruszec zbliży się do 1400 USD za uncję, inni, że wróci w okolice 1250 USD. — O tak dużą korektę na złocie może być trudno. Jeżeli dolar będzie się stabilizował, to złoto w okolicach 1300 USD za uncję może się utrzymać — uważa Kamil Maliszewski. To, że dolar nie będzie już tracił, to powszechna opinia. Rozbieżności dotyczą tego, o ile się umocni. Bartosz Sawicki zakłada, że na koniec roku kurs EUR/USD wyniesie 1,15-1,16. Kamil Maliszewski obstawia 1,17. Marcin Kiepas — 1,18.

— Ostatniego zwrotu z okolic 1,20 nie traktuję jako ostatecznego odwrócenia trendu. Okolice 1,22 mogą być przetestowane — mówi Marcin Kiepas. — Przecieki z EBC uważam za kontrolowane. Coś trzeba było powiedzieć, by euro przestało się umacniać i w jakimś sensie zwyżka na EUR/USD została powstrzymana. Nie powiedziałbym jednak, że trend na EUR/USD się odwrócił. O tym można by mówić, gdyby kurs zszedł poniżej 1,17 — twierdzi Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM Banku Ochrony Środowiska. Rozbieżności w ocenie kursu EUR/USD przekładają się na duży rozrzut prognoz dla złotego. Na koniec roku nasi rozmówcy widzą euro zarówno po 4,40, 4,10 zł, jak również na obecnym poziomie. Euro zaczęło piątek po niespełna 4,25 zł, amerykańskie dane zepchnęły kurs do 4,24 zł. Potem doszedł on jednak blisko 4,26 zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Giełdy będą kontynuować zwyżki