Górnicze zaplecze prosi o uwagę

Górnicza Izba Przemysłowo-Handlowa chce przekonać decydentów do udzielenia wsparcia firmom okołogórniczym, zatrudniającym 280 tys. osób, zanim będzie za późno

Rząd robi, co może, by porozumienie ze związkami górniczymi, obejmujące harmonogram zamykania kopalń, zawrzeć jeszcze w lutym. Rozmowy są trudne, mimo że rządzący wytaczają finansowe armaty: oferują dopłaty do kopalń, mechanizm grantów na badania naukowe i rozwój paliw bezdymnych. Efekt? Górnicy wciąż mówią „nie”, za to firmy okołogórnicze wołają „a my?”.

Górnicy to nie wszyscy

„W raportach, opracowaniach i debatach wiele uwagi poświęcane jest górnictwu per se – górnikom, kopalniom, wydobyciu węgla, itp. Niewiele miejsca i uwagi skupiają konsekwencje zmian w górnictwie dla przedsiębiorstw funkcjonujących dzięki istnieniu kopalń – dostarczających produkty i usługi oraz wykorzystujących węgiel jako podstawowy surowiec do produkcji” – alarmują autorzy raportu „Sytuacja przedsiębiorstw okołogórniczych w Polsce”, który powstał w grudniu 2020 r., zrealizowany przez Centrum Badań i Rozwoju Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach na zlecenie Górniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.

Członkami GIPH są m.in. Famur, Fasing i MOJ, czyli firmy produkujące urządzenia górnicze i świadczące usługi dla tego sektora. Perspektywa odejścia przez Polskę i świat od węgla, by osiągnąć w 2050 r. neutralność klimatyczną, to dla ich podstawowego biznesu bardzo zła perspektywa.

GIPH przekonuje w raporcie, że to problem nie tylko firm, ale i całego regionu.

Rentowność w dół:
Rentowność w dół:
Z raportu GIPH wynika, że że przedsiębiorstwa sektora okołogórniczego (w tym Famur, którego kombajn górniczy widnieje na zdjęciu) stają się mniej rentowne, a ich płynność się pogarsza.
materiały prasowe

Śląsk pracuje na PKB

Dowodem mają być liczby. Po pierwsze, liczbę pracowników szeroko pojętego sektora okołogórniczego oszacowano na 280 tys. osób, z czego 120 tys. osób ma pracę bezpośrednio związaną z górnictwem. Dla porównania: liczba pracowników kopalni, dla których rząd przygotowuje specjalną umowę społeczną, to 83 tys.

Po drugie, ankiety przeprowadzone w firmach wskazują, że aż 47 proc. pracowników sektora okołogórniczego nie ma nadziei na szybkie przekwalifikowanie się i znalezienie pracy o podobnym prestiżu. Nadzieję na relatywnie szybkie przekwalifikowanie i znalezienie nowego pracodawcy ma jedna czwarta osób, zaś 27 proc. ma już dziś kompetencje pozwalające znaleźć im pracę w innej branży.

Po trzecie, badania na grupie 207 przedsiębiorstw okołogórniczych wskazują, że już jesienią 2020 r. 82 proc. badanych odnotowało spadki obrotów z branżą górniczą, a 64 proc. odczuło trudności wynikające z problemów płatniczych branży górniczej.

I wreszcie po czwarte, w województwie śląskim wytworzono w 2018 r. 12,3 proc. polskiego PKB, co stanowi drugą pozycję w kraju.

Znikające miejsca pracy

„Pytaniem na przyszłość pozostaje, na ile firmy okołogórnicze będą skuteczne w restrukturyzacji swojej działalności i włączaniu się na przykład w łańcuchy wartości związane z inteligentnymi specjalizacjami województwa śląskiego” – czytamy w raporcie.

GIPH uważa, że warto je w tej restrukturyzacji wesprzeć. Zwłaszcza, że trzy modele z raportu przewidują, że nadchodzące 30 lat transformacji może przynieść branży ubytek 26,67 tys. miejsc pracy (wariant optymistyczny), lub 50,6 tys. (prawdopodobny), lub też 75,9 tys. (pesymistyczny).

Niech rząd działa

Rekomendacją płynącą z raportu jest stworzenie dokumentu o randze ustawowej, który miałby ukierunkować pomoc dla branży okołogórniczej. Raport podsuwa kilka pomysłów: wsparcie dla przedsiębiorstw zlokalizowanych w pobliżu kopalni, wsparcie transformacji w kierunku zaawansowanej produkcji przemysłowej, współfinansowanie innowacji, inwestowanie w rewitalizację miast pogórniczych, a także włączenie przedsiębiorstw okołogórniczych w zakres prac nad krajowym planem sprawiedliwej transformacji i planami regionalnymi (współfinansowanymi przez Unię Europejską).

„O te działania zresztą branża okołogórnicza wielokrotnie zwracała się do rządu. Dotychczas jednak nie zostały podjęte w tej kwestii żadne kroki” – czytamy w raporcie.

Zapytaliśmy Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii o to, czy rozważa stworzenie mechanizmów wsparcia dla branży okołogórniczej. Czekamy na odpowiedź.

Okiem eksperta
Biznes musi sam czytać znaki
Janusz Steinhoff
były wicepremier i minister gospodarki w rządzie Jerzego Buzka

Nie widzę możliwości bezpośredniego wsparcia branży okołogórniczej, np. w formie pomocy publicznej. Zgadzam się natomiast, że narzędzia systemowe mogłyby zostać tu zastosowane, czyli np. pomoc przy zmianie kwalifikacji, wsparcie tworzenia nowych miejsc pracy, rozszerzanie Specjalnych Stref Ekonomicznych.

Pamiętajmy jednak, że generalnie biznes sam musi odczytywać znaki rynkowe i mieć zdolność przestawiania produkcji, zmiany branży, zmiany asortymentu.

Ważne przy tym, by biznes nie był wciąż zaskakiwany przez ruchy rządu. Jeśli jeszcze niedawno rząd mówił, że polski węgiel ma przyszłość, a dziś zmienia front, to jest to dla biznesu niedobre.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane