Gospodarka sprzyja światowym giełdom

Rynki akcji reagują z wyprzedzeniem. Ale nie aż takim, by spodziewane podwyżki stóp procentowych przez Fed już je zdołowały. Wojna celna jest zaś na etapie pobrzękiwania szabelką

Prezydent Donald Trump zapowiedział wprowadzenie nadzwyczajnych ceł na import stali i aluminium. Unia Europejska chce się zrewanżować cłami m.in. na motocykle, dżinsy i burbona. Chiny już wcześniej kręciły nosem, bo rząd Stanów Zjednoczonych zdołał już wprowadzić nowe taryfy importowe na panele słoneczne i pralki. Świat staje na krawędzi wojny handlowej, a giełdy jednak idą w górę.

— To pokazuje, w jakim punkcie jesteśmy. Poza wypowiedziami mamy realną gospodarkę i perspektywy zysków spółek, które rynek stara się szacować. Wojna handlowa, jeśli się zacznie, to dopiero za jakiś czas. Na razie zapowiedzi ceł dotyczą pojedynczych sektorów. Poza tym udział przemysłu w gospodarce jest inny niż np. w latach 70. XX wieku. Trudno ocenić, ile w tych wszystkich wypowiedziach o cłach jest retoryki, a ile realnych zamierzeń — twierdzi Grzegorz Pułkotycki, dyrektor inwestycyjny w spółce Starfunds.

— Można się bać podnoszenia ceł i potencjalnej wojny handlowej, ale do niej jeszcze daleka droga. Pytanie też, na ile kwestia ceł jest li tylko chęcią pokazania się Donalda Trumpa, a na ile doradcy pozwolą mu te plany zrealizować — wtóruje mu Łukasz Wardyn, dyrektor na Europę Wschodnią w CMC Markets.

Konrad Białas, główny ekonomista Domu Maklerskiego TMS Brokers, zwraca uwagę, że wbrew politycznej retoryce obecne zapowiedzi celne dotyczą branż o relatywnie niewielkim znaczeniu. Gdyby się jednak miały ziścić, działania odwetowe mogą przybrać efekt kuli śnieżnej, co nikomu nie wyjdzie na dobre.

Ożywienie sprzyja

Na inwestorów czekają jednak różne niespodzianki. Korekta na giełdach w lutym zdawała się mieć ku końcowi, gdy w amerykańskim parlamencie po raz pierwszy wystąpił Jerome Powell, nowy szef banku centralnego Stanów Zjednoczonych (Fedu). Obawy, że Fed może podnosić stopy procentowe szybciej, niż zakładano, były głównym ka talizatorem przeceny na rynkach akcji. Jerome Powell nie potwierdził zmian w polityce pieniężnej, jednak jego dodatkowe komentarze dotyczące inflacji czy polityki fiskalnej zostały odebrane jako sugestie szybszego podnoszenia stóp procentowych.

— Z samego wystąpienia Jerome Powella wynika tyle, że dyskusja w Fedzie będzie się toczyć nie nad tym, czy w 2018 r. będziemy mieli 2-3 podwyżki stóp procentowych, ale trzy lub cztery — wyjaśnia Konrad Białas, główny ekonomista Domu Maklerskiego TMS Brokers.

Rynki finansowe zareagowały na to modelowo — wzrosły rentowności obligacji, a to zazwyczaj wiąże się z przeceną na rynkach akcji. Taniejące obligacje stają się bowiem relatywnie ciekawą alternatywą dla papierów udziałowych.

— W tym przypadku nie chodzi o to, czy będziemy mieli trzy, czy cztery podwyżki stóp procentowych, ale o to, gdzie Fed się z tymi podwyżkami zatrzyma. Ożywienie gospodarcze jest na tyle duże, że mogą to być wyższe poziomy, niż rynki dotychczas zakładały, a tym samym rentowności mogą się jeszcze zwiększyć, choć może nie w tym roku, ale dopiero w 2019 — mówi Konrad Białas.

— Wiadomo, że seria podwyżek stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych nie byłaby dobra dla rynków akcji. Ale tak naprawdę rynki czekają na tego typu serię podwyżek już od czterech lat i ich oczekiwania rozmijały się z działaniami Fedu. Zobaczymy więc, czy faktycznie dojdzie do tak wielu podwyżek. Jeśli nawet tak będzie, to na gospodarkę zadziała to z opóźnieniem. Giełdy mogą zareagować spadkami, ale wcześniej i tak możemy zobaczyć nowe rekordy na rynkach akcji, bo gospodarka jest rozpędzona — mówi Łukasz Wardyn.

— To, że Fed widzi pole do podwyżek stóp procentowych, oznacza, że widzi również ożywienie gospodarcze sprzyjające wynikom spółek — przyznaje Konrad Białas.

Lokalna słabość

W Polsce koniunktura również sprzyja.

— Gospodarka jest rozpędzona, ale inwestycje dopiero ruszyły, co stwarza jakąś poduszkę bezpieczeństwa — twierdzi Łukasz Wardyn.

Przyznaje, że w tym kontekście jest zaskoczony zachowaniem polskiej giełdy, która jest słabsza od największych giełd.

— Jedyne wytłumaczenie, jakie przychodzi mi do głowy, to brak płynności na GPW przy jednoczesnej wyprzedaży z instrumentów typu ETF i realizacja zysków. Inwestorzy są mało aktywni, co w połączeniu z redukowaniem pozycji na niepłynnym rynku powoduje spadki. Patrząc na wskaźnik cena/zysk i perspektywy gospodarki, akcje na naszej giełdzie są atrakcyjne, a nawet bardzo atrakcyjne — uważa Łukasz Wardyn.

Grzegorz Pułkotycki uważa, że ciąży to, co hamowało zwyżki GPW kilka lat temu, gdy inne giełdy już szły do góry — zmiany w systemie emerytalnym. — Strukturalnym problemem jest brak informacji, co dalej z OFE — podkreśla Grzegorz Pułkotycki.

Ekspert przypomina, że wprowadzenie pracowniczych planów kapitałowych (PPK) miało się wiązać z przekazaniem do ZUS 25 proc. tego, co zostało w OFE. Projekt ustawy o PPK milczy jednak na ten temat. Zdaniem eksperta Starfunds, przy obecnej strukturze aktywów OFE musiałyby one po prostu sprzedać część akcji, a napływy do PPK osiągną swoją docelową wartość dopiero po trzech latach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Gospodarka sprzyja światowym giełdom